środa, 11 marca 2015

Sylveco: Oczyszczający peeling do twarzy

I po raz kolejny post z serii "oczyszczanie twarzy". Pod lupę wezmę naturalny peeling z korundem marki Sylveco, który znalazłam w styczniowym Shinyboxie (Uwaga, box jest jeszcze dostępny!). Nie da się ukryć - tytułowy gagatek ma rzeszę zwolenników, jest często polecany w internecie. Przypatrzmy mu się z bliska.


Na początek jednak, wyjaśnijmy sobie czym właściwie jest ten korund?
"Korund kosmetyczny to inaczej tlenek aluminium, w postaci kryształków o średnicy ok. 100 mikrometrów, jest wykorzystywany do zabiegów mikrodermabrazji zarówno w profesjonalnych gabinetach kosmetycznych, jak i w domowym zaciszu jako etap przygotowawczy do zabiegów kosmetycznych na twarz i ciało.
Usuwa martwe komórki naskórka, zapewnia masaż skóry, pobudzając jej naturalny metabolizm, dzięki czemu substancje aktywne zawarte w maseczkach kosmetycznych, balsamach i kremach docierają do głębszych warstw skóry, co sprawia, że ich działanie jest bardziej efektywne."
Źródło: e-naturalne.pl


 Sylveco: Oczyszczający peeling do twarzy  






Opis Producenta: 


Hypoalergiczny, kremowy peeling z korundem przeznaczony do oczyszczania skóry ze skłonnością do przetłuszczania, z rozszerzonymi porami. Drobinki ścierające są mocne i doskonale złuszczają 
martwy naskórek. Peeling zawiera ekstrakt ze skrzypu polnego o działaniu normalizującym pracę gruczołów łojowych, łagodzącym podrażnienia i przyspieszającym regenerację. 
Stosowany systematycznie dotlenia skórę, poprawia jej ogólny stan, zmniejsza pory i reguluje wydzielanie sebum. 



Przezroczysty słoiczek z metalową nakrętką o pojemności 75 ml umieszczono w tekturowym kartoniku. Peeling posiada jasną barwę, kremową konsystencję, ziołowy zapach. Hypoalergiczny. 





Bardzo podoba mi się oprawa graficzna kosmetyków Sylveco. Jest schludna, nieprzesadzona, zachęcająca. Fajnie, że poza opakowaniem właściwym, Producent dba także o zabezpieczenie produktu w postaci kartonika. Mamy pewność, że otrzymujemy kosmetyk nowy, świeży, przez nikogo wcześniej nie oglądany.

Peeling ma kremową, gęstą konsystencję, która podczas aplikacji nie spływa z palców. Zalecane jest około 2 minutowe masowanie produktem skóry twarzy, w zależności od potrzeb, 1-2 razy w tygodniu. Jego przeznaczeniem jest głównie skóra mieszana, tłusta, zanieczyszczona, ze skłonnością do przetłuszczania, z rozszerzonymi porami.

Na początek opowiem Wam o tym, z czego wykonano ten produkt, bo na prawdę warto o tym wspomnieć. W bogatym, pełnym natury składzie kosmetyku znajdziemy m.in. korund, skrzyp polny i olejek z drzewa herbacianego. Ponad to występują również składniki nawilżające jakimi są: olej sojowy, olejek z pestek winogron, masło shea, gliceryna. 
Pełne INCI zostawiam Wam do wglądu, na dole. :-)

Po wykonanym zabiegu i dokładnym usunięciu peelingu z twarzy, czuć lekkość i odświeżenie. Peeling ładnie wygładza i oczyszcza skórę, nie obciąża jej, dobrze usuwa suche skórki. Zawiera mnóstwo miniaturowych drobinek, które odpowiednio traktują skórę (nie podrażniają jej ani nie kaleczą). Podczas pierwszej aplikacji, może się nawet wydawać, że są dość słabe w działaniu, ale niech Was to jednak nie zwiedzie. Te niepozorne ziarenka mają bardzo dobre właściwości ścierające. Peeling nie pozostawia tłustej warstwy, po jego zastosowaniu nie mam też wrażenia ściągniętej skóry, mimo to z chęcią nakładam na nią któryś z odżywczych olejków. Jeżeli chodzi o zmniejszenie porów, to ja takiego nie odnotowałam. Peeling nie powoduje podrażnień, ani pogorszenia stanu cery.


