sobota, 12 października 2013

Babka z kokosem - bardzo łatwy przepis

Wypieków również dawno nie było na moim blogu. Pomyślałam, że zmienię ten stan rzeczy i co jakiś czas będę Wam wrzucać przepisy, które - może akurat - zainspirują Was do stworzenia czegoś w domu. 
Dzisiaj pokażę Wam babkę, którą zrobiłam dla mojego Chłopaka - miłośnika słodyczy. :-)

Ciasto z tego przepisu piekłam po raz pierwszy, przygotowanie zajęło mi dosłownie chwilę. To świetny pomysł na coś do kawy - gdy niespodziewanie odwiedzą nas goście. 
Babka wyszła miękka, wilgotna, niesucha, 
taka jaką lubię najbardziej. :-)
Przepis pochodzi stąd.



Babka z kokosem




Składniki:
  • 225 g (1 1/2 szklanki) zwykłej mąki 
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 275 g  (1 1/4 szklanki) drobnego cukru
  • 110 g (1 1/4 szklanki) wiórków kokosowych
  • 125 g rozpuszczonego masła
  • 3 jajka (roztrzepane)
  • 180 ml (3/4 szklanki) mleka


Przygotowanie:
Przygotujmy foremkę na ciasto. Należy ją natłuścić i posypać mąką (bądź bułką tartą) aby ciasto nie przywarło nam do naczynia podczas pieczenia.

Wszystkie składniki należy ze sobą połączyć w osobnej misce. Możemy to zrobić przy użyciu drewnianej łyżki bądź miksera.

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 stopni. Pieczemy przez około 50 minut (sprawdzamy gotowość ciasta poprzez nakłuwanie wykałaczką, musi być sucha).

Po wyciągnięciu ciasta z piekarnika odczekajmy chwilę aby się ostudziło i wyciągnijmy je z foremki.


Moje ciasto ozdobiłam czekoladą, wiórkami kokosowymi i migdałami, jednak panuje tutaj wszelka dowolność.



UWAGI.
Ja przy następnym pieczeniu ciasta dodam mniej cukru, bo moim zdaniem wyszło za słodkie. Z pewnością 1 szklanka cukru by wystarczyła, a może i nawet ciut mniej.




Lubicie babki? :-)

środa, 9 października 2013

O dwóch lakierach: Delia Coral Prosilk (11) i Golden Rose Paris (110)

Bardzo dawno na blogu nie publikowałam recenzji lakierów. Działo się tak dlatego, że od jakiegoś czasu moje paznokcie są w dość kiepskim stanie i nie mogę sobie z nim poradzić. Pamiętam jak ponad rok temu zachwycałyście się nimi w komentarzach pod moimi postami. W chwili obecnej są bardzo łamliwe i okropnie się rozdwajają, cały czas je skracam. Korzystając z okazji, że tym razem wyglądają lepiej - pomyślałam, że pokażę Wam kolejne dwa kolorki.





Jak wspomniałam w tytule, dzisiaj mowa będzie o dwóch odcieniach, jeden pochodzi od Delii, a drugi Golden Rose, z obu jestem zadowolona.



Na zdjęciach uwidocznione są lakiery solo, bez podkładu i bez warstwy wierzchniej.






Delia, Coral Prosilk o numerku 11
Kolor jest delikatny, powiedziałabym, że to taki beżowy, bardzo delikatny róż. Posiadam z tej serii kolorek typowo nude, a w tym odnajduję jakąś bardzo delikatną pudrowo-różową nutę. Odcień jest przyjemny, pasuje do wszystkiego, nie zawiera drobinek, ale nie jest też matowy.
Na paznokcie nałożyłam dwie nieco grubsze warstwy emalii, lakier rozprowadza się odpowiednio, tworzy płaską taflę, nie smuży, nie tworzy bąbelków. Wysychanie jest raczej przeciętne.
Buteleczki tej serii mieszczą całkiem sporą ilość produktu, jest to 11 ml.
Lakier często spotykam w cenie 5,99 zł, ale w SuperPharmie co jakiś czas można ustrzelić go w promocji za 2,99 zł z kartą LifeStyle.


Golde Rose, Paris Nail Lacquer o numerku 110
Tym kolorem pomalowałam palec serdeczny. Jest ciemniejszy, utrzymany w brązowej tonacji, jakby delikatnie rozbielony, przyjemny dla oka. Fajnie komponuje się w towarzystwie jedenastki z Delii. Pędzelek umieszczono na podłużnej rączce, maluje się nim łatwo i szybko. Krycie ma lepsze niż w przypadku poprzednika, mimo to, na zdjęciu widzicie podwójną warstwę. Wysychanie i trwałość też nieco lepsze niż w przypadku Delii, w tym wypadku GR wygrywa. Ta emalia pochodzi z podobnej półki cenowej - można ją kupić za około 6 zł. Buteleczka - bardziej fikuśna - mieści 11 ml produktu.




