piątek, 14 września 2012

Naturalne olejki myjące

W opublikowanym przeze mnie sierpniowym denku wylądował produkt, który uważam za jedno z moich największych odkryć kosmetycznych. Używam go już od kilku ładnych miesięcy, ale do tej pory na moim blogu nie pojawiła się na jego temat recenzja. To błąd, który postanowiłam dzisiaj nadrobić, tym bardziej, że wiele z Was wspomniało, abym napisała coś więcej na jego temat. :-) W denku wylądował olejek myjący z Biochemii Urody, a teraz używam równie fajnego olejku z E-naturalne, który wygrałałam u Moniki. :-)


E-naturalne
Hydrofilowy olejek myjący do każdej cery: migdał




Opis producenta:

Olejki myjące do twarzy i ciała to nowoczesne rozwiązania bardzo dobrze oczyszczające skórę i jednocześnie pielęgnujące ją, nie powodują jej wysuszania i podrażnienia. Są to kompozycje olejów wraz z ciekłym emulgatorem, które bardzo dobrze łączą się z wodą. Idealnie zmywają wodoodporny makijaż oraz są doskonałym kosmetykiem do codziennej pielęgnacji wrażliwej, alergicznej i atopowej skóry.

Dobrany skład olejków pozwala na bezpieczne oczyszczanie każdej cery łącznie z trądzikową oraz odżywia skórę, dostarczając jej drogocennych witamin i mikroelementów, jednocześnie powoduje jej wygładzenie.


Docelowy produkt otrzymujemy w białej plastikowej, zakręcanej butelce. Dlaczego piszę "docelowy"? Bo olejek otrzymujemy w częściach - do samodzielnego przygotowania. Jest ono banalne, i zajmuje dosłownie chwilę.

Skład zestawu odpowiedniego do przygotowania 100 ml olejku:

Olej ze słodkich migdałów – 89,5 g
Gliceryl Cocoate – 10 g
Witamina E - 0,5 g
Mieszadełko
Naklejka

Przygotowanie: Nic trudnego. :-) Do największej butelki (tej z olejem) starannie przelewamy pozostałe składniki (emulgator i witaminę E). Zamykamy butelkę, dokładnie wszystko mieszamy poprzez kilkusekundowe potrząsanie i tyle. Kosmetyk gotowy do użycia. :-)


Tak jak wspomniałam - olejki myjące to moje wielkie odkrycie. Dotychczasowe mleczka, żele, micele poszły w odstawkę, używam ich jedynie do demakijażu oczu, chociaż tak na prawdę olejek i z tym radzi sobie perfekcyjnie. Chcę jednak zużyć te produkty, które posiadam - stąd takie działanie.


               Olejek doskonale zmywa makijaż. Nigdy wcześniej nie miałam tak dobrze oczyszczonej twarzy po użyciu tylko JEDNEGO produktu i to na dodatek w tak krótkim czasie! Olej świetnie rozpuszcza makijaż i zanieczyszczenia znajdujące się na skórze. Szybko działa, nie powoduje podrażnień, wysuszenia czy zapchania cery. Po jednorazowym myciu buzi tym olejkiem, płatek kosmetyczny zawsze jest czysty. CZYSTY. Nie muszę myć buzi dwa razy, nie muszę poprawiać innym produktem. Przecieram twarz płatkiem kosmetycznym nasączonym hydrolatem i nigdy nie zdarzyło mi się aby był zabrudzony. :-) I to nie koniec! Jak wiecie dobrze dobrane oleje mają zbawienny wpływ na cerę, pisałam o tym nieraz (chociażby tutaj: klik!). :-) Ten olejek pięknie pielęgnuje moją cerę, która po jego użyciu staje się mięciutka, gładka i miła w dotyku.
Jak go używam? Na niezwilżoną twarz, nakładam trochę olejku i masuję palcami dokładnie całą buzię. Wszędzie, nie spieszę się, nie wiem ile dokładnie trwa ten proces, ale myślę, że nie dłużej niż minutę. Następnie zmywam olej wodą. Obecnie wspomagam się gąbeczką z Calypso (wspominałam o niej nawet wczoraj na Facebooku). Równie dobrze, możemy użyć samych dłoni, a gąbeczkę pominąć - nie ma problemu. 
Olejek jest tani, wydajny. Dla mnie nie ma żadnych wad.

* Wiadomo - to olej, więc uważamy przy demakijażu na odzież czy włosy, bo tłuści niesamowicie, ale nie można uznać tego przecież za wadę, olej to olej. ;-)



Plusy:
+ prosty, naturalny skład
+ zero chemii, konserwantów itd.
+ świetnie zmywa makijaż i oczyszcza skórę
+ szybkie działanie
+ pielęgnuje skórę
+ wygładza, zmiękcza, dostarcza witamin
+ nie wysusza, nie podrażnia, nie zapycha
+ łatwość użycia
+ różne warianty olejków bazowych do wyboru
+ wydajny
+ cena

Minusy:
- nie ma


Dostępność: olejki myjące znajdziecie w sklepach z półproduktami,
ten opisywany przeze mnie pochodzi ze sklepu E-naturalne.
Cena: 11,90 zł / 100 ml.



