Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Annabelle Minerals. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Annabelle Minerals. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 marca 2017

Annabelle Minerals: SOFTIE (Gąbeczki do makijażu)

Czym najczęściej nakładacie korektor, podkład, róż? Ja stawiam głównie na pędzle, choć gdy mam nieco więcej czasu lubię sięgnąć po gąbeczki. Kojarzycie różowego Beautyblender'a? Na pewno. To dzisiaj opowiem Wam o zdecydowanie tańszym, a równie dobrym odpowiedniku (uwaga, uwaga!) do nakładania zarówno kosmetyków mineralnych jak i tradycyjnych. Przedstawiam Wam trzy rozmiary czarnych jajeczek Softie od Annabelle Minerals! :-)



Annabelle Minerals:
SOFTIE (Gąbeczki do makijażu)









Opis Producenta:

Gąbeczka Annabelle Minerals została specjalnie zaprojektowana, by z łatwością rozprowadzić kosmetyki po skórze twarzy. Jej odpowiednie wymiary, dopasowujący się do twarzy kształt oraz nieco twardsza struktura, pozwalają na stworzenie nienagannego makijażu bez smug i nierówności. Świetnie sprawdzi się również do nakładania podkładu mineralnego.




Marka Annabelle jakiś czas temu wypuściła do sprzedaży ciekawe akcesoria do nakładania makijażu mineralnego. Są to gąbeczki o nazwie Softie. Specjalnie wyprofilowane, wielokrotnego użytku, do nakładania kolorówki metodą "na mokro". Występują w trzech rozmiarach, dzięki czemu możemy wybrać taką, która w danym momencie najbardziej nam odpowiada.

Przejdę teraz do opisania sposobu nakładania kosmetyków za pomocą Softie. Przed przystąpieniem do aplikacji makijażu należy zwilżyć gąbeczkę, a następnie mocno ją odcisnąć w celu pozbycia się nadmiaru wody. W tym momencie gąbka zwiększa swoją objętość o około 50 % i staje się bardziej elastyczna. Drugim krokiem jest zanurzenie gąbki w kosmetyku, którego zamierzamy użyć (podkład, korektor, róż, puder itp.), a kolejnym - dokładne, niespieszne rozprowadzenie kosmetyku stemplującym ruchem na powierzchni skóry. To na prawdę proste. :-)

  • Rozmiar S - do nakładania korektora mineralnego metodą "na mokro". Świetnie sprawdzi się również do nakładania podkładu mineralnego w trudniej dostępnych miejscach, jak skrzydełka nosa, czy jako korektora pod oczami.
  • Rozmiar M - do nakładania pudru, różu lub bronzera mineralnego metodą "na mokro". Świetnie sprawdzi się również do nakładania podkładu mineralnego oraz do konturowania.
  • Rozmiar L -  do nakładania podkładu mineralnego metodą "na mokro". Świetnie sprawdzi się również do nakładania pudru, różu oraz bronzera mineralnego oraz do konturowania.


Czarne jajeczka są miękkie i jednocześnie jędrne, sprężyste. Proszek bezproblemowo przywiera do ich struktury, a następnie w zadowalający sposób jest przenoszony na skórę twarzy. Metoda "na mokro" zwiększa krycie oraz daje kremowy efekt (metoda na sucho = pudrowy). Nie mam też problemu z utrzymaniem ich w czystości, myję je tymi samymi płynami/żelami, które stosuję przy pędzlach.

Gąbeczki przetestowałam również w przypadku nakładania klasycznej kolorówki. Bardzo dobrze współpracują z płynnym podkładem i korektorem. Aplikują produkty równomiernie, nie tworząc smug czy zacieków. Efekt na twarzy jest naturalny (nawet bardziej niż podczas nakładania kosmetyków pędzlami), jednocześnie dobrze kryjący. 

Softie to fajna odskocznia od używanych przeze mnie pędzli. Minusem może być fakt, że jajo schnie dłużej aniżeli typowe syntetyczne włosie z jakim miałam do czynienia oraz to, że mokrego nie zabierzemy ze sobą do pracy czy szkoły, aby móc wykonać w ciągu dnia poprawki. Zauważyłam również, że zużywa się przy ich użytkowaniu nieco więcej kosmetyków, aniżeli w przypadku nakładania ich pędzelkami. Poza tym uważam, że fajnie jest mieć takie w szufladzie swojej toaletki. Jeśli chcecie zdecydować się na jedno, to polecam kupić rozmiar największy - w zasadzie można nałożyć nim wszystkie kosmetyki.



Dostępność: Annabelle Minerals
Cena: 19,99 zł / L; 15,90 zł / M; 9,90 zł / S



Których akcesoriów do nakładania makijażu używacie najchętniej?

sobota, 13 czerwca 2015

Annabelle Minerals: Nowe, jasne odcienie podkładów mineralnych

Dawno nie pisałam o podkładach mineralnych, więc najwyższy czas to nadrobić. Szczególnie, że jest ku temu doskonała okazja - marka, która towarzyszy mojemu makijażowi już od bardzo dawna, wprowadziła do sprzedaży nowe, jaśniejsze odcienie. To dla mnie świetna wiadomość, bo mimo, że na co dzień używam minerałów Annabelle Minerals, to nie udało mi się dopasować w 100% idealnego koloru dla mojej karnacji. Odcień był zbliżony, ale nieco odcinał się od szyi, na szczęście nie rzucało się to w oczy, bo kosmetyki mineralne mają to do siebie, że fajnie wtapiają się w skórę.