Który kolor bardziej przypadł Wam do gustu? :-)

wtorek, 8 października 2013

Astor: eye artist shadow palette, 55 sunny shiny! (paletka cieni do powiek)

Zdarza się, że podczas spotkań z moją Siostrą wymieniamy się kosmetykami, które nie przypadły nam do gustu. Jakiś czas temu Magda podrzuciła mi do przetestowania paletkę Astora z całkiem ładnie zestawionymi kolorami cieni...



Astor, 
Eye Artist Shadow Palette





Opis producenta:


Paleta pięciu cieni do powiek. Lekka, aksamitna formuła utrzymująca się do 10 godzin.

Podążaj za wskazówkami podanymi na opakowaniu i zostań artystką makijażu.

Każda paletka łączy uzupełniające się kolory, które idealnie podkreślą każde spojrzenie.

Od klasycznych kolorów po odważne.
Korzyści:
- kolor utrzymuje się do 10 godzin,
- duża intensywność koloru,
- stosowana na mokro daje mocniejszy, bardziej intensywny efekt,
- łatwa aplikacja,
- testowana dermatologicznie.

Pięć cieni mieści się w plastikowym opakowaniu zamykanym na zatrzask. Do opakowania dołączono dwustronny aplikator. Występują w kilku wariantach kolorystycznych. 
Data ważności: 30 miesięcy od dnia otwarcia.


Opisywana paletka posiada numer "550 Sunny Shiny!" i zawiera 5 perłowych, połyskujących, całkiem fajnie dobranych kolorów: beżowo-biały, różowy, złoty, brązowy i szary. Pigmentacja nie jest zła, chociaż do ideału jej daleko, cienie na skórze rozprowadzają się odpowiednio, ale moim zdaniem są nieco za suche. Nie zgodzę się z opisem producenta, że ich konsystencja jest aksamitna. Zdecydowanym minusem jest to, że bardzo się osypują. Mają całe mnóstwo drobinek, które podczas wykonywania makijażu opadają na twarz, w wyniku tego, skóra pokryta jest dużą ilością błyszczących kropeczek, świeci się niczym choinka! 
Bez bazy są okropnie nietrwałe, szybko ścierają się z powiek. 
Nieporozumieniem jest także cena, która wynosi 29 zł. Moja siostra zakupiła ją na Allegro za 10 zł i uważam, że nawet ta dycha to za dużo jak na produkt, który posiada tyle wad. Można znaleźć w tej kwocie coś porządniejszego. Nie polecam Wam tej paletki, ja nie jestem z niej zadowolona.



(cienie nałożone palcem, bazy bazy, dwie warstwy)





Dostępność: drogerie, internet
Cena: 29 zł/ 20 g ( w internecie można znaleźć ten produkt nawet 3 razy taniej)




Lubicie połyskujące cienie z dużą ilością drobinek?

czwartek, 3 października 2013

Farmona: Sensitive Eco Style, balsam nawilżająco-wygładzający i odżywczo-regenerujący

Na dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję dwóch produktów z serii Sensitive Eco Style marki Farmona. Na kosmetykach z tej serii znajdziemy okrągły znaczek, z informacją, że nie zawierają one barwników, parabenów i olejów mineralnych. Przeznaczone są do pielęgnacji każdego typu skóry, również alergicznej i wrażliwej.


Farmona,
Sensitive Eco Style





Producent tak opisuje oba produkty -

wersja nawilżająca-wygładzająca:


Balsam do ciała nawilżająco-wygładzający opracowano do codziennej pielęgnacji każdego rodzaju skóry, szczególnie bardzo suchej i szorstkiej.
Bogata formuła intensywnie i długotrwale nawilża, idealnie wygładza oraz poprawia elastyczność skóry.
Lekka konsystencja sprawia, że balsam bardzo łatwo się rozprowadza i szybko wchłania, nie pozostawiając tłustej warstwy. Dodatkowo przyjemny, delikatny zapach zwiększa uczucie komfortu.


wersja odżywczo-regenerująca:

Balsam do ciała odżywczo-regenerujący opracowano do codziennej pielęgnacji każdego rodzaju skóry, szczególnie przesuszonej i podrażnionej.
Bogata formuła dogłębnie odżywia i regeneruje skórę, niweluje uczucie ściągnięcia i łagodzi podrażnienia.
Kremowa konsystencja sprawia, że balsam bardzo łatwo się rozprowadza i szybko wchłania, nie pozostawiając tłustej warstwy. Dodatkowo przyjemny, delikatny zapach zwiększa uczucie komfortu.