Ze względu na naturalny skład, peeling należy zużyć w ciągu 6 miesięcy od momentu otwarcia. 



Skład: 
Woda,  Korund,  Olej sojowy,  Masło karite (Shea),  Gliceryna,  Triglicerydy kwasu kaprylowego i kaprynowego,  Stearynian glicerolu,  Sorbitan Stearate & Sucrose Cocoate,  Olej z pestek winogron,  Ekstrakt ze skrzypu polnego,  Wosk pszczeli,  Alkohol cetylowy,  Alkohol benzylowy,  Guma ksantanowa,  Kwas dehydrooctowy,  Olejek z drzewa herbacianego.


Dostępność: Styczniowy ShinyBox, Internet, sklepy zielarskie, sklep z produktami naturalnymi
Cena: ok. 18 zł / 75 ml




Jaki jest Wasz ulubiony peeling mechaniczny?

wtorek, 10 marca 2015

My Secret: Chalky Matt - 240 Kredowy matt PINK i Nail Art: 237 Pink Mist

Mimo, że mój kuferek jest po brzegi wypełniony lakierami do paznokci, to ten, który chcę Wam dzisiaj pokazać jest moim pierwszym jeżeli chodzi o efekt wykończenia. Jest matowe. Nowa seria lakierów My Secret nosi nazwę Chalky Matt i jest dostępna w sześciu różnych kolorach. Dzisiaj pokażę Wam dwa lakiery. Matowy róż i emalię do zdobień z gamy produktów Nail Art.


My Secret: 

  • Chalky Matt - 240 Kredowy matt PINK 
  • Nail Art: 237 Pink Mist







Chalky Matt - 240 Kredowy matt PINK

Lakier ładnie pokrywa płytkę paznokci, aplikacja nie jest problemowa gdyż emalia nie smuży, jednolicie kryje i szybko wysycha. Buteleczka jak i sam pędzelek prezentują się dobrze. Aplikator jest płaski, dobrze ścięty, można nim precyzyjnie malować. Odpowiada mi również konsystencja i łatwość zmycia. Do pełnego pokrycia potrzebuję dwóch cienkich warstw. Kolor jest świeży, idealny na nadchodzącą wiosnę, a wykończenie jest zdecydowanie matowe, bez żadnego połysku. Jak tylko uda mi się trafić w Naturze na wersję liliową, to kupuję bez zastanowienia!
Jest to edycja limitowana, więc jeśli planujecie, a z jakiegoś powodu jeszcze się jej nie przyglądnęłyście, to musicie się pospieszyć!

Pojemność: 10 ml
Cena: 6,99 zł (obecnie są w promocji za 5,99 zł)
Dostępność: Drogerie Natura




Nail Art: 237 Pink Mist

Jest to lakier nawierzchniowy z subtelnym pastelowym glitterem. Występuje w dwóch kolorach, poza tym, który widzicie na zdjęciu, znajdziecie go również w błękitnej barwie. Podobnie jak w przypadku wersji matowej, mamy do czynienia z dobrej jakości pędzelkiem, który sprawnie nakłada emalię na płytkę paznokcia. W buteleczce zanurzono dużą ilość różnej wielkości drobinek jak i urocze, pięcioramienne kwiatuszki. Efekt jaki uzyskujemy to błyszczące wykończenie. Dobrze prezentuje się zarówno na jasnych jak i ciemnych lakierach.
Ten lakier również pochodzi z edycji limitowanej.

Pojemność: 10 ml
Cena: 6,99 zł (obecnie są w promocji za 5,99 zł)
Dostępność: Drogerie Natura









Macie w swoich zbiorkach te serie lakierów do paznokci? :-)

poniedziałek, 9 marca 2015

Shinybox: THE GIFT OF LOVE || luty 2015 - recenzja


Jak się pewnie domyślacie, przyszedł czas na garść mini-recenzji produktów, które znalazłam w lutowym Shinyboxie. Wstępnie o pudełku pisałam tutaj: klik! Ekipa SB zdecydowała się wprowadzić pewną zmianę, szczerze mówiąc mam nadzieję, że jednorazową. O co chodzi? Wewnątrz kolorowych pudełek panowała pewna rozbieżność produktowa, tym samym wypełnienie naszych pudełek mogło się dość znacznie różnić.