Annabelle Minerals: Nowe, jasne odcienie podkładów mineralnych






Wcześniej, o podkładach mineralnych Annabelle Minerals pisałam tutaj: klik! Zwykle decyduję się na jasne odcienie z gamy produktów "golden" bądź "natural" w formule kryjącej, niekiedy matującej. Takie właśnie słoiczki mam w swojej kolekcji i po nie najczęściej sięgam. Może inaczej - sięgałam, ponieważ pośród czterech nowych, słonecznych odcieni marki, udało mi się wybrać taki, który współgra z kolorytem mojej twarzy i szyi idealnie! :-)


Słoneczne odcienie występują tak samo jak i wszystkie pozostałe w trzech formułach: kryjącej, matującej i rozświetlającej. Do wypróbowania wybrałam te pierwsze.







Odcienie "Sunny" to strzał w dziesiątkę dla posiadaczek bardzo jasnych, ciepłych, złoto-żółtawych cer. Kolory nie mają w sobie ani trochę różowych czy pomarańczowych tonów, pięknie współgrają z bladolicą skórą. Jeśli chodzi o właściwości i zachowywanie się produktów na twarzy, to nic się nie zmieniło. Podobnie jak w przypadku odcieni, które są w sprzedaży już od dawna - dobrze kryją neutralizując zaczerwienienia, równo pokrywają powierzchnię cery. Upiększają, nie szkodząc i nie obciążając ponieważ są lekkie i naturalne. Konsystencja proszku również jest taka sama, jest dobrze zmielona, nie pyli podczas aplikacji, łatwo nakłada się na pędzel. 

Przyzwyczajona faktem, że zwykle wybieram najjaśniejsze odcienie z oferty, początkowo sięgnęłam po Sunny Cream, ale ostrzegam - to ekstremalnie jasny kolor. :-) Następnie wypróbowałam Fairest, ale to dopiero Fair okazał się najlepiej dopasowany. Bardzo cieszę się, że słoneczne odcienie weszły na stałe do oferty firmy.
Jeśli Wam też nie udało się wcześniej znaleźć idealnie pasującego koloru pośród asortymentu AM, a macie jasną, złotawą cerę, to możecie spróbować ponownie. Moja buzia wygląda w nich bardzo promiennie. :-)





Skład: 
Mica, Titanium Dioxide, Zinc Oxide, Iron Oxide, Ultramarines



Dostępność: Annabelle Minerals
Cena: 4g / 34,90 zł, 10 g / 59,90 zł.




Miałyście już do czynienia z minerałami Annabelle Minerals? :-)

poniedziałek, 14 lipca 2014

Annabelle Minerals: podkłady mineralne - Natural Fairest i Golden Fairest

Na blogu pokazywałam Wam już cienie, róże i korektor Annabelle Minerals, na koniec zostawiłam podkłady. Marka obecnie posiada trzy różne formuły tych kosmetyków, mianowicie: rozświetlającą, matującą, kryjącą. Poniższa recenzja traktować będzie o dwóch ostatnich.



Annabelle Minerals, podkłady mineralne - 
Natural Fairest i Golden Fairest






Opakowanie:  

Przedstawione na zdjęciach opakowania to testery zawierające 1 gram produktu. Są wypełnione niemal po brzegi. Słoiczki są przezroczyste, wytrzymałe, posiadają nakrętki, nic się nie wysypuje. Szkoda, że nie mają zasłonek z sitkiem - ułatwiłoby to aplikację. Pełnowymiarowe opakowania zawierają 4 i 10 g produktu, posiadają czarne nakrętki z logo firmy, w ich przypadku producent zadbał o obecność wygodnych sitek.

Konsystencja: 

Sypka, lekka, nie pyli się podczas aplikacji. Proszek jest dobrze zmielony.

 Zapach/kolor: 

Podobnie jak w przypadku pozostałych produktów tej marki, podkłady również są bezzapachowe. Dzisiaj opisuję trzy produkty, formuła kryjąca: Golden Fairest i Natural Fairest i matująca: Natural Fairest.




Już wiele razy wspominałam na łamach bloga, że moja przygoda z minerałami rozpoczęła się kilka lat temu i przez ten czas miałam do czynienia z wieloma markami kosmetycznymi. Wypróbowywałam na własnej skórze różne formuły, składy, kolory. Z jednych byłam zadowolona bardziej, z innych mniej. Początki nie były łatwe, musiałam odnaleźć swój sposób na aplikację produktu. Kombinowałam jak się dało, używałam różnych pędzli, jako bazę nakładałam filtry, kremy, serum, różne mieszanki, zdarzało się, że na niektórych podkład po prostu spływał w czasie upałów (!). Chciałam dojść do perfekcji gdyż zależało mi, aby odciąć się od tradycyjnych podkładów na rzecz tych naturalnych, sproszkowanych.
Minerały służą mojej skórze, nie da się tego ukryć, używam ich przez okrągły rok. Są lekkie, nie zapychają porów, dość szybko dało się zaobserwować, że cera lepiej czuje się po zmianie kosmetyków do makijażu.