Balsamy znajdują się w podłużnych, miękkich, plastikowych tubkach. Szata graficzna obu wariantów przyjemna dla oka. Na opakowaniach znajdują się wszystkie potrzebne informacje. Zapachy delikatne, kolor produktów - biały. Buteleczki mieszczą 250 ml kremu. 
Nietestowane na zwierzętach.

Składy:



Kosmetyki działają podobnie dlatego zdecydowałam się na opisanie ich w jednej notce. 
Oba produkty mają odpowiednią konsystencję, która z łatwością rozprowadza się na skórze. Nieco gęstszą, bardziej bogatą znajdziemy w wersji odżywczej, natomiast nawilżająca ma ją delikatniejszą, jakby lżejszą. Szybko się wchłaniają, nie pozostawiają tłustej czy lepkiej otoczki.  Jeżeli chodzi o kwestie zapachowe to przyznać trzeba, że oba aromaty są delikatne, nienachalne, powiedziałabym nawet, że neutralne (wersja niebieska pachnie nieco intensywniej). Zapach nie utrzymuje się długo na skórze, jest ulotny.
Składy produktów są podobne, zarówno balsam odżywczy jak i nawilżający zawiera m.in. olej słonecznikowy, masło shea, mocznik. Na próżno szukać parafiny - i za to duży plusik. Surowce z których wykonano oba kosmetyki są aprobowane przez Eco Cert (po bardziej szczegółowe informacje odsyłam Was do zdjęć powyżej, na których uwieczniłam dokładne składy). 
Zarówno balsam z mleczkiem owsianym jak i drugi z kwasem hialuronowym dobrze działają na moją skórę, która po ich użyciu jest miękka, wygładzona, nawilżona. Można używać ich po depilacji, nie wzmagają podrażnienia skóry, nie powodują szczypania. Mam skórę ciała raczej normalną, po kąpieli lekko suchą, dlatego zawsze przed snem sięgam po balsam - oba produkty z tej serii Eco Style zdały u mnie egzamin. 
Wydajność oceniłabym na przeciętną. Produkt bez promocji możemy kupić w kwocie 9 zł i uważam, że nie jest to cena przesadzona.

Jeśli miałabym wybierać, z którego działania byłam bardziej zadowolona to postawiłabym jednak na wersję z zieloną szatą graficzną, mam wrażenie, że nawilżenie mojej skóry było lepsze i dłużej się utrzymywało. Natomiast jeżeli chodzi o zapach to bardziej przypadł mi do gustu ten, znajdujący się w buteleczce opatrzonej niebieską naklejką.





Dostępność: Sklep-Farmona, drogerie
Cena: 9 zł / 250 ml

* oba kosmetyki otrzymałam nieodpłatnie od firmy Farmona


Używałyście już linii pielęgnującej Sensitive Eco Style?

poniedziałek, 30 września 2013

Glinka Ghassoul

Bardzo lubię stosować naturalne glinki ponieważ są wszechstronne, dobrze spełniają swoją funkcję, przy czym nie szkodzą mojej skórze, a i ona - mimo że używam glinek od lat - jeszcze się na nie nie uodporniła. Moja skóra często boryka się z niedoskonałościami dlatego glinki stosuję głównie jako maseczki oczyszczające bądź do peelingu (z użyciem rękawicy Kessa).


Glinka Ghassoul




Kilka słów o glince Ghassoul:
wrażliwej, skłonnej do alergii, lub trądzikowej.
Glinka Ghassoul pochodzi z bardzo znanych złóż położonych w Maroku i jest uznawana jako jeden z najstarszych kosmetyków na świecie.
Jest bogata w krzemionkę i cenne pierwiastki pielęgnuje oraz wzmacnia skóręPo wymieszaniu z wodą przybiera postać błota posiadającego właściwości myjące i odtłuszczające, absorbuje zanieczyszczenia. 

Glinka ghassoul w krajach arabskich stosowana jest jako mydło, szampon, maseczka oraz używana podczas licznych zabiegów kosmetyczno-leczniczych. Jej lecznicze działanie wykorzystuje również dermatologia w walce z trądzikiem. Może być stosowana w pielęgnacji skóry wrażliwej, płytko unaczynionej i skłonnej do alergii
. Użytkowanie glinki marokańskiej pozwala zachować naturalną warstwę ochronną skóry i prawidłową pracę gruczołów łojowych. 

Podstawowe właściwości:
- redukuje suchość, 
- redukuje łuszczenie się skóry,
- poprawia czystość,
- absorbuje zanieczyszczenia,
- poprawia elastyczność/jędrność,
- poprawia strukturę/teksturę, wygładza.




Swoją przygodę z glinkami rozpoczęłam kilka lat temu od zakupu tej w wersji zielonej. Służy mi po dziś dzień, ponieważ dobrze radzi sobie z problematyczną cerą trądzikową. Używałam także białej, a teraz przyszedł czas na Ghassoul - która z resztą ciekawiła mnie już od dawna.