Używacie olejków myjących? Zadowolone? :-) A jeśli nie - to jakie macie swoje ulubione produkty do oczyszczania twarzy?

czwartek, 13 września 2012

Moje pierwsze pudełko SHINY BOX - wrzesień 2012

Długo wzbraniałam się przed tego typu pudełkami - ale koniec końców - i mnie ogarnęła chęć sprawdzenia zawartości jednego z boxów. Padło na modne ostatnio ShinyBox. Jesteście ciekawe wrześniowej zawartości? :-)
Pogoda okropna, to i fotki raczej średnie, wybaczcie.


ShinyBox - wrzesień 2012



W środku znajdziemy dwa pełnowymiarowe produkty i cztery próbki, a także pewien prezent. Poniżej szczegółowy opis. :-)


1. Dermedic


Koncentrat balsamu nawadniający skórę Hydrain3 - produkt pełnowymiarowy (200ml)
ok. 27 zł / 200 ml

Intensywnie nawilża i wygładza przesuszoną i napiętą skórę. Poprawia jej elastyczność i utrzymuje wysoki poziom nawilżenia w głębokich warstwach naskórka. Nie tłuści odzieży.



2. Dermedic

Peeling enzymatyczny Hydrain3 - produkt pełnowymiarowy (50g)
30 zł / 50g


Delikatnie i nieinwazyjnie usuwa martwe warstwy naskórka. Nie wysusza skóry i zapewnia jej optymalne nawilżenie podczas i po zabiegu. Nie podrażnia skóry jak peeling mechaniczny. 


3 i 4 Bioderma

* Hydrabio Masque - próbka (15ml)
89 zł / 75ml

Maseczka intensywnie nawilżająca do skóry odwodnionej i wrażliwej. Skóra staje się bardziej gładka, delikatna i odzyskuje swój blask.


* Hydrabio Serum - próbka (15 ml)
84 zł / 40ml

Skoncentrowane serum intensywnie nawilżające skórę. Chroni ją przed odwodnieniem i przywraca jej naturalną zdolność nawilżania. Kosmetyk hipoalergiczny.


5. Zepter

Krem do rąk Swisso Logical - próbka (2 x 5 ml)
74 zł / 100ml

Chroni dłonie przed wysuszeniem i działaniem wody. Ekstrakt z Echinacei wzmacnia naturalny mechanizm ochronny skóry. Aminokwasy jako główny składnik kreatyny wzmacniają skórę i paznokcie.




6. Zepter

Owocowy tonik nawilżający La Danza - próbka (5ml)
276 zł / 200ml

Prawdziwy koktajl naturalnych składników owocowych. Oczyszcza, odświeża, stymuluje i chroni skórę, a także zwiększa jej napięcie i elastyczność.




W pudełku znajdziemy również prezent w postaci zawieszki wykończonej kryształkami od marki Zepter. :-)




Muszę przyznać, że jestem zadowolona z tego pudełka. Biodermę znam i lubię, ale nie używałam jeszcze serii Hydrabio, więc chętnie ją przetestuję. Marki Zepter w ogóle nie kojarzę, fajnie, że będę mogła poznać ich produkty. Szkoda tylko, że cena ich pełnowymiarowych kosmetyków jest tak zaporowa ( np. tonik 276 zł / 200 ml). Markę Dermedic znam jedynie z internetu - nigdy nie używałam ich kosmetyków, jestem ciekawa jak sprawdzą się u mnie. Pełnowymiarowe produkty (choć niby do skóry suchej) bardzo przypadły mi do gustu, balsam to kosmetyki, którego używam co dzień, z pewnością się przyda, peeling będzie musiał zaczekać, moja buzia wciąż odbudowuje się po kuracji. :-)


Jeśli również macie chęć na ShinyBox to odsyłam Was do strony: http://shinybox.pl/



Co uważacie o wrześniowym pudełku? Których kosmetyków jesteście najbardziej ciekawe? A może już ich używałyście?

wtorek, 11 września 2012

Ser pleśniowy + dżem truskawkowy. Znacie?

Lubicie ser pleśniowy? Ja ładnych kilka lat temu nie mogłam nadziwić się temu, że mój Tato pałuszuje go ze smakiem. Te sery mają specyficzny zapach i smak. Na sucho nie tknę do tej pory. :-)
Takim moim przełamaniem się w sprawie polubienia serów pleśniowych było przygotowanie ich przez mojego Tatę w formie smażonej. Nawet moja młodsza siostra, która mówiła, że nigdy tego nie zje, teraz zajada się nim w najlepsze. :-)



Przygotowanie zajmuje chwilę i jest banalnie proste.