Shinybox: THE GIFT OF LOVE || luty 2015 - recenzja










1. BANIA AGAFII, Drożdżowa maska do włosów

Drożdżowa maska miło mnie zaskoczyła. Produkt cechuje przyjemny zapach, odpowiednia konsystencja i łatwość aplikacji. Jeżeli chodzi o działanie to niesamowicie wygładza i zmiękcza  włosy, nadaje im delikatnego połysku, ułatwia rozczesanie. Dedykowana jest osobom, które chcą pobudzić wzrost swoich kosmyków. Ja osobiście takiego nie odnotowałam, ale na wzrost jak i ilość włosów nie narzekam, dlatego nie obserwowałam ewentualnych zmian pod tym kątem.


2. SYIS, Serum kolagenowe do paznokci

Lubię opakowania z pipetką i uważam, że w tego typu produktach się one sprawdzają. Serum ma przezroczystą barwę, delikatny, krótkotrwały zapach. Jest to specyfik na bazie kolagenu i olejku z drzewa herbacianego, jego zadaniem jest regeneracja płytki paznokcia i nawilżenie skórek wokół niej. Serum ma fajną, gęstą konsystencję, dlatego nie spływa podczas aplikacji. Szybko się wchłania, nie pozostawia uczucia lepkości. Co zauważyłam podczas stosowania produktu? Skórki faktycznie są bardziej miękkie, paznokcie nadal się rozdwajają ale widać, że są mocniejsze, mniej kruche, bardziej elastyczne. Nie spodziewałam się po tym produkcie cudów, a zapowiada się na prawdę obiecująco. Zamierzam stosować go do ostatniej kropli.


3. Creme Bar, krem pod oczy

Żeby nie było tak słodko i kolorowo to mam dla Was również coś z bubli kosmetycznych. Kremy pod oczy stosuję już od kilku lat i nigdy nie miałam okazji używać tak okropnego produktu. Po jego aplikacji zaczęły mi łzawić oczy, doprowadził do podrażnienia i zaczerwienienia skóry wokół powiek. Zdecydowanie nie polecam.


4. BIAŁY JELEŃ, Mydło naturalne

Obecnie na naszej mydelniczce spoczywa biała kostka mydełka z Dove, dlatego Biały Jeleń musi poczekać na swoją kolej. :-)


5. YASUMI, Maska shekerowa z komórkami macierzystymi

Zaciekawiła mnie forma tej maseczki i gdyby tylko była bardziej dopasowana do moich potrzeb, to z pewnością wypróbowałabym ją w pierwszej kolejności. Jako, że maska z komórkami macierzystymi ma na celu regenerację zniszczonej z wiekiem struktury skóry a także lifting i odbudowę, to podarowałam ją mojej mamie. Maseczka po przygotowaniu wygląda jak kisiel jabłkowy, jest nawet nieco gęstsza. Mama była zadowolona z gładkości i miękkości cery, jaką zafundował jej ten produkt.


6. FM Group, Żel pod prysznic produkt pełnowymiarowy

Zdecydowanie bardziej ucieszyłaby mnie obecność jakiegoś kosmetyku z The Body Shop, ale niestety trafiłam na żel z FM Group. Zapach jest ok, konsystencja też, wydajność również przemawia na korzyść. Niestety kosmetyk ten używany codziennie prowadzi do przesuszenia i ściągnięcia skóry ciała. Nie mam zbyt dużych oczekiwań od tego typu myjadeł do kąpieli, a mimo to, ten żel nie zdał u mnie egzaminu.