Zdecydowałam się na zakup proszku, a z tego co zdążyłam się zorientować, sprzedawana jest także w formie płatków. Sposób przygotowania obu jest taki sam - dodajemy do glinki taką ilość wody, aby uzyskać gęstą konsystencję śmietany, taką którą uda nam się rozprowadzić na skórze. Do aplikacji używam typowego pędzla do nakładania podkładu (ja przeznaczyłam do tego typu produktów mój pędzel z Hakuro).

Przy zakupie glinki zwróćcie uwagę na to, aby była w 100% naturalna, bez żadnych dodatków !


Tak jak wspomniałam wcześniej glinka służy mi głównie do oczyszczania twarzy. Do takiej glinki możemy dodać wg uznania własne produkty, które akurat mamy pod ręką np.: miód, sok z cytryny, olej migdałowy, arganowy, mleko itp. Ja najczęściej nakładam na moją cerę glinkę wymieszaną jedynie z wodą (niegazowa, butelkowana). Ważna informacją, którą chciałabym z Wami się podzielić (pisałam już o niej wiele razy na blogu) jest taka, że do przygotowania wszelkich glinek zabronione jest używanie metalowych łyżek, podstawków, mieszadełek itp. Starajcie się sięgać po drewniane bądź plastikowe naczynia.

Glinkę nakładam na około 20 minut, omijam oczywiście okolice oczu i ust. Ważne jest aby nie dopuścić do zaschnięcia jej na skórze, musi być cały czas wilgotna. W tym celu, w momencie kiedy zaczynacie odczuwać dyskomfort, spryskajcie glinkę wodą termalną bądź hydrolatem. Dobrym rozwiązaniem jest także zrobienie sobie maseczki w czasie kąpieli w wannie, ciepło wytworzone w łazience sprawi, że glinka będzie wolnej wysychać.
Glinkę zmywam palcami, bądź kiedy używam jej jako peelingu - rękawicą Kessa. Zmywanie jest lekko uciążliwe, ponieważ glinka brudzi zlew, zwykle trzeba później troszkę posprzątać po tego typu rytuałach.

Moja cera po użyciu glinki jest niesamowicie wygładzona, lekko rozjaśniona i - co w zasadzie dla mnie najważniejsze - oczyszczona. Nie jest to "skrzypiące" oczyszczenie jak przy mydle Aleppo, ale glinka radzi sobie równie dobrze. Fakt, że pomaga w walce z trądzikiem - przyznaję, mi jednak nie pomaga na tyle abym mogła odłożyć wszelkie inne produkty na niedoskonałości. Jest to bardzo dobry produkt do walki ze zmianami skórnymi, u mnie radzi sobie także z wągrami na nosie. Przyspiesza likwidację powstałej zmiany trądzikowej, likwiduje też przesuszony naskórek. Po zmyciu glinki, skóra bardzo dobrze przyjmuje produkty pielęgnacyjne. Jestem obecnie w czasie zmiany produktów pielęgnacyjnych, ale z Ghassoul nie rezygnuję, będę jej nadal używała - raz w tygodniu.

Tak wygląda na skórze:



W internecie znajdziecie mnóstwo przepisów i pomysłów na wykorzystanie glinek. 
Przykładowo może być używana jako:
- szampon do mycia włosów lub dodatek do szamponu (wyczytałam, że stają się one wtedy błyszczące, miękkie i sprężyste),
- peeling (wygładza naskórek, likwiduje suchość skóry),
- maseczka (oczyszcza, ujędrnia, wygładza),
- mydło (oczyszcza),
- okłady błotne na wybrane partie ciała (wykazuje działanie antycellulitowe, detoksykujące),
- pasta do zębów (myje, oczyszcza, odświeża oddech).


Ja moją glinkę kupiłam w sklepie internetowym.  Z dostępnością tego typu produktów raczej nie ma problemów, warto wybrać miejsce z naturalnymi produktami. Za 200 g produktu zapłaciłam niecałe 19 zł. 

Używacie glinek? :-) Która jest Waszą ulubioną?

Wyniki rozdania z FIRMOO i słówko o La Roche Posay Effaclar Duo

Jako, że w rozdaniu wzięło udział ponad 50 osób, Zwycięzców zabawy mamy aż dwóch - myślę, że to bardzo fajna informacja od której warto zacząć. :-) Szanse na wygraną nagrody automatycznie się zwiększają. Przed momentem maszyna losująca dokonała wyboru Zwycięzców.
Okulary powędrują do:

1.

2. 