Annabelle Minerals ma dość rozbudowaną gamę kolorystyczną. Tak jak wspomniałam, składa się z trzech formuł (kryjąca, matująca, rozświetlająca) i jest podzielona na poszczególne grupy odcieni: Natural, Beige, Golden. Nie ma problemu ze znalezieniem odpowiedniego koloru dla jasnej karnacji (z czym niestety borykamy się wchodząc do drogerii przeglądając podkłady tradycyjne). 

Konsystencja produktów jest sypka, konkretniejsza w przypadku formuły kryjącej, lżejsza w przypadku matującej. Minerały te są dobrze zmielone, nie pylą podczas aplikacji. Do ich nakładania używam głównie pędzli typu flat top, nieco rzadziej kabuki. Zdarza mi się nakładać je na mokro, w tym celu zraszam pędzel niewielką ilością wody termalnej bądź hydrolatem.

Mam cerę mieszaną, z przebarwieniami i niedoskonałościami. Zwykle sięgam po podkłady kryjące - tak też uczyniłam tym razem. Matującą wybrałam dla porównania, a także w celu sprawdzenia jak sprawuje się w roli korektora gdyż nauczona doświadczeniem wiem, że minerały są wielozadaniowe i świetnie sprawdzają się użyte także w innych celach niż ten opisany na opakowaniu.
Aby minerały ładnie prezentowały się na skórze musimy pamiętać o odpowiednim nawilżeniu i o regularnym wykonywaniu peelingów. Proszki lubią podkreślać suche skórki, choć w przypadku Annabelle Minerals i tak uważam, że nie jest najgorzej, najważniejsze jest odpowiednie nałożenie podkładu.
Formuła kryjąca bardzo dobrze radzi sobie z ukryciem niedoskonałości. Jeśli miałabym określić jej moc to powiedziałabym, że krycie można stopniować od średniego aż po pełne. Matująca zaś pokrywa niedoskonałości słabiej, za to lepiej sprawuje się pod kątem utrzymywania skóry wolnej od błysku.
Podkłady są lekkie, pozwalają oddychać skórze. Nie zapychają, dają ładne wykończenie. Wystarczy niewielka ilość proszku aby pokryć całą twarz. Pamiętajcie, że lepiej nałożyć kilka cienkich warstw, niż jedną-dwie grubsze gdyż łatwo o uwidocznienie porów, zmarszczek, nierówności. Podkłady nie ciemnieją w ciągu dnia, nie ma też problemu z nieestetycznym rolowaniem. Ścierają się delikatnie, przypudrowane mogą wytrzymać na prawdę wiele godzin (do scalenia makijażu, używam wody termalnej bądź naturalnej, kwiatowej).

Do tego konkurencyjna cena. Annabelle Minerals ma jedne z najtańszych podkładów dostępnych w naszym kraju. Jestem bardzo zadowolona z ich jakości i chętnie polecam innym osobom, które mają problem z odnalezieniem idealnego kosmetyku do makijażu - warto spróbować.





Dostępność: strona producenta Annabelle Minerals klik!
Cena: 4 g / 30 zł, 10 g / 50 zł



Znacie podkłady Annabelle Minerals? :-)

środa, 9 lipca 2014

Annabelle Minerals: Korektor mineralny w odcieniu Medium

Ostatnio było o różach mineralnych, tym razem notka o korektorze. Annabelle Minerals posiada w ofercie trzy odcienie: Light, Medium, Dark. Dla siebie wybrałam ten o pośrednim kolorze, wydawało mi się, że pierwszy z gamy kolorystycznej może być jednak nieco zbyt jasny.


Annabelle Minerals, 
Korektor mineralny w odcieniu Medium







Opakowanie:

Pełnowymiarowy korektor przedstawiony na zdjęciach znajduje się w słoiczku, które posiada dozownik w formie zakręcanego sitka. Pojemność: 4 g. W sprzedaży występuje jeszcze w formie testera w przezroczystym plastikowym opakowaniu o pojemności 1g.

Konsystencja:

Sypka, lekka, nie pyli się podczas aplikacji. Proszek jest dobrze zmielony.

Zapach/Kolor/Skład:

Podobnie jak w przypadku pozostałych produktów tej marki, korektory również są bezzapachowe. Dzisiaj opisuję kolor Medium. Skład podany na opakowaniu.