Jako gratis otrzymałyśmy dwie próbki masełek do ciała marki Farmona. Obie wersje zapachowe przypadły mi do gustu, jednak to Pinacolada wygrała batalię. Dodatkowo fajnie nawilża i wygładza. Z chęcią przygarnęłabym duże opakowanie! :-)



Ta edycja pudełek została całkowicie wyprzedana. Zachęcam Was do przyjrzenia się marcowej zapowiedzi boxa, gdyż pudełka na kolejny miesiąc można już zamawiać. 
Lada chwila ruszy pierwsza wysyłka!
 Więcej informacji na ten temat znajdziecie na www.shinybox.pl i ich Funpage'u. Lada chwila ruszy pierwsza wysyłka. 




Czy pośród zawartości lutowej edycji znajduje się produkt, który skusił Was szczególnie?

środa, 4 marca 2015

BingoSpa: 100% naturalne błoto z Morza Martwego Redual+

Właściwości lecznice i kosmetyczne naturalnego błota z Morza Martwego są wszechstronne. Jego dobroczynne działanie znane jest kobietom od wielu lat. Jest bogate w 40 minerałów i pierwiastów m.in.: potas, wapń, magnez, jod, sód, żelazo, fluor, siarczany, bromki, chlorki. Pomaga w leczeniu alergii skórnych, trądziku, łuszczycy, stanów zapalnych, kontuzji mięśni i stawów, chorób reumatycznych, przyspiesza metabolizm. W tematyce kosmetycznej również znalazł swoje zastosowanie głównie w formie oczyszczających, pobudzających okładów i maseczek na skórę twarzy i ciała (zmniejsza cellulit i rozstępy!) oraz włosy.



BingoSpa: 
100% naturalne błoto z Morza Martwego Redual+ 





Opis Producenta:


 `Redual+` maseczka błotna do twarzy i ciała Bingo Spa to preparat na bazie Czarnego Błota z Morza Martwego o silnym działaniu odżywczym na skórę. Jest nadzwyczaj skuteczne w walce z problemem przetłuszczającej się skóry, niezastąpione w pielęgnacji cery tłustej i mieszanej oraz nieocenione w zwalczaniu trądziku i wykwitów skórnych wywołanych łojem zatykającym pory skóry.
 Redual+ ma dobroczynny wpływ na pory skóry – odtyka je, ściąga, dezynfekuje, pielęgnuje, oczyszcza, co może owocować zmniejszeniem wydzielania się łoju i zmniejszeniem ryzyka pojawienia się zmian trądzikowych.
 Tłusta, z rozszerzonymi porami cera, mająca skłonność do zanieczyszczeń i wągrów, dzięki błotnej maseczce jest wygładzona i oczyszczona
Maseczka błotna BingoSpa wspomaga leczenie: 
- trądziku młodzieńczego, najczęstszej choroby skóry, na którą choruje ok. 95% chłopców i ponad 80% dziewcząt w wieku dojrzewania, 
- wyprysków, 
- łojotoków, 
- łuszczycy, 
- atopowego zapalenia skóry. 




Okrągłe, plastikowe opakowanie mieści 150 g produktu. Maseczka posiada gęstą konsystencję i szarą barwę. 100% naturalne.






Wiele razy słyszałam o skuteczności pielęgnacji skóry błotem z Morza Martwego. Zależało mi na wypróbowaniu produktu w pełni naturalnego, bez dodatków zapachowych i konserwantów. Przeglądając dostępną w internecie ofertę tego typu specyfików, moją uwagę przykuł kosmetyk marki BingoSpa.

Opakowanie jest typowe dla produktów wyżej wspomnianej firmy. Okrągłe, z dużym otworem, plastikowe. Łatwo jest wydobyć pożądaną ilość kosmetyku, ale ciężko o utrzymanie słoiczka w nienagannym stanie. Wpływ wilgoci i wody sprawia, że umieszczona naklejka moknie, marszczy się, zdrapuje, wygląda nieestetycznie.