Gratuluję! :-) Za moment roześlę do Was mejle. Proszę o jak najszybsze przesłanie danych do wysyłki,  potwierdzenie okularów, które wybieracie (najlepiej poprzez wklejenie zdjęcia do załącznika - aby uniknąć pomyłki) a także przedstawienie informacji dotyczącej mocy oprawek (prześlę Wam odpowiedni formularz do uzupełnienia). 




Właśnie jestem w trakcie ustalania nowej pielęgnacji mojej cery, która po raz kolejny, zaczyna się wszystkiemu buntować. Odkładam dotychczasowe maści, a głównym kosmetykiem walczącym z moimi zaskórnikami mianuję: Effaclar Duo. Do mycia buzi posłuży mi żel tej samej marki z serii Effaclar, który otrzymałam jako gratis przy zakupie powyższego kremu. Właśnie robię rozpiskę co do produktów, które będę stosować, zamierzam być bardzo systematyczna. Nie będzie tego dużo, ale będą to konkrety.
Zrobię dzisiaj zdjęcie mojej cery "przed" i w trakcie kuracji będę fotografować wszelkie zmiany (mam nadzieję, że pozytywne) które będą zachodzić na skórze. Na koniec wszystko opublikuję na blogu. Trzymajcie kciuki!




Używacie bądź używałyście kiedyś tych kosmetyków? Proszę, napiszcie jak się u Was sprawdziły!


Udanego początku tygodnia! :-)

wtorek, 24 września 2013

ShinyBox - Wrzesień 2013

Jesienny box dotarł do mnie wczoraj. Pudełko jest wyjątkowo lekkie - taka była moja pierwsza myśl po otrzymaniu do rąk wrześniowej edycji. To chyba najlżejszy ShinyBox jaki do tej pory został wypuszczony. Po ściągnięciu pokrywki i rozpakowaniu kosmetyków z ozdobnego papieru, naszym oczom ukazuje się - tym razem - niewypełniona po brzegi zawartość.


ShinyBox - wrzesień 2013






 Poniżej produkty z bliska, z krótkim opisem:

PHENOME
szampon do włosów przywracający równowagę skóry
75 zł / 250 ml
(poniższe opakowanie ma 50 ml)


SCOTTISH FINE SOAPS
mleko do ciała
49,90 zł / 220 ml
(poniższe opakowanie ma 50 ml)


PAESE
róż z olejkiem alganowym
18,90 zł / 4 g
(produkt pełnowymiarowy)


GLAZEL
kredka do oczu z apikatorem
23,00 zł / 1,8 g
(produkt pełnowymiarowy)


TONI & GUY
serum do włosów
39,99 zł / 30 ml
(poniższe opakowanie ma 10 ml)


DERMO PHARMA
saszetka serum z kwasem traneksamowym
jako gratis
(opakowanie ma 3 ml)




Może to trochę dziwnie zabrzmi, ale z powyższych produktów najbardziej zaintrygowało mnie... to co dostałyśmy jako gratis - serum z kwasem traneksamowym. To kosmetyk, który po przeczytaniu krótkiej notki na jego temat, najbardziej trafia obecnie w moje potrzeby. Na saszetce napisane jest, że przyspiesza  regenerację skóry, stymuluję odnowę komórkową, ogranicza powstawanie stanów zapalnych, dobrze radzi sobie z bliznami i skórą trądzikową/potrądzikową. Szkoda, że to tylko niewielka próbka, gdyż chętnie sprawdziłabym jak ten specyfik poradził sobie z moją cerą. Skład jest stosunkowo krótki i w zasadzie mnie nie przeraża.
Wróćmy jednak do głównej zawartości pudełka. Jeżeli miałabym teraz - na pierwszy rzut oka - powiedzieć z czego jestem najbardziej zadowolona, to powiedziałabym, że z produktów pełnowymiarowych - a tym razem jest to kolorówka. Kredka i róż mają odpowiednie dla mnie kolory (chociaż ostatnio nabyłam czarną kredkę i bardziej cieszyłabym się z kolorowej). Na Paese była w ciągu Weekendu Zniżek fajna promocja (-40%) i kręciłam się koło ich produktów do policzków, a tu taka niespodzianka. :-) Zobaczymy jak z jakością koloru 42 - który do mnie trafił, wydaje się być trochę nadto cukierkowaty, ale może roztarty pędzlem, będzie wyglądał ciekawiej. Phenome chętnie wypróbuję jednakże za pewne będzie to krótka przygoda z racji małej pojemności buteleczki i wysokiej ceny pełnego wymiaru (75 zł). Są kosmetyki, na które wydaję większe ilości pieniędzy, ale przyznam szczerze, że nie są to szampony. Co dalej.. Mleko do ciała? :-) Czego to oni nie wymyślą! Sorbety, jogurty, masła, śmietanki, mleko do ciała. Robi się kulinarnie! :-) Zobaczymy jak ten produkt  poradzi sobie z nawilżeniem skóry. I na koniec serum do włosów Toni & Guy. Próbka ma tylko 10 ml, zobaczymy jak długo taka ilość posłuży moim gęstym włosom. :-)