Wybrałam odcień Medium mimo że to Light polecany jest przez Producenta dla posiadaczek bladej cery, dla której odpowiednimi podkładami są te z najjaśniejszej gamy kolorystycznej. Mimo to, wydaje mi się, że wybrany przeze mnie korektor dobrze współgra z podkładem (Fairest), nie mam problemu z jego zakryciem, nie jest widoczny spod pełnego makijażu. Light ma w sobie zielony pigment, a taki korektor mam już w swoim posiadaniu, chciałam spróbować typowo beżowego odcienia, który pomógłby ukryć niedoskonałości mojej cery.

Korektor nakładam w dwojaki sposób. Na początku staram się ujednolicić kolor mojej cery poprzez nałożenie cienkiej warstwy korektora na całą buzię - dokładanie tak samo, jak w przypadku podkładu mineralnego. Następnie małym pędzelkiem, jest to najczęściej któryś z moich egzemplarzy z Everyday Minerals bądź Lancrone (ostatnio próbowałam też różowego jajeczka z Syis) nakładam produkt na pojedyncze, widoczne jeszcze zaczerwienienia potrądzikowe. Kosmetyk łatwo rozprowadza się na skórze i ładnie wtapia w jej koloryt. Jest jasny, ma beżową pigmentację, nie posiada różowych tonów. Ładnie neutralizuje moje zaczerwienienia, radzi sobie także pod oczami.
Korektor dobrze trzyma się skóry, nie ściera się w ciągu dnia o ile nie grzebiemy przy twarzy rękami. Aby utrwalić makijaż warto go później przypudrować jakimś naturalnym produktem (polecam bambus).
Produkt nie ciemnieje w ciągu dnia, nie zapycha, ma naturalny skład. Wieczorem łatwo zmyć go wraz z pozostałym makijażem przy pomocy ulubionego produktu do demakijażu.
Podobnie jak w przypadku pozostałych minerałów - jest bardzo wydajny i lekki, nie czuć go na twarzy.


Moja wskazówka!

Wiele z Was pisze, że korektory sypkie nie nadają się u Was na okolice oczu, że zamiast tuszować - podkreślają znajdujące się tam załamania czy drobne zmarszczki mimiczne. Jeżeli nie pomaga zmniejszenie ilości nakładanego produktu, to w celu poprawy efektu możecie wypróbować patent, który ja czasami stosuję. Przyda się Wam lekki, delikatny krem nawilżający, najlepiej ten, którego używacie na co dzień pod oczy. Spróbujcie wymieszać na zewnętrznej części dłoni niewielką ilość kremu wraz z korektorem, uzyskacie wtedy produkt o odpowiedniej konsystencji i bardzo dobrej wchłanialności, który można łatwo wklepać w okolice oczu. Korektor nie straci swoich właściwości o ile nie przesadzicie z ilością kremu, trzeba metodą prób i błędów wyważyć jakie proporcje będą dla Was odpowiednie.





Dostępność: Annabelle Minerals: klik!
Cena: 30 zł / 4 g




Stosujecie korektory w 100% mineralne?

niedziela, 29 czerwca 2014

Annabelle Minerals: Róż mineralny w odcieniu Rose

Miałam już okazję prezentować Wam dwa odcienie róży mineralnych Annabelle Minerals, miało to miejsce na początku tego roku. W moim posiadaniu są już od dawna: Romantic i Coral (tutaj recenzja: klik!). Jakiś czas temu moja kolekcja powiększyła się o kolejny odcień - Rose.


Annabelle Minerals, 
Róż mineralny w odcieniu Rose






Opakowanie/pojemność:

Pełnowymiarowy róż przedstawiony na zdjęciach znajduje się w słoiczku, które posiada dozownik w formie zakręcanego sitka. Pojemność: 4 g. W sprzedaży występuje jeszcze w formie testera w przezroczystym plastikowym opakowaniu o pojemności 1g.

Konsystencja:

Podobnie jak w przypadku wcześniej używanych przeze mnie róży tej marki, konsystencja jest lekka, sypka, nie pyli się podczas aplikacji.

Zapach/kolor:

Kosmetyki Annabelle Minerals są bezzapachowe. W dzisiejszej notce przedstawiam produkt o odcieniu Rose.




Jeżeli czytałyście moją notkę dotyczącą kolorów Romantic i Coral, to wiecie, że polubiłam te róże od pierwszego użycia. Tak samo było w przypadku bohatera dzisiejszego wpisu. Rose to obecnie mój ulubiony róż do policzków. :-)