Po ściągnięciu pokrywki naszym oczom ukazuje się nie najlepiej prezentująca się szara, gęsta masa, o wątpliwej urodzie ziemistym zapachu. Przywykłam do tego, że niektóre preparaty nie wyglądają najlepiej, a potrafią działać cuda, dlatego nigdy mnie to nie odstrasza. Do pierwszej aplikacji przystałam ochoczo. Niestety, nie wiedziałam, że błota nie należy stosować na podrażnioną skórę (kilka dni z rzędu stosowałam Atrederm gdyż robię sobie zimą kuracje złuszczające). Piekło szalenie. Musiałam szybko zmyć zimną wodą nałożoną warstwę, bo czułam, że moja skóra płonie. Taki stan utrzymywał się jeszcze moment po usunięciu maseczki, cera była zaczerwieniona, ale koniec końców  doszła do siebie. Do następnego testu podeszłam po kilku dniach, oczywiście na ten czas odstawiłam retinoid aby dać skórze odpocząć. Mój drugi raz z błotem z Morza Martwego uważam za udany. Miałam spore oczekiwania i nie byłam zawiedziona. Od tamtej pory staram się nakładać błotko regularnie.

Maseczkę nakładam palcami w ilości takiej aby warstwa mogła swobodnie pokryć powierzchnię skóry. Nie trzeba nadmiaru. Tyle wystarczy. Produkt jest gęsty, nie spływa z twarzy. Zapach nie jest męczący, tym bardziej że seans z maseczką nie jest długi. Producent zaleca aby pierwsza aplikacja trwała 2-3 minuty, kolejne zaś można wydłużyć do 4-6. Docelowo maskę nakłada się na 6-12 minut o ile skóra dobrze na nią reaguje. 

Buzia po zmyciu maseczki jest nieco zaczerwieniona, dlatego jeżeli jesteście wrażliwe na tego typu dyskomfort, to miejcie w pogotowiu wodę termalną. Zabieg wykonuję podczas wieczornej kąpieli, aby skóra miała czas na odpoczynek w ciągu snu. Błoto wygładza skórę i niesamowicie ją oczyszcza, wspomaga likwidację wągrów na nosie, choć do tej pory nie mogłam ich niczym ruszyć! Podczas używania produktu zauważyłam mniejsze błyszczenie się skóry i poprawę jej ogólnego stanu. Wygląda na świeżą, zdrową, pory są zdecydowanie zmniejszone, niedoskonałości wygoiły się, a kolejne pojawiają się rzadziej. Dzięki użytkowaniu tej maseczki wreszcie udało mi się zapanować nad pojawiającymi się zaskórnikami zamkniętymi. Nie dość, że ich ilość wyraźnie się zmniejszyła, to kolejne nie pojawiają się jak często jak kiedyś. Niekiedy nakładam odrobinę błotka na pojedynczą zmianę, która dzięki niemu w ciągu nocy ładnie się zasusza i często samoistnie odpada. Tego się nie spodziewałam, byłam w szoku! Na koniec zabiegu, kiedy decydujemy się już usunąć produkt z twarzy, warto wykonać lekki masaż, zawarte w błocie maleńkie drobinki sprawią, że dodatkowo pobudzimy ukrwienie skóry i zadbamy o złuszczanie.

Błoto z Morza Martwego okazało się być moim hitem kosmetycznym. Cenię je za działanie i naturalny skład bez żadnych domieszek. Nie trzeba wielu aplikacji aby dostrzec różnicę przed i po. Produkt ten polecam osobom posiadającym cerę tłustą/ mieszaną/zanieczyszczoną. Sucharki niech po niego nie sięgają. To nie jest specyfik o delikatnym działaniu.


Dostępność: sklep BingoSpa, ich pojedyncze produkty widziałam też w Auchan i Tesco
Cena: ok. 23 zł / 150 g.




Stosujecie błoto z Morza Martwego?

niedziela, 1 marca 2015

Nowości w Drogeriach Natura #2

Przedstawiam Wam kilka nowości, które pojawiły się wraz z początkiem lutego na półkach Drogerii Natura. Podoba mi się ich częstotliwość wprowadzania nowinek kosmetycznych i obecność serii limitowanych. Chętnie sprawdzam co ciekawego dla nas przygotowano.



Nowości w Drogeriach Natura #2









SENSIQUE VELVET TOUCH Cienie do powiek

Sensique wprowadziło nową serię cieni Velvet Touch. Są to pojedyncze cienie, dostępne w 12 kolorach. Mają delikatną, jedwabistą konsystencję, nie osypują się, dobrze trzymają się powieki. Cena: 6,99 zł /2 g.