Składniki:

- ser pleśniowy (brie lub camemert, zwykle kupuję naturalny, ale polecam spróbować ten o smaku orzechowym)
- jajko
- bułka tarta
- oliwa z oliwek (bądź zwykły olej)
- dżem (najbardziej polecam żurawinę lub dżem truskawkowy - ale to już kwestia Waszych upodobań)


Opis przygotowania:

Ser obtaczamy w jajku, następnie w bułce tartej. Kładziemy go na rozgrzaną patelnię (ja używam oliwy z oliwek) i smażymy na małym ogniu, dość często przewracając na każdą stronę. Ser będzie gotowy, kiedy panierka się zarumieni, a środek nam się nieco upłynni. Uważajcie przy przewracaniu, bo dość łatwo o przekucie go - wtedy wnętrze może nam się rozlać po patelni. ;-)
Na koniec ser odsączamy przez chwilę na papierze kuchennym i podajemy od razu do spożycia, ważne aby był ciepły. :-)


Gotowy serek:


A tak wygląda w środku:


Pycha. :-) Przyznam szczerze, że wcześniej zawsze używałam do smażenia sera naturalnego, ale wczoraj spróbowałam z orzechowym. W połączeniu z dżemem truskawkowym - super smak, polecam! :-)



Lubicie ser pleśniowy? Macie takie potrawy, których kiedyś za nic w świecie nie chciałyście tknąć, a teraz nie możecie się bez nich obejść? :-)

poniedziałek, 10 września 2012

Caribbean Blue: Wodoodporny mineralny krem na słońce SPF15

Zaraz po filtrze Soraya, o którym pisałam tutaj: klik!, sięgnęłam po filtr mineralny marki Caribbean Blue. Wcześniej nie zdarzyło mi się używać mineralnych filtrów, dlatego byłam go bardzo ciekawa. Z racji tego, że ma niski faktor, nie testowałam go codziennie, a jedynie wtedy, kiedy nie było upałów.


Caribbean Blue, 
Wodoodporny, mineralny krem na słońce SPF15


Opis producenta:

Wodoodporny krem na słońce SPF15 to naturalny krem chroniący przed słońcem, składający się w 100% z naturalnych składników. Chroni zarówno przed promieniowaniem UVB odpowiedzialnym za oparzenia, jak i UVA odpowiedzialnym za starzenie się skóry. 


Krem koloru białego, znajduje się w plastikowej, tubce o dość nietypowym kształcie. Dozownik dobrze podaje produkt. Konstystencja jest dość gęsta, ale łatwo się rozsmarowuje. Intensywny zapach, jakby leśny.
Pojemność: 120 ml. Pochodzenie: Karaiby.





           Produkt przeciwsłoneczny pochodzący z Karaibów? I na dodatek w 100% naturalny? Zaciekawił mnie bardzo, nie ukrywam. 
           Krem łatwo rozsmarowuje się na skórze, nie bieli jej, a także mimo zwartej konsystencji nie pozostawia tłustej otoczki. Szybko się wchłania, bez problemu możemy nałożyć na niego makijaż (ja testowałam na nim mineralne: Lily Lolo i Lumiere). Zapach zaraz po nałożeniu jest dość mocny, intensywny, gdzieś wyczuwam w nim jakieś leśne nuty. Później robi się subtelniejszy, bardziej delikatny. 
Krem o faktorze SPF15 blokuje 93.3% promieni UVB, jednak przyznaję, że w najgorze upały sięgałam po krem z wyższym faktorem (trzydziestkę). 
Krem nie podrażnił mojej skóry ani jej nie wysuszył. Jeśli chodzi o ochronę przeciwłoneczną to nie zdażyło mi się w dni mniej upalne (tylko wtedy go używałam), aby skóra zareagowała poparzeniem słonecznym. Skóra po jego użyciu staje się miękka i gładka. Czy ma minusy? Moja cera w końcu się zbuntowała i pojawiło się kilka niewielkich wyprysków - i to najprawopodobniej wina tego produktu (stawiam na zawarty w nim olej kokosowy). Kremu obecnie używa moja siostra, która posiada cerę normalną - u niej nie odnotowałyśmy pogorszenia się stanu skóry.

Krem zawiera olejki egzotyczne, wyciągi roślinne, witaminy (C,E,A) i tlenek cynku.