Opakowanie jest charakterystyczne dla pełnowymiarowych kosmetyków tej marki. Cieszę się, że zawiera sitko, w którym znajduje się mała ilość dziurek, dzięki temu jednorazowo nie wysypuje się zbyt dużo produktu. Na dodatek jest ono zakręcane, więc bez obaw możemy zabrać produkt do torebki czy na wyjazd.
Moje róże mineralne nakładam pędzlami do tego stworzonymi, jest to głównie Hakuro H24, ścięty pędzel z Everyday Minerals bądź ten z różową skuwką, który dotarł do mnie ostatnio z SammyDress. Rozprowadzenie tego produktu na skórze nie stwarza problemów, nie tworzą się plamy, czy prześwity. Pigmentacja jest fantastyczna, zaraz same się przekonanie. :-) Podobnie jak w przypadku wcześniej wspomnianych odcieni Romantic i Coral, kolor Rose utrzymuje się na policzkach niemal przez cały dzień, nie wymaga poprawek, nie blednie.
Rose to ładny, intensywny, nieco brudnawy róż, dający przyjemny naturalny efekt zdrowej cery. Jest przeznaczony dla każdej karnacji. Nie jest to kolor należący do tych najjaśniejszych, ale odpowiednia aplikacja pozwoli zarysować delikatne rumieńce, a nasycenie koloru można stopniować poprzez dołożenie kolejnej cienkiej warstwy.
Róż nie pyli, nałożony w odpowiedniej ilości nie osypuje się. 
Do tego jest ogromnie wydajny, jeżeli używałyście już wcześniej minerałów, to jesteście w stanie wyobrazić sobie jak bardzo. 4 g różu wystarczy na długo biorąc pod uwagę to, jak mało należy go użyć podczas jednego malowania. Wisienką na torcie jest oczywiście fakt, że produkt ten jest naturalny, nie szkodzi skórze, pozwala jej oddychać.








Dostępność: Strona Annabelle Minerals: klik!
Cena: 30 zł / 4 g




Który kolor spodobał się Wam najbardziej?

niedziela, 22 czerwca 2014

Moje cienie mineralne Annabelle Minerals

Czas na coś kolorowego, a jednocześnie naturalnego. :-) Wiedziałyście, że minerały początkowo zostały stworzone z myślą o osobach, które przeszły różnego rodzaju operacje plastyczne? Są idealne dla cery wrażliwej czy trądzikowej gdyż nie uczulają, ani nie zatykają porów. Na dzisiaj wybrałam dla Was trzy cienie mineralne, które ostatnimi czasy towarzyszą mojemu makijażowi. :-)


Cienie mineralne Annabelle Minerals: 
Blueberry, Platinum, Lavender






Opakowanie/pojemność:

Przedstawione na zdjęciach opakowania to testery zawierające 1 gram produktu. Są wypełnione niemal po brzegi. Słoiczki są przezroczyste, wytrzymałe, posiadają nakrętki, nic się nie wysypuje. Szkoda, że nie mają zasłonek z sitkiem - ułatwiłoby to aplikację. Pełnowymiarowe opakowanie zawiera 3 g produktu, posiada czarną nakrętkę z logo firmy, tutaj producent zadbał już o obecność wygodnego sitka.

Konsystencja:
Sypka, nie pyli się podczas aplikacji, ale cienie nałożone w zbyt dużej ilości odsypują się. Produkt jest lekki, łatwo rozprowadzić go na skórze przy pomocy pędzelka.

Zapach/kolor:
Cienie mineralne AM są bezzapachowe. Kolory, które zdecydowałam się dzisiaj opisać noszą nazwę: Blueberry, Lavender i Platinum, poniżej zdjęcia każdego z osobna.







To nie jest mój pierwszy kontakt z cieniami mineralnymi. Jako, że używam takiej kolorówki już od kilku ładnych lat, to miałam okazję zapoznać się z ofertą różnych marek.

Annabelle Minerals obecnie w swojej ofercie posiada 16 kolorów cieni, może nie jest tego zbyt dużo, ale barwy są na tyle różnorodne, że nie miałam problemu z wyborem czegoś dla siebie. Już od jakiegoś czasu rozglądałam się za ładną szarością, więc Platinum przykuł moje oko w pierwszej kolejności. Jest to jasny, chłodny odcień, nieco opalizujący pod światło, jakby metaliczny, posiada niewielkie drobinki, ale zupełnie nie rzucają się one w oczy. Lawendowych cieni nigdy za wiele, stąd w mojej kolekcji znalazł się także Lavender. :-) Jest to taki fioletowo-różowy odcień, przypomina mi dojrzały bez. Podobnie jak w przypadku szarości posiada maleńkie drobinki, odbijające światło. Na prawdę - widać je tylko z bliska. Ostatni kolor, który mam Wam do pokazania jest dość nietypowy. Nosi nazwę BlueBerry i uważam, że to określenie idealnie odzwierciedla jego barwę. Przypomina borówkę - jest granatowo szarawy, ciemny, jego wykończenie jest podobne jak u Platnim - metaliczne, fajnie to wygląda w słońcu.

Cienie łatwo rozprowadzają się na skórze. Bez bazy nie przetrwają całego dnia, ale nie jest to dla mnie problemem, bo zawsze pod makijaż powiek nakładam warstewkę odpowiedniego kosmetyku, który jednocześnie podbija barwę i przedłuża żywotność produktów - wtedy cienie potrafią przetrwać na prawdę wiele godzin. Łatwo je blendować, lubię też używać ich w formie eyelinera tworząc kreseczki na górnych powiekach. Trzeba uważać, bo jeżeli przesadzimy z ilością, to cień będzie się osypywał. Zawsze lepiej strzepnąć nadmiar z pędzelka zanim zaczniecie malować powiekę w przeciwnym razie buzia zostanie pokryta kolorowym pyłkiem. Nasycenie koloru można stopniować poprzez nałożenie kolejnej warstwy. Uważam, że pigmentacja tych cieni jest świetna, wydajność - jak to bywa przy minerałach - bardzo dobra. Kosmetyki nie podrażniły wrażliwej sfery oczu. Jeżeli chodzi o demakijaż, ja używam micela, ale jestem pewna, że odpowiednio poradzi sobie także mleczko bądź żel do mycia twarzy.