Shiny zaskakiwał nas niekiedy większą ilością produktów pełnowymiarowych, dlatego tym razem, jestem trochę zawiedziona zawartością. Zużyję każdy kosmetyk ponieważ znajdują się tu produkty, które uczestniczą w mojej codziennej pielęgnacji i makijażu, jestem ciekawa ich działania, są to niewątpliwie dla mnie nowości, nic się nie zmarnuje. Jednakże mam wrażenie, że cieszyłabym się z jakiegoś konkretniejszego, większego produktu. Wiem, jednak, że ideą boxów jest poznawanie mniej popularnych marek, więc w zasadzie, chyba nie powinnam mieć takich zarzutów. :-)


Pudełko skrywa także dwa kupony rabatowe, pewnie każda z nas dostała takie samo, dlatego podaję, może komuś się przyda i zaoszczędzi kilka złotówek:


rabat na pudełko ShinyBox 10% taniej: należy wpisać w procesie zamówienie hasło SHINYLOVE
i
rabat na kosmetyki BioPerla, aby uzyskać kod rabatowy należy na ich mejla (biuro@bioperla.pl) przesłać hasło NATURA



Jeśli macie chęć na ShinyBox to odsyłam Was do strony: 



Podoba się Wam rozpoczynająca jesień - wrześniowa zawartość SB? Co najbardziej?

poniedziałek, 23 września 2013

Weekend zniżek - post z zakupami odzieżowymi ;-)

Za nami weekend zniżek. Po przejrzeniu Flesza - w którym to znalazłam promocyjne kupony umożliwiające zakupy w niższych cenach - wybrałam kilka sklepów, do których zajrzałam i wyszłam z nich bogatsza o kilka ciuszków. Poczyniłam też zakupy kosmetyczne - internetowe, jak tylko dotrą to Wam się pochwalę. :-)

Zakupy już typowo jesienne, a w nich między innymi kilka sweterków i wspomniane na fb workery. :-) Jak widać po zdjęciach zaatakowałam głównie Sinsay. :-)


Weekend zniżek 




Czapka Sinsay
19,99 zł (-20%)

Czapka Sinsay
19,99 zł (-20%)
Komin F&F
39,00 zł


Bluzka Sinsay
49,99 zł (-20%)

Sweter F&F
44,99 zł


Sweter Sinsay
59,99 zł (-20%)



Workery, (to zakup na targu)
59 zł (a w internecie można je kupić za 99 zł!)


Sweter Sinsay
59,99 zł (-20%)




Post z zakupami kosmetycznymi pojawi się jak tylko zostaną mi dostarczone. :-) Skusiłam się na zakupy w Golden Rose i Farmonie.


edit:
Przed momentem odwiedził mnie kurier i wręczył wrześniowe pudełko ShinyBox! :-) Jesteście ciekawe co znajduje się w środku? Zapraszam jutro na post, w którym przedstawię kosmetyki! :-)





Skorzystałyście ze zniżek? :-) Pochwalcie się swoimi łupami! :-)

piątek, 20 września 2013

KONKURS! Do wygrania dowolnie wybrane okulary FIRMOO ! :-) [ZAMKNIĘTE]

Wspominałam już, że wraz z Firmoo szykuję dla Was zabawę, w której do wygrania będą okulary wraz z wysyłką pod wskazany adres. Będzie to szybki konkurs, bo zgłoszenia przyjmuję tylko przez 7 dni, licząc od dzisiaj aż do przyszłej soboty włącznie. Zasady są banalnie proste, każdy może wziąć udział.


Konkurs z FIRMOO




Firmoo to bardzo popularny sklep internetowy, który swoim klientom oferuje produkty wysokiej jakości w jak najniższych cenach (można tutaj znaleźć modele już od 8 dolarów, czyli ok. 80-90% taniej, niż w stacjonarnych sklepach).






W poście którym recenzowałam Wam moje okulary Firmoo: klik! wspominałam Was o obowiązującym obecnie programie: Pierwsza Para Gratis. Jest to program dla nowych Klientów sklepu, którzy mają chęć przetestować modele od Firmoo płacąc jedynie za koszty przesyłki.






Przydatne linki:
Klasyczne serie oprawek Firmoo: www.firmoo.com/classic-series.html
Jak złożyć zamówienie: www.firmoo.com/help-c-5.shtml
Przesyłka i śledzenie zamówienia: www.firmoo.com/help-c-10.shtml



KILKA SŁÓW O NAJWAŻNIEJSZYM CZYLI O NAGRODZIE

Zwycięzca zabawy otrzyma dowolnie wybrane okulary (czyli szkła i oprawki, wraz z przesyłką) z serii Classic, które dostępne są na tej stronie: klik! Poza okularami korekcyjnymi, do wyboru są także okulary przeciwsłoneczne.