Skład: Aqua (water), Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Zincoxide (Zinc oxide micronized), Emulsifying Wax NF vegetable-derived, Echinacea purpurea(Purple coneflower) Extract, Aesculus hippocastanum (Horsechestnut) Extract, Sesamum indicum, (Sesame) Seed Oil, Glycerin (Glycerin vegetable-derived), Mangifera indica (Mango) Seed Butter, Geogard* (Sodium benzoate and Gluconolactone from non-GMO corn), Xanthan gum (Xanthan gum), Lavandula officinalis (Lavender) Oil, d-alpha Tocopherol (natural Vitamin E). * ECOCERT certified


Plusy:
+ dobrze się rozsmarowuje
+ szybko się wchłania
+ nie bieli
+ nie pozostawia tłustej powłoki
+ w 100% mineralny skład
+ olejki egzotyczne, wyciągi roślinne, witaminy
+ wydajny
+ nie podrażnia, nie wysusza

Minusy:
- początkowo mocno intensywny zapach
- spowodował u mnie pojawienie się kilku wyprysków (jednak u siostry nic takiego nie zaobserwowałyśmy)
- cena


Dostępność: IWOS klik!
Cena: 80 zł / 120 ml (obecnie w promocji za 64 zł)


Jeśli macie chęć na zakupy w tym sklepie, to polubienie ich strony na Facebooku gwarantuje Wam 5% zniżki.
IWOS Facebook: klik!


*Krem otrzymałam nieodpłatnie od iwos.pl



Używacie filtrów mineralnych? Planujecie jesienią nakładać jeszcze na twarz kremy z ochorną przeciwsłoneczną? Czy odstawiacie tego typu kosmetyki aż do pory wakacyjnej?

Pachnący, słoneczny poranek. :-)

Lubię być rozpieszczana... :-) 10 września to mój dzień, pochwalę się - mam urodziny. Notki z recenzją nie będzie, ale jutro na pewno coś dodam. I jeszcze ta piękna pogoda od rana. :-)
To będzie dobry dzień. Musi! :-)








Pozdrawiam! :-)

piątek, 7 września 2012

Farmona: Sweet Secret, Waniliowy scrub do mycia ciała

Bardzo lubię produkty Farmony i się z tym nie kryję. :-) Wiele razy przekonałam się o ich świetnej jakości i przyjemnych zapachach. Scrub to kosmetyk, który wraca do łask w mojej pielęgnacji, wspominałam Wam wiele razy, że przez kilka miesięcy nie mogłam pozwolić sobie na złuszczanie.


Farmona,
Sweet Secret, Waniliowy scrub do mycia ciała




Opis producenta:


Wyjątkowy kosmetyk o gęstej konsystencji i wspaniałym orientalnym zapachu został stworzony do codziennej pielęgnacji i mycia ciała, dla osób, które cenią produkty naturalne i lubią pozwalać sobie na chwile przyjemności.
Specjalnie opracowana,
bogata receptura na bazie nawilżającego ekstraktu z wanilii i dojrzałych daktyli błyskawicznie poprawia kondycję i wygląd skóry, a drobinki ścierające usuwają zanieczyszczenia i martwe komórki naskórka, poprawiając mikrokrążenie i dotlenienie skóry.

Regularne stosowanie waniliowego scrubu pod prysznic zapewnia uczucie wypielęgnowanej i jedwabiście gładkiej skóry, nadając jej jednocześnie przytulny zapach, który pobudza, uwodzi i inspiruje.


Kosmetyk znajduje się w okrągłym, plastikowym opakowaniu z zakrętką, dodatkowo został zabezpieczony sreberkiem. Scrub koloru żółtego z małymi czarnymi drobinkami. Dobrze się rozprowadza i zmywa. Opakowanie 225 ml. 
Produkt nie testowany na zwierzętach.




            Zacznę od zapachu czyli właściwie jedynej wady tego produktu. Nie podoba mi się. Jest waniliowy, ale jakby chemiczny, trochę duszący i mdły. Nie jest na tyle nieprzyjemny aby odstraszał użytkowanie, ale nie sprawia mi przyjemności podczas aplikacji i masażu. Wiem, że ma sporo zwolenniczek, ale co nos to obyczaj - wiadomo. ;-)
            Sama konsystencja tego produktu jest na piątkę, nie przelewa się przez palce, ale nie jest też topornie gęsta, świetnie rozprowadza się na skórze. Aplikuję w standardowy sposób: na zwilżoną skórę, nakładam scrub, wykonuję masaż, zmywam ciepłą wodą. Powiem Wam, że nie spodziewałam się, że będzie to taki mocny zdzierak! Ma maleńkie drobinki, ale ostre i konkretne. Robi co ma robić, bardzo dobrze złuszcza  i wygładza skórę. Balsam nawilżający po użyciu tego srubu, świetnie się wchłania.
Jeśli szukacie porządnego zdzieraka - to polecam ten produkt.



Ta seria kosmetyków posiada jeszcze inne warianty zapachowe m.in.: czekolada, migdał.              

Plusy:
+ opakowanie ze sreberkiem
+ duży otwór, dzięki niemu z łatwością wydobywam kosmetyk
+ konsystencja
+ ostre drobinki dobrze złuszczają
+ świetny zdzierak
+ wygładza
+ wydajny


Minusy:
- zapach!