Dostępność: strona producenta Annabelle Minerals: klik!
Cena: 29,99 zł / 3 g, jest też możliwość zakupienia 3 wybranych próbek każda po 1g za 39,99 zł.



Któryś kolor wpadł Wam w oko? ;-)

środa, 29 stycznia 2014

Annabelle Minerals: Romantic i Coral (róże mineralne)

Minerały są ze mną już od kilku ładnych lat, a mało kiedy piszę o nich na blogu - czas to zmienić. Podkłady mineralne okazały się już dawno temu być zbawieniem dla mojej twarzy. Zdarza mi się w obecnych czasach stosować je zamiennie z podkładami tradycyjnymi, ale jest to raczej działanie sporadyczne. Przetestowałam wiele marek mineralnych, teraz na dłużej zatrzymałam się przy Annabelle Minerals jako że ich podkłady zachowują się na mojej skórze nadzwyczaj dobrze.


Annabelle Minerals
- róże do policzków





Opakowanie/pojemność:
Przedstawione na zdjęciach opakowania to testery zawierające 1 gram produktu. Są wypełnione niemal po brzegi. Słoiczki są przezroczyste, wytrzymałe, posiadają nakrętki, nic się nie wysypuje. Szkoda, że nie mają zasłonek z sitkiem (podobnie jak w EDM), ułatwiłoby to aplikację.
Pełnowymiarowe opakowanie zawiera 4 g produktu.

Konsystencja:
Sypka, łatwo rozprowadza się na twarzy przy pomocy pędzla.

Zapach/kolor:
Są bezzapachowe. W dzisiejszej notce przedstawiam dwa kolory, Romantic: jasny, delikatny, matowy róż, idealny do jasnej cery i Coral: wyrazisty, matowy, ciepły odcień, należy uważać, bo łatwo z nim przesadzić. Oba odcienie nie zawierają drobinek.





Bardzo lubię róże Annabelle Minerals. Do ich aplikacji używam ściętego pędzla Everyday Minerals bądź Hakuro H24. Efekt można stopniować poprzez dodawanie kolejnych warstw, trzeba jednak przyznać, że pigmentacja jest na bardzo zadowalającym poziomie (powyżej jedna warstwa produktu). Na skórze zachowują się bardzo dobrze, rozprowadzenie ich jest bezproblemowe, nie tworzą się plamy. Kolory zachowują swoją barwę przez cały dzień, nie tracą na intensywności, nie ścierają się ani nie bledną. Oba kolorki podobają mi się, przede wszystkim są matowe i nie posiadają skrzących drobinek. Romantic jest chłodny, delikatny, bardzo przyjemny, pasuje do mojego jasnego kolorytu cery, Coral natomiast jest dużo bardziej intensywny, wyrazisty, karmazynowy, w odpowiedniej ilości również pięknie prezentuje się na policzkach. Proszki nie podrażniają mojej skóry ani nie powodują zapychania. Minerały są bardzo wydajne, póki co, nie mam w planach zakupu pełnego wymiaru różu, bo chciałabym przetestować pozostałe kolory, a takie pojemności testerowe sprawiają, że można ich używać przez dłuższy okres czasu. Tak jak pisałam wcześniej - szkoda, że pojemniczki nie posiadają sitek, byłoby wygodniej, poza tym nie mam im nic do zarzucenia. :-)

SkładMica, Titanium Dioxide, Zinc Oxide, Iron Oxide, Ultramarines


Dostępność: strona producenta
Cena: 30 zł / 4 g, 7,50 zł / 1g



Używałyście minerałów Annabelle Minerals? :-)

czwartek, 12 grudnia 2013

Moje nowości kosmetyczne: wymiana, nagroda i zakupy

Odwlekałam napisanie tego postu już dość długo, więc dzisiaj przy chwili wolnego czasu, biorę się za pokazanie Wam moich kolejnych nowości.

Zdarza się, że wymieniam się z innymi dziewczynami kosmetykami, które nie przypadły mi do gustu, albo nie trafiają w moje preferencje, znudziły mi się, nie są mi potrzebne. Tak było i tym razem. Cieszę się, że kilka moich (w szczególności naturalnych) produktów przyda się innej osobie i zrobi z nich użytek. I ja na tym skorzystałam, bo w zamian udało mi się wybrać produkty, które są mi akurat potrzebne. Co prawda oczekuję jeszcze jednej paczuszki, ale pokażę Wam ją innym razem, bo jej transport się nieco wydłuża, może to z powodu gorączki przedświątecznej.