Firmoo poinformowali mnie, że jeżeli w rozdaniu weźmie udział ponad 50 osób, to zwycięzców będzie dwóch! Zapraszam Was do udziału - im więcej zgłoszeń tym większe szanse na wygraną! :-)


CO ZROBIĆ ABY WZIĄĆ UDZIAŁ W ZABAWIE?

1. Wejdź na stronę Firmoo, na której dostępne są modele okularów: KLIK, wybierz te, które chcesz otrzymać, w zgłoszeniu podaj link do wybranego modelu. (obowiązkowo)
2. Jeśli jeszcze nie jesteś - zostań moim publicznym obserwatorem i w zgłoszeniu podaj nick pod jakim mnie obserwujesz. (obowiązkowo)
3. Podaj swój adres mejl. (powiadomię Cię w razie wygranej)

W zabawie można uzyskać również dodatkowe losy, które sprawią, że zwiększycie swoją szansę na wygraną. Można je uzyskać w następujący sposób:

1. Dodaj mój blog do blogrolla.
2. Polub my-love-cosmetics na Facebooku.
3. Umieść na swoim blogu bądź facebooku baner informujący o rozdaniu.
(zdjęcie znajdujące się na samej górze tego posta)


Zgłaszajcie się według tego wzoru:

1. Wybieram okulary: (link)
2. Obserwuję blog jako:
3. Mój adres e-mail:
4. Blogroll: tak/nie (podaj link)
5. Lubię na fb jako: tak/nie (pod jaką nazwą)
6. Baner jest tutaj: tak/nie (podaj link)




Krótki regulamin:
a. Rozdanie trwa od 20.09-27.09.2013. 
b. Sponsorem nagrody jest Firmoo, to oni wyślą nagrodę do Zwycięzcy. 
c. Zwycięzca zostanie wybrany w drodze losowania, użyty w tym celu zostanie program internetowy.
d. W ciągu trzech dni od ogłoszenia wyników muszę przesłać dane zwycięzcy Firmoo dlatego oczekuję jak najszybszego przesłania danych adresowych i preferencji jeżeli chodzi o moc szkieł (lewe oko, prawe, oko, rozstaw pomiędzy). Jeżeli nie uczynisz tego w ciągu 2 dni od otrzymania mojego mejla będę zmuszona wybrać kolejną osobę.
e. Nagroda to okulary, których link podacie w zgłoszeniu, nie ma możliwości późniejszej zmiany wyboru modelu.
f. Jeżeli macie jakieś dodatkowe pytania to proszę przesyłać je na mejla, gdyż chciałabym, aby pod tą notką znalazły się tylko zgłoszenia.




Życzę Wam powodzenia, jest o co zawalczyć! :-)

środa, 18 września 2013

Sierpniowe denko

Postanowiłam wrócić do projektu denkowego. Zużywanie kosmetyków lepiej mi szło, kiedy przygotowywałam posty podsumowujące dany miesiąc. Częściej sięgałam po te same specyfiki aby je wykończyć do ostatniej kropli, nie ruszałam zapasów. Po porzuceniu pisania tych postów zdarzało się, że miałam otwartych na raz kilka żeli pod prysznic lub pozostawiałam kosmetyki z niewielką ilością produktu, rzucałam je w kąt szafy i sięgałam po kolejne.



Sierpniowe denko




Denko w tym miesiącu nie jest obfite, znalazły się w nim dwa produkty z kolorówki, trzy pielęgnacyjne i jeden do stylizacji włosów. Powinny tutaj trafić również chusteczki Cleanic, ale opakowania nie uchowały się do zdjęcia zbiorczego.




1. Isana, odżywka nawilżająca do włosów suchych i zniszczonych

Moje włosy potrzebowały nawilżenia w okresie letnim, dziewczyny na Facebooku poleciły mi ten produkt. W moim przypadku ta odżywka nie sprawdziła się.  Z resztą, wydaje mi się, że moje włosy w ogóle nie lubią się z odżywkami Isany. Podobnie było w przypadku różowej, wygładzającej siostry zawierającej w składzie olejek Babassu - po prostu nie widziałam działania pielęgnacyjnego. Mam grube i gęste włosy. Odżywka jest konkretna, ma bardzo zwartą konsystencję i dzięki temu jest wydajna. Dobrze rozprowadza się na włosach. Trochę ułatwia rozczesywanie, ale bez szału.
Do tego produktu już nie wrócę, chociaż jak znam siebie, w przyszłości pewnie kupię jakąś "zachwalaną nowość". :) Produkt kosztuje około 5 zł / 300 ml i można go nabyć tylko w Rossmannie.