Dostępność: Sklep Farmona klik! drogerie np. Rossmann, Natura
Cena: ok. 12 zł / 225 ml

* Scrub otrzymałam nieodpłatnie od Agencja Werner i Wspólnicy


Wiem, że wiele z Was używało tego produktu, jak ostatecznie oceniacie ten produkt? :-) I ciekawi mnie czy zapach przypadł Wam do gustu? :-)

czwartek, 6 września 2012

Sun Ozon: Rossmann Selbstbräunungsmilch (Mleczko samoopalające) - jasna karnacja

Jakiś czas temu prosiłam Was o polecenie jakiegoś kosmetyku, który nadałby mojej skórze ciała delikatnego kolorytu na kształt ładnej oplenizny. Powtarzałam już kilka razy na blogu, że w tym roku unikałam słońca, nie opałam się, filtr z wysokim faktorem towarzyszył mi niemal codziennie (ten do twarzy, bo z tym do ciała było różnie, z braku czasu :P).
Kilka z Was poleciło mi balsam z Sun Ozon, pamiętam, że akurat miałam na kosmetytki tej marki kupon rabatowy - postanowiłam go wtedy kupić i wypróbować.


Sun Ozon,
Mleczko samoopalające - jasna karnacja


Opis producenta:

Intensywnie nawilża, zapewnia naturalnie wygladającą, równomierną opaleniznę. Cenne składniki pielęgnują i nawilżają skórę. Łagodność dla skóry potwierdzona dermatologicznie. Nadaje się do stosowania na całe ciało.

Opalenizna pojawia się po 2 - 3 godzinach od nałożenia. 
Produkt nie posiada filtrów chroniących przed promieniowaniem słonecznym. Nie chroni przed oparzeniami słonecznymi.
 W wersji do jasnej i do ciemnej karnacji.


Mleczko znajduje się w poręcznej tubce, posiada dozownik. Konsystencja produktu jest zwarta, ale nie toporna, łatwo się rozsmarowuje. Kolor biały. Zapach w porządku, nie jak u typowego samoopalacza.
Opakowanie 200 ml.





            Balsam ma konsystencję typowego mleczka, dobrze się rozprowadza i szybko wchłania. Zapach nie jest uciążliwy. Efekt jest widoczny już po 2-3 godzinach, dokładnie tak jak obiecuje producent. Używam mleczka do jasnej karnacji. Już pierwsza aplikacja daje mojej skórze dyskretną, delikatną opaleniznę - w żadnym wypadku nie jest pomarańczowa czy kiczowata. Należy jednak przyznać, że efekt takiej jednodniowej aplikacji nie utrzymuje się zbyt długo i aplikację trzeba po około 2 dniach powtórzyć, bo znika.
           Przed użyciem tego produktu, należy (dzień wcześniej) wykonać peeling skóry i zaaplikować balsam nawilżający. Po takim przygotowaniu ciała balsam ładnie i równomiernie się wchłania. 
Jeśli chodzi o zacieki - nie powiem, że nie ma ich zupełnie, bo się zdarzają. Aplikacja nie jest trudna, bo często udawało mi się nałożyć balsam idealnie, ale zdarzały się również niewielkie zacieki, smugi. Trening czyni mistrza, bo w miarę upływu czasu, aplikacja wychodziła mi coraz lepiej. :-)
Aplikację należy wykonać szybko, złączonymi palcami nakremować skórę, pamiętając, że w takich miejscach jak: kolana i łokcie, kostki - należy nałożyć nieco mniej kosmetyku.  
Nie wysuszył mnie, ani nie podrażnił. 


Nie wiem czy producenci tego typu kosmetyków są zobowiązani do przedstawienia takich informacji w opisie produktu, ale bardzo spodobało mi się to, że na opakowaniu napisano jasno i wprost, bez ściemniania:
"Produkt nie posiada filtrów chroniących przed promieniowaniem słonecznym. Nie chroni przed oparzeniami słonecznymi." Zwykle o napisaniu takich rzeczy producenci kosmetyków zapominają, a tu odwrotnie. Podoba mi się to.


Ważne:
- dzień wcześniej wykonujemy peeling i kremujemy balsamem nawilżającym miejsca, które będziemy chciały poddać samoopalaczowi,
- mleczko aplikujemy na suchą skórę,
- staramy się zaaplikować mleczko szybko, pociągłymi ruchami,
- nieco mniej produktu nakładamy na kolana, łokcie, kostki,
- po użyciu mleczka należy porządnie umyć ręce.