Moje cienie to:
biel: nr 101, jasny róż: nr 154






KOBO PROFESSIONAL Transparentny puder matujący

O nowych pudrach marki Kobo zrobiło się głośno już kilka tygodni temu. Obecnie występują w dwóch wersjach: transparentnej i brązującej. 
Cena 19,99 zł / 9 g.

Na zdjęciach widzicie tę nie nadającą koloru 

Transparentny puder mocno matujący. Dzięki zawartości skrobi kukurydzianej doskonale pochłania nadmiar sebum, a skrobia ryżowa i mączka owsiana zapewnia idealne matowienie, jedwabistość oraz ułatwia aplikację. Nie zmienia naturalnego odcienia cery. Dostępny odcień: 312 NEUTRAL






Mam też do pokazania 5 nowych lakierów do paznokci. Najbardziej podobają mi się te brokatowe. Serie ukazane poniżej to limitki dedykowana wiośnie 2015. Nie będą w stałej sprzedaży.


SENSIQUE NAIL ART 
Lakiery z brokatem, dzięki którym wyczarujesz fantazyjny manicure. 
Cena: 5,99 zł / 7 ml  (edycja limitowana - wiosna 2015)

MY SECRET CHALKY MATT NAIL POLISH 
Lakiery do paznokci z kredowo-matowym wykończeniem po wyschnięciu. 
Cena: 6,99 zł / 10 ml  (edycja limitowana - wiosna 2015)




My Secret Nail Art: 237 Pink Mist
Sensique Art... Nail Art: 198 Sweet Heart
Sensique Art... Nail Art: 201 Blue Holo Mist




Sensique Art Nails: 203 Sea Green
My Secret Chalky Matt: 240 Kredowy Matt PINK





Skusiłyście się na coś? :-)

niedziela, 22 lutego 2015

Shinybox: THE GIFT OF LOVE || luty 2015

Kurier z Shinyboxem zastukał do moich drzwi parę dni po Walentynkach. The Power of Love to edycja proponowana przez markę jako wyjątkowy prezent na dzień Zakochanych. Z resztą wystarczy spojrzeć na to urocze opakowanie, idealnie wpasowuje się w klimat. :-) Mogłoby się wydawać,, że wnętrze pudełka również będzie tematycznie nawiązywać do wspomnianego święta, jednak tak nie jest. A jak jest? Przekonacie się z dalszej części wpisu.




Shinybox, 
THE GIFT OF LOVE || luty 2015







Luty 2015 to pierwszy miesiąc w historii Shinyboxa, kiedy zdecydowano się na obdarowanie swoich klientek różnymi zawartościami pudełek. Owszem, zdarzało się już wcześniej, że serum czy maseczka występowały w różnych wersjach zapachowych, miały inne działanie, przeznaczone były dla innych typów skóry. Teraz różnice są bardziej odczuwalne, bo jedne z nas otrzymały najnowszą linię kosmetyków The Body Shop (Smoky Poppy: masło lub płyn do kąpieli) a inne musiały zadowolić się żelem pod prysznic marki... Fm Group. A to nie koniec takich niespodzianek. Tak wyglądała podpowiedź, którą umieszczono na Funpage'u SB:





W moim pudełku umieszczono niżej wymienione marki: FM Group, Creme Bar, Bania Agafi, Syis, Farmona, Yasumi, Biały Jeleń. Pośród nich znalazłam 4 pełnowymiarowe produkty, maseczkę z shakerem, miniaturę kremu pod oczy i dwie próbki w saszetkach.