Zacznę od podkładów. Jako, że ja używam niemalże jedynie minerałów, pomyślałam przy okazji, nad drobnymi podarkami dla moich dwóch Sióstr. :-)

  • Podkład Annabelle Minerals (tym razem w kolorze Golden Fairest - matujący) posłuży mi jako korektor, gdyż odkryłam, że ma bardzo ładny kolor, a jest nieco jaśniejszy od tego samego podkładu w wersji kryjącej, którego używam od dawna.
  • Jedna z moich sióstr jakiś czas temu polubiła podkład Rimella Stay Matte (kolor 200), dlatego kiedy spostrzegłam, że jedna z dziewczyn ma na wymianę niemalże nieruszaną tubkę, to postanowiłam zagarnąć ją jako prezent. 
  • Ostatni, ten z prawej, to podkład z Pharmaceris (Ivory, matujący) kupiłam podczas promocji w SuperPharm dla mojej drugiej siostry. Wersja kryjąca w kolorze 01 była dla niej za jasna, a matująca dopasowuje się do jej cery idealnie. Jako że lubię od czasu do czasu pomalować się formułą kryjącą, to myślę, że podkradnę też matującą, aby zobaczyć jak działa, ale pewnie dopiero jak się lekko opalę.




Zanim jednak każdy egzemplarz trafił w odpowiednie ręce, zrobiłam dla Was małe porównanie kolorów, na wypadek, gdyby którąś z Was dany podkład zainteresował.




Poniższe perfumy również pochodzą z wymiany. Wzięłam je "w ciemno" dlatego ryzyko było duże. W pierwszej chwili, kiedy je powąchałam, pomyślałam "nie jest źle, ale mogłoby być lepiej". Myślę, że będę ich używać, bo coraz bardziej przekonuję się do tego zapachu. A mowa o Burberry Brit EDP.




Kilka dni temu dotarł do mnie płyn micelarny Dermedic, jest to nagroda w konkursie zorganizowanym na blogu Wery. Lubię kosmetyki tej marki, dlatego cieszę się, że mogę go wypróbować.





A z Biedronki przytargałam dwie sole do kąpieli marki Be Beauty o zapachu lotosu. 





I na koniec niewielkie zakupy odzieżowe. W Sinsay'u kupiłam delikatnie skrzący się gdzieniegdzie sweterek (59,99 zł) i naszyjnik (14,99 zł). Dodam, że na Facebooku, po wypełnieniu ankiety, możecie zgarnąć zniżkę -20% i jest ona ważna do końca roku. Ja z niej skorzystałam. :-) 
* (Ceny w nawiasach to kwota do zapłaty bez rabatu).







Jutro postaram się pokazać Wam dwa produkty, które testuję już od jakiegoś czasu w ramach współpracy.  


Używałyście któregoś z przedstawionych kosmetyków? :-)

poniedziałek, 21 października 2013

Zakupy kosmetyczne, wymiana i facebookowa wygrana

Jak w temacie - dzisiaj o moich nowościach kosmetycznych, które przywędrowały do mnie w ostatnim czasie. W poście znajdziecie zarówno pielęgnację jak i kolorówkę.


Nowości w mojej kosmetyczce






Zacznę od pielęgnacji, zdjęcia ze zbliżeniem na poszczególne produkty znajdują się poniżej.







Sylveco, balsam brzozowy z betuliną.
To moja wygrana w konkursie facebookowym, z której jestem niesamowicie zadowolona. Markę - choć znaną mi od dawna z internetu - poznałam na własnej skórze dopiero w zeszłym miesiącu za sprawą lekkiego kremu nagietkowemu. Z jego działania moja cera jest bardzo zadowolona. Teraz kolej na przetestowanie naturalnego, nawilżającego balsamu. Dostałam również kilka próbek w saszetkach.

Deba, Bio Vital, Volume Shampoo
Wiele z nas kojarzy tę markę za sprawą Shiny Boxa, w którym jakiś czas temu znalazłyśmy kremy do rąk. Teraz, kiedy szampony i odżywki dotarły do Biedronek, zdecydowałam się na jeden kosmetyk - wybrałam szampon dodający objętości włosom. Jestem po pierwszym użyciu i to co mogę już teraz stwierdzić - przyjemnie pachnie, ale na moich włosach słabo się pieni. Poużywam dalej i dam znać jak się sprawuje.

Bielenda, Awokado, 2-fazowy płyn do demakijażu oczu
Mimo, że produkt jest Wam pewnie znany, to ja używam go po raz pierwszy. Jeśli miałabym porównać go do słynnego micela BeBeuaty, który właśnie mi się skończył, to powiedziałabym, że makijaż oczu wersja awokado zmywa słabiej. Przyznam szczerze, że nie przepadam za dwa-fazówkami, a to za sprawą niemiłej przygody z Ziają, która to okropnie podrażniła mi okolice oczu. Bielendzie dam jednak szansę, z uwagi na bardzo dobre oceny krążące w internecie.