Plusy:
+ konsystencja
+ łatwo się rozsmarowuje
+ szybko się wchłania
+ nie wysusza, nie podrażnia
+ można stopniować efekt
+ delikatny efekt widoczny już po 1 aplikacji
+ ładna, brązowa opalenizna
+ raczej łatwy w obsłudze, sporadycznie zdarzyły mi się niewielkie zacieki
+ do wyboru: karnacja jasna i ciemna
+ wydajny
+ cena

Minusy:
- dość krótkotrwały efekt
- sporadycznie, ale zdarzały się niewielkie zacieki (ale to chyba wina mojej niewprawionej początkowo ręki, bo później było coraz to lepiej)
- parabeny w składzie


Dostępność: Rossmann
Cena: ok. 9 zł / 200 ml



Znacie ten produkt? Używałyście tego lata balsamów samoopalających czy smażyłyście się na słoneczku? :-)

środa, 5 września 2012

Sierpniowe denko

Kurczę, jak te wakacje szybko minęły. I ta wizja jesiennej aury czająca się rogiem. Troszkę mnie przeraża, uwielbiam lato, uwielbiam słońce, uwielbiam ciepło. Ale nic, taka kolej rzeczy.
Naturalną koleją rzeczy na moim blogu jest też projekt denko, do którego przystąpiłam kilka miesięcy temu.
W sierpniu udało mi się wyzerować:




I szczegółowo:


1. AA: Wrażliwa Natura, Nawilżająco-Rozjaśniający krem pod oczy, 20+

Bardzo dobrej jakości krem pod oczy. Fajna konsystencja, bardzo dobrze się rozsmarowuje i wchłania. Nie roluje się, nadaje się pod makijaż. Bezzapachowy. Ładnie nawilża skórę, koi ją i uspokaja. Jestem bardzo zadowolona z tego produktu, jak na moje potrzeby jest wystarczający. Cena: Ok. 12 zł/ 15 ml. Pełna recenzja: klik!
Kupię ponownie.

2. Everyday Minerals, Intensive Fair (korektor)

Kolor IF to odcień używany przeze mnie od samego początku przygody z minerałami. Korektor świetnie sprawdzał się przy mojej problematycznej cerze, ładnie krył. Ma jasny kolor, nie wpada w róż. Lekki, nie zapycha cery, naturalny skład. Wydajny.
Nie rozpisuję się na jego temat gdyż niestety został wycofany i raczej już go nigdzie nie kupicie. :( 
Cena: ok. 50 zł / 5,5g. Pełna recenzja: klik!

Nie kupię ponownie (wycofany). :-(

3. Lovely: Wibo, Eyeliner

Początkowo nie potrafiłam go za bardzo obsługiwać, ale nie miałam wprawy w robieniu kresek takim pędzelkiem. W miarę upływu czasu - nauczyłam się. Pędzelek cienki, precyzyjny, ładna czerń, dobra konsystencja. Cena: ok. 6 zł w Rossmannie. Pisałam o nim dawno temu, tutaj: klik!

Nie wiem czy kupię ponownie, chciałabym wypróbować czegoś nowego. 


4. Skwalen

Naturalny olej, otrzymywany z oliwek, biozgodny ze skórą. Skwalen jest głównym składnikiem ludzkiego sebum – skóra ludzka zawiera go około 12-13%. Używam go w połączeniu z żelem hialuronowym. Polubiłam go od pierwszego użycia, odstawiłam na czas jego używania olejek z pachnotki, który swego czasu był używany przeze mnie codziennie. Jest świetny, pięknie nawilża, zwalcza suchość, ładnie się wchłania, nie pozostawia tłustej otoczki, nie powoduje świecenia się skóry. Wyczytałam, że goi blizny - jednak u mnie póki co nic takiego nie nastąpiło. Nie pisałam jeszcze o nim na blogu, ale na pewno recenzja się pojawi. Cena: ok 6 zł / 10 ml.

Już kupiłam ponownie. ;-)



1. ZIAJA anty bzzz - płyn przeciw insektom

Bardzo dobrze radził sobie z odstraszaniem komarów. W zeszłym roku też go używałam i byłam zadowolona. Nie podrażnia, nie pozostawia tłustej powłoki. Wygodne opakowanie ze spryskiwaczem, nic się nie wylewa, można nosić w torebce. Całkiem wydajny, chętnie sięgali po niego również członkowie mojej rodziny. ;-)
Cena ok. 10 zł / 150 ml.


Chyba kupię ponownie, za rok.



2. Lady Speed Stick Invisible Gel, 24/7

Ulubiony od dawien dawna. Bardzo dobrze się u mnie sprawuje, często go kupuję, choć staram się robić przerwy aby skóra się do niego nie przyzwyczaiła. Dobrze działa, chroni, nie szczypie (nawet po depilacji). Niestety, brudzi ubrania jeśli założymy bluzkę od razu po aplikacji żelu - ale przyznajcie, że tak jest z większością tego typu produktów. Ok. 10 zł / 65g. 

Kupię ponownie.