1. BANIA AGAFI, Drożdżowa maska do włosów
produkt pełnowymiarowy, sugerowana cena: 13 zł / 300 ml





2. SYIS, Serum kolagenowe do paznokci
produkt pełnowymiarowy, sugerowana cena: 35 zł / 10 ml

3. Creme Bar, krem pod oczy
otrzymałyśmy produkt o pojemności 10 ml, sugerowana cena: 69 zł / 15 ml

4. BIAŁY JELEŃ, Mydło naturalne
produkt pełnowymiarowy, sugerowana cena: 6 zł / 85 g





4. YASUMI, Maska shekerowa z komórkami macierzystymi
produkt pełnowymiarowy, cena sugerowana: 20 zł / zestaw

5. FM Group, Żel pod prysznic
produkt pełnowymiarowy, sugerowana cena: 20 zł / 250 ml




6. FARMONA, Eksluzywne masło do ciała
dwie próbki w saszetkach






Drożdżowa maska do włosów Bania Agafii, to produkt, który najbardziej przykuł moją uwagę. Mimo, że mam niewielkie doświadczenie z rosyjskimi kosmetykami, to jak do tej pory wszystkie się u mnie sprawdziły dlatego z chęcią podeszłam do pierwszych testów. Na zdjęciu widzicie produkt który ma przyspieszyć wzrost włosów. Dopiero co zakończyliśmy remont mieszkania, więc serum kolagenowe również będzie przydatne, może akurat wspomoże regenerację mojej podniszczonej płytki paznokci. Cieszy mnie także możliwość wypróbowania nowej marki jaką jest Creme Bar (choć chyba wolałabym trafić na Dermikę gdyż używam z powodzeniem kremu pod oczy marki Sylveco i póki co nie szukam innego) i gadżetu w postaci shakera do maseczek. Nawet mydełko wylądowało już w łazience (wersja "Odżywianie: melissa i rozmaryn). Zawiedziona jestem jedynie z umieszczenia tutaj Fm Group. Nie lubię tej marki i źle mi się kojarzy. Dodatkowo przykro mi, że taki produkt stał się zamiennikiem dla kosmetyków The Body Shop.


Uważam że pomysł z kilkoma wersjami pudełek nie jest trafiony. Tak jak wiele dziewczyn poczułam niesmak, mam wrażenie ze zostałam gorzej potraktowana (również jako Ambasadorka, która nie będzie miała okazji przeczytać książki, która trafiła tylko do do rąk wybranych).
Mam nadzieję, że to jednorazowa akcja i że w  kolejnych miesiącach nie uświadczymy aż takiej rozbieżności kosmetycznej. Mimo wszystko wzięłam się już za testy i zapraszam Was do zaglądania na blog, bo jak zwykle będą pojawiać się recenzje. :-)




Ta edycja pudelek została całkowicie wyprzedana. Zachęcam Was do przyjrzenia się marcowej zapowiedzi boxa, gdyż pudełka na kolejny miesiąc można już zamawiać. Wielkimi krokami zbliża się Dzień kobiet, mam nadzieję, że Ekipa SB potraktuje nas wyjątkowo! :-) 
Więcej informacji na ten temat znajdziecie na www.shinybox.pl i ich Funpage'u




Podoba się Wam pomysł ekipy Shinyboxa na stworzenie kilku wersji pudełka?

środa, 18 lutego 2015

Kobo Professional: Make Up Fixer Spray (Utrwalacz do makijażu)

Nie miałam wcześniej okazji używać fixera, ten jest moim pierwszym. Byłam ciekawa jak taki produkt sprawdzi się podczas szczególnych uroczystości gdyż nie uważam aby jego przeznaczeniem było codziennie stosowanie.




Kobo Professional, 
Make Up Fixer Spray (Utrwalacz do makijażu) 






Opis Producenta:


Utrwala każdy rodzaj makijażu pokrywając go niewidzialną powłoką, która przedłuża trwałość oraz zabezpiecza przed niekorzystnymi czynnikami zewnętrznymi (upał, deszcz, pot, zanieczyszczenia). Zapewnia trwałość i wodoodporność
W celu utrwalenia makijażu rozpylić utrwalacz w niewielkich dawkach z odległości około 30-40cm przy zamkniętych oczach i ustach. 
Należy chronić oczy gdyż zawiera alkohol. 
Produkt łatwopalny.


Produkt znajduje się w sporej, aluminiowej butelce z dozownikiem. Zapach wyczuwalny, intensywny, alkoholowy. Pojemność: 150 ml.