2. Green Pharmacy, Peeling solny "Drzewo herbaciane i zielona glinka"

Ten produkt mile mnie zaskoczył. Chętnie sięgam po peelingi, ale przyznać muszę, że wersja solna - nigdy wcześniej nie trafiła w moje ręce. Zwykle wybierałam te cukrowe. Produkt ten, ma bardzo zwartą konsystencję i dużo maleńkich drobinek. Na pierwszy rzut oka co prawda nie wyglądają, ale są dość ostre, dlatego dobrze spełniają swoją funkcję ścierania naskórka. Do pełnej recenzji zapraszam Was tutaj: klik!
Dość masywny słoik mieści 300 ml produktu i kosztuje w okolicach 13 zł.

3. Balea Young, żel pod prysznic

Lubię produkty marki Balea, a żele pod prysznic to kosmetyk, którego mam zawsze troszkę w zapasie. Powyższy produkt ma odpowiednią konsystencję, przyjemnie pachnie, myje i nie szkodzi skórze (ani nie wysusza, ani nie podrażnia). Spełnia swoją funkcję i w zasadzie nie mam mu nic do zarzucenia.
Z dostępnością słabo (Allegro, sklepy z niemiecką chemią, bądź zagraniczny DM), a ceny nie kojarzę -  z resztą są one dość zróżnicowane.

I tutaj zdjęcie kolorówki i sprayu do włosów.




1. Rimmel, Extra Super Lash, tusz do rzęs

Spektakularnego efektu na pewno nie daje, ale jest dobrym produktem do codziennego makijażu. Czerń odpowiednia, szczoteczka dobrze rozdziela rzęsy, wydłuża je. Niby producent wspomina dodatkowo o "super pogrubieniu"- ja takiego nie zaobserwowałam. Nie rozmazuje się, a i ze zmyciem nie ma większych problemów (zawsze nakładałam 2, nawet 3 warstwy). Poprzez całe użytkowanie produkt był mokry, nie wysechł w opakowaniu. Szkoda, że nie zrobiłam zdjęć w umalowanych rzęsach, przy następnej maskarze spróbuję naprawić ten błąd. Ogólnie oceniam go całkiem dobrze, ale wątpię abym wróciła do niego ponownie.
Do kupienia w drogeriach, jego cena to około 16 zł / 7 ml.

2. Annabelle Minerals, podkład kryjący, kolor Golden Fairest

Po wydenkowaniu pierwszego opakowania od razu kupiłam drugie - więc można stwierdzić, że 'pierwsze' wrażenie wywarł na mnie jak najbardziej pozytywne. Mam spore doświadczenie z minerałami, używałam już wielu marek, a były to np.: Everyday Minerals, Lily Lolo, Lucy Minerals, Pixie, Blushe, Lumiere, Lauress itd. Annabelle służy mi, dobrze kryje, znalazłam odpowiedni odcień dla mojej skóry. Naturalny efekt i brak zapychania sprawiają, że ciężko mi wrócić do podkładów w płynie - w zasadzie nieudany powrót do Revlona sprawia, że w najbliższym czasie raczej nie będę miała takich zamiarów (chociaż kto wie czego będę szukała zimą...). Pełna notka odnoście tego produktu na pewno pojawi się na moim blogu.
Opakowanie 4 g kosztuje 30 zł, więc cena jak najbardziej do przeżycia.


3. Goldwell, StyleSign Gloss Magic Finish

Przyznam szczerze, że chyba nigdy nie używałam tak dobrego sprayu do włosów, ale zaznaczyć także muszę, że nigdy nie używałam tego typu profesjonalnych produktów marek fryzjerskich. Zwykle wybierałam w drogerii Wellę i tyle. Ten produkt z serii StyleSign daje bardzo dobre utrwalenie włosów, a przy tym nie skleja i nie obciąża moich włosów. Nie pozostawia osadu. Z tego co widzę - w opisie mamy zawarte, że jest to produkt chroniący kolor - ja szczerze mówiąc nie zwracałam na to uwagi przy jego użytkowaniu, nic takiego nie rzuciło mi się w oczy. Opakowanie na zdjęciu to 50 ml i pochodzi z majowej edycji ShinyBoxa. Poza tym można go nabyć w salonach z profesjonalnymi kosmetykami fryzjerskimi i na Allegro. Jest dość drogi, około 40 zł / 300 ml, jak trafię na jakąś promocję to prawdopodobnie trafi do mojego koszyka.


I to by było na tyle. Wracam pod kołdrę, ból gardła nie daje mi spokoju, chyba szykuje się angina.


A jak Wasze denko na koniec wakacji?
Znacie powyższe produkty? ;-)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...