3. Sephora, żel do kąpieli (biszkoptowy)

Wygrałam go na blogspocie. :-) Pachnął biszkoptami, ładnie się pienił i umilał kąpiel. Opakowanie średnio poręczne, ale na pewno oryginalne. Średnio wydajny. Nie znam ceny, ale skoro to Sephora to pewnie jest droższy aniżeli żele które kupowałam do tej pory i dlatego też nie mam w planach jego zakupu. Opakowanie 250 ml.

Nie kupię ponownie.



(tych produktów zabrakło na zbiorowym zdjęciu)

1. Lirene balsam nawilżający do opalania SPF 30 

Tego balsamu używałam od końcówki czerwca kiedy to otrzymałam go jako wygrana w konkursie. Nie stosowałam go co dzień - z braku czasu. Lirene ma dobrą konsystencję, szybko się wchłania, nie pozostawia tłustej powłoki. Nie bieli skóry. Dobrze chronił moją skórę, choć przyznaję, w tym roku unikałam słońca i nie wystawiałam się na bezpośrednie działanie promieni słonecznych. Cena: ok. 25 zł / 200 ml Pełna recenzja: klik!

Możliwe, że kupię ponownie, za rok.


2. Olejek myjący, drzewko herbaciane

Szczerze? Nigdy nie miałam tak czystej, pięknie domytej buzi jak po tym olejku. Inne kosmetyki nie działały tak szybko i tak dobrze. Świetnie zmywa makijaż, jest wydajny, nie zapycha, nie podrażnia. To moje wielkie odkrycie. Dla niego porzuciłam wszystkie żele do demakijażu twarzy (zostawiłam tylko te do zmywania makijażu oczu). Cena:  11,80 zł / 200 ml. Recenzja pojawi się.

Kupię ponownie.



wtorek, 4 września 2012

Rimmel: Colour Musse, Cień w musie (004 )

Do zakupu tego cienia przekonały mnie pozytywne opinie krążące w internecie. Przyznam szczerze, że do tej pory wybierałam tradycyjne, prasowane cienie, a na takie w musie właściwie nawet nie spoglądałam. Podczas ostatnich zakupów w sklepie internetowym, zdecydowałam się na ten cień Rimmela, choć kolor nie jest za bardzo w moim guście. Wiem, że w ofercie marki można znaleźć ciekawsze, niestety drogeria w której zaopatrywałam się, miała w sprzedaży tylko ten jeden odcień.


Rimmel, Colour Musse, Cień w musie (004 )



Opis producenta:

Puszysty mus pokrywa powiekę perłowo-połyskującym kolorem. Nie kruszy się i delikatnie chłodzi skórę dając uczucie świeżości i sprawiając, że perfekcyjny makijaż utrzymuje się długo na powiece.


Opakowanie, które posiadam to tester mieszczący 7 ml produktu (pełnowymiarowy kosmetyk znajduje się w słoiczku). Tubka miękka, posiada cienkie zakończenie, dzięki któremu odpowiednio możemy dozować produkt. Konsystencja kremowa.




              Tubka jest wygodna, mała, ale poręczna. Jak na tester pojemność 7 ml - bardzo duża. Właściwie nie widzę potrzeby kupować pełnowymiarowego opakowania, produkt jest wydajny, wolę kupić kilka małych opakowań różnych kolorów, niż jedno duże. 
Kolor, który kupiłam (żałuję, że nie było wtedy w sprzedaży nic piaskowego/brązowego) określiłabym jako połyskujący morski, troszkę turkusowy, może nawet szarawy, złotawy. Jest wyraźny, nie zauważyłam aby jakoś szczególnie blaknął na powiece w ciągu dnia. 
             Cień w musie łatwo rozprowadza się na powiece, posiada kremową konsystencję, którą bez problemu można nałożyć zarówno opuszkiem palca bądź pędzelkiem. Bez bazy trzyma się średnio - około 3 godzin. Przy użyciu bazy (ja używam tej z Hean) jest lepiej, znacznie przedłuża jego żywotność. Cień podczas aplikacji nie roluje się, nie osypuje, a po wyschnięciu - nie kruszy. Pigmentacja fajna, a efekt można stopniować, wszystko zależy od tego w jakiej ilości go nałożymy. Dodatkowo może nam posłużyć, jako produkt do zrobienia kreski na powiece, szczerze mówiąc w ten sposób nakładam go najczęściej, chcę zużyć ten cień - uważam że to całkiem fajny jakościowo produkt, ale niebieskości na całej powiece jakoś do mnie nie pasują.