Savon Noir, czarne mydło peelingujące
Jakiś czas temu pokazywałam Wam w poście zakupowym ten produkt. Opakowanie, które widzicie na powyższym zdjęciu, to efekt wizażowej wymiany. Jestem z tego mydła bardzo zadowolona, dlatego zdecydowałam się zrobić niewielki zapas i kiedy nadarzyła się okazja, stałam się jego posiadaczką. Mimo, że nie pachnie najprzyjemniej, to rewelacyjnie oczyszcza skórę!



I kolorówka. :-)





Annabelle Minerals, mineralny podkład kryjący
Jedno opakowanie już zużyłam, drugie niedawno kupiłam, a trzecie (to powyżej) jest efektem wymiany. Uwielbiam minerały, zmieniam marki, testuję, sprawdzam jak będą sprawowały się na mojej problematycznej skórze. Po zachwytach nad Lily Lolo, przyszedł czas na zachwalanie Annabelle Minerals, które w mojej opinii w porównaniu do tych pierwszych (połączywszy z korektorem), wypadają zdecydowanie lepiej. Bardzo ładnie kryją, dobrze się trzymają, znalazłam swój idealnie dobrany odcień (Golden Fairest), dobrze współdziałają z moją cerą. Pudełeczko widoczne na zdjęciu ma pojemność 10g, a w sprzedaży są też mniejsze - 4g.

Max Factor, 2000 Calorie, tusz do rzęs
Bestseller! :-) Mój pierwszy tusz 2000 Calorie kupiłam wiele lat temu i pamiętam, że używałam go przez długi okres czasu. Lubię do niego wracać. Używałam już wielu maskar Max Factora, mam do nich słabość. Jeśli chodzi o 2000 Calorie to jest to tusz posiadający idealną czerń, bardzo dobrze pogrubia i wydłuża rzęsy, jest trwały i daje bardzo wyrazisty efekt - taki jaki lubię. :-)

Earthnicity Minerals, mineralny podkład matujący
Niedawno EM na swoim facebooku w ramach promocji marki, rozdawali próbki swoich podkładów. Każdy zainteresowany mógł za darmo otrzymać wybrany przez siebie odcień kosmetyku, mi trafiły się trzy (swatch jest tutaj). Kolor, który wybrałam dla siebie (Honey Beige) pasuje do mojej cery, jest to jasny, żółtawy odcień. Podkład fajnie kryje zaczerwienienia, daje satynowe wykończenie, konsystencja nie jest sucha, zaciekawił mnie. Próbki są niestety malutkie dlatego to tyle z mojej recenzji. ;-)

Catrice, kamuflaż
Ten produkt zainteresował mnie po przeczytaniu kilku opinii na jego temat w internecie, dlatego przed weekendem zdecydowałam się na jego zakup. Niełatwo trafić w Naturze na najjaśniejszy odcień, ponieważ kamuflaż w tym odcieniu jest szybko wykupowany przez klientki. Ja kupiłam go dopiero w trzeciej Naturze, do której pojechałam. Używanie go z minerałami niestety nie zdaje chyba egzaminu, kamuflaż przebija mi z lekka spod minerałów, nie dopasowuje się do mojego odcienia skóry. Dwie różne konsystencje sprawiają, że produkty nie zlewają się idealnie w całość. No nic, poużywam go jeszcze (próbowałam dopiero dwukrotnie), może źle go nakładam albo rozcieram - spróbuję z innym pędzelkiem. Sprawdzę też, jak poradzi sobie w duecie z podkładem z Pharmaceris.

Pharmaceris, fluid intensywnie kryjący
O tym podkładzie pisałam Wam już w zeszłym roku. Ma ubogą kolorystykę, ale najjaśniejszy odcień sprawdzi się przy jasnych cerach - u mnie stapia się ze skórą. Podkład dobrze kryje i nie zapycha mojej cery. Używam go w zależności od potrzeb na przemian z minerałami. Pisałam o nim tutaj, zachęcam Was do przeczytania recenzji, jest tam także zdjęcie porównujące kolor 01 ivory do 02 sand. Jestem z niego zadowolona.

Róże mineralne
Jako fanka minerałów uwielbiam także róże w takiej formie. Na zdjęciu widać trzy próbki, które otrzymałam jako gratis do wymiany. ;-)


Pharmaceris, Puri Sebostatic, seria T - Trądzik


Powoli kończąc, pokażę Wam jeszcze dwa produkty jakie otrzymałam do przetestowania od Pani Eriski. Są to nowości z serii T do walki z trądzikiem. Ten produkt po lewej to Oczyszczający Dermo-Peeling, a buteleczka obok mieści Oczyszczający płyn bakteriostatyczny z 2% kwasem migdałowym. Jako, że mam problematyczną cerę, te produkty wydają się być idealnie dobrane do obecnych potrzeb mojej cery. Zobaczymy jak sprawdzi się podczas użytkowania. W maju tamtego roku pisałam Wam o innym produkcie z tej zielonkawej linii T - piance oczyszczającej, byłam z niej zadowolona. jeśli macie chęć, to zapraszam do zapoznania się z moją opinią, która jest tutaj - klik!






Znacie któryś z tych produktów? :-)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...