Jeśli spotkam inne kolory - kupię, tym bardziej, że te cienie są śmiesznie tanie. :-) 



Plusy:
+ łatwa w nałożeniu konsystencja
+  nie osypuje się,  nie roluje
+ nie ściera się, nie blaknie
+ spory wybór kolorów
+ duża pojemność testera
+ wydajny
+ może posłużyć jako eyeliner
+ cena
+/- szybko zastyga

Minusy:
- bez bazy się nie obejdzie
- nie nadają się za bardzo do rozcierania/blendowania


Dostępność: drogerie internetowe
Cena: ok. 2,70 zł / 7 ml


Co sądzicie o cieniach w kremie? Miałyście okazję używać tych z Rimmela? Jak je oceniacie?

niedziela, 2 września 2012

Oeparol: HYDROSENSE, nawilżająco wygładzający jedwab do ciała

Wszelkie kosmetyki do pielęgnacji ciała lubię i stosuję na co dzień. Balsam towarzyszy mi po każdej kąpieli, lubię kiedy szybko się wchłania i ładnie pachnie, pozostawiając skórę gładką i nawilżoną. "Jedwab do ciała" - brzmi wspaniale! :-) Czy równie wspaniale pielęgnuje? Moja opinia poniżej. :-)


Oeparol HYDROSENSE, 
nawilżająco wygładzający jedwab do ciała



Opis producenta:

Balsam intensywnie nawilża skórę dzięki zawartości kompleksu HialuRoseTM
unikalnemu połączeniu kwasu hialuronowego i oleju z wiesiołka,
 bogatego w kwasy omega – 6.
 Kwas hialuronowy w połączeniu z kwasami omega-6 odbudowuje barierę hydrolipidową skóry i 
zatrzymuje wodę w głębszych warstwach naskórka
Masło Shea regeneruje przesuszoną skórę, przywracając jej gładkość i 
elastyczność.'
 Dodatkowo, zawarte w balsamie proteiny z jedwabiu nadają skórze niezwykłą miękkość i aksamitność.


Opakowanie to miękka biała tubka, z dozownikiem. Jest poręczna i z łatwością wydobywam z niej kosmetyk. Jedwab koloru białego, lekka, kremowa konsystencja, łatwo się rozsmarowuje. Zapach przyjemny, słodkawy, świeży. Opakowanie: 200 ml.



                Balsam przyjemny w aplikacji, łatwo rozsmarowuje się na skórze, początkowo pozostawia lekki film, który po chwili wchłania się i staje się niewidoczny. Ma lekką konsystencję, kremową, delikatną, ale nie przelewa się przez palce. Taka konsystencja idealnie sprawdzała się na mojej skórze latem (zimą wolę gęstszą, bardziej bogatą). Zapach całkiem fajny - świeży, słodkawy, ale delikatny. Plus za to, że balsam szybko się wchłania, pozostawia skórę miękką w dotyku i jakby nawilżoną i wygładzoną. Dlaczego "jakby"? Bo biorąc się do analizy składu, od razu rzuca nam się w oczy parafina, ustawiona na drugiej pozycji tuż za wodą, ona lubi łudzić. Szkoda, jaka szkoda, że producenci pakują ją do tak wielu kosmetyków! W składzie znajdziemy też niestety silikony i trójglicerydy. Z tego co pożądane i godne pochwały: kwas hialuronowy, masło shea, proteiny jedwabiu i mój ulubiony olejek z wiesiołka. Parabenów na szczęście brak.

Muszę przyznać, że spodziewałam się czegoś lepszego, ale z drugiej strony nie jestem całkiem na nie. Przyjemnie używało mi się tego balsamu, moja skóra nie jest znowuż tak wymagająca aby ten jedwab jej nie sprostał. Podreperowałabym w nim jednak nieco skład i pozbyła się tej nieszczęsnej parafiny, gdyż wolę długotrwałe działanie. ;-)




Skład: Aqua, Paraffinum Liquidum, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Oenthera Paradoxa Oil, Dimethicone, Olea Europaea Fruit Oil, Biosaccharide Gum-1, Propylene Glycol, Hydrolyzed Silk, Phenoxyethanol/Ethylhexylglycerin, Glyceryl Stearate, Butyrospermum Parkii Butter, Caprylic/Capric Trigliceride, Sodium Acrylates Copolymer, Xanthan Gum, Parfum, Disodium EDTA, Sodium Hyaluronate, BHA. 

Plusy:
+ zapach
+ miękka, wygodna tubka
+ lekka, nielejąca się konsystencja
+ łatwa aplikacja, dobrze się rozsmarowuje
+ szybko się wchłania
+ wygładza, nawilża (ale niedługotrwale)
+ brak parabenów

Minusy:
- głownie skład: parafina, silikony, trójglicerydy
- raczej krótkotrwałe działanie


Dostępność: np. apteki, sklepy zielarskie, Superpharm.
Cena: ok. 16 zł / 200 ml.

                                                                                   *produkt otrzymałam nieodpłatnie od Oeparol



Znacie ten jedwab do ciała? :-) Po jaki balsam do ciała sięgałyście najczęściej tego lata? :-)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...