Fixer z Kobo ma za zadanie utrwalić każdy rodzaj makijażu zapewniając mu trwałość i wodoodporność. Tak jak wspomniałam na początku - nie stosuję go na co dzień, z resztą uważam, że tego typu produkty są zarezerwowane tylko na większe okazje, duże wyjścia. Nie wiem jak skóra zachowałaby się podczas częstych aplikacji spray'u. Kosmetyk zawiera w składzie alkohol, więc pewnie doszłoby do podrażnienia i przesuszeń, może nawet do szybszego przetłuszczania się cery.

Po nałożeniu makijażu, spryskuję twarz fixerem. Wystarczy niewielka wartstwa. Mgiełka ma bardzo nieprzyjemny, mocno intensywny zapach, na szczęście ulatnia się i nie jest już później wyczuwalny. Spray nałożony na skórę nie nadaje jej dodatkowego koloru, nie bieli, nie sprawia, że podkład staje się ciemniejszy. Chwilę po aplikacji odczuwam lekkie ściągnięcie skóry, jednak i ono szybko przemija. Fixer ładnie utrwala makijaż (w moim przypadku mineralny), scala go. Jest odporny na pot, deszcz, płatki śniegu. Sprawia, że nałożona kolorówka dobrze trzyma się skóry, nie ściera się w ciągu dnia i uwaga - moja cera nie wymaga poprawek! Byłam zdziwiona jak dobrze wygląda mój make up po paru intensywnych godzinach. Zwykle w tym momencie wymagał poprawienia.
Dla mnie bardzo ważnym jest, że produkt ten nie zapycha i nie szkodzi mojej skórze.
Jestem ciekawa jak sprawdziłby się podczas upałów, testowałyście go w ciepłym okresie?

Powoli kończąc, muszę wspomnieć o wadach produktu. Pomijając okropny zapach i lekkie ściągnięcie skóry zaraz po aplikacji, to na miejscu Producenta zastanowiłabym się nad zmianą opakowania. Te jest nieporęczne i nie wiem czy w każdym egzemplarzu występuje taka sytuacja, ale w moim pompka ciężko chodzi, co uniemożliwia sprawną aplikację. Szkoda też, że nie jest to kosmetyk matujący.

Uważam, że warto przyjrzeć się temu produktowi. Jest wydajny, łatwo dostępny (o ile mamy pod nosem "Naturę"), cena moglaby być nieco niższa. Zawsze byłam ciekawa działania fixera z Kryolan'u, ale w zasadzie jestem póki co zadowolona z efektu działania Kobo, odkładam więc w czasie zakup tego pierwszego.



Dostępność: Drogerie Natura
Cena: ok. 24 zł / 150 ml




Używacie utrwalających makijaż fixerów? :-)

środa, 11 lutego 2015

Shinybox: Winter in the City - recenzja

Miło mi wziąć się za napisanie tej recenzji, bo jej pojawienie się oznacza, że lada moment trafią do nas kolejne pudełka, tym razem adresowane na miesiąc luty. Na Funpage'u Shinyboxa można zobaczyć jak będzie wyglądała oprawa graficzna boxa, muszę przyznać, że wygląda uroczo, a to wszystko za sprawą zbliżających się Walentynek. Nie wybiegając jednak w przyszłość, skupmy się na tym, co znalazło się w składzie styczniowej zawartości.


Shinybox: Winter in the City - recenzja




Wspominałam już wcześniej, że tym razem Shinybox uraczył nas trzema produktami pełnowymiarowymi i dwoma miniaturami. Znalazła się tutaj również próbka w saszetce. Marki kosmetyków to: Sylveco, Beautyface, Glazel, Vedara.


1. SYLVECO Oczyszczający peeling do twarzy
(produkt pełnowymiarowy) Sugerowana cena: 20 zł / 75 ml

Znam markę Sylveco, podoba mi się to, że Polska marka wprowadziła na rynek dobrej jakości kosmetyki o przyjemnych składach. Od dawna chciałam wypróbować jak działa korund, dzięki temu peelingowi miałam ku temu okazję. Drobinki ścierające zanurzone w tym produkcie są maleńkie, jednak trzeba przyznać, że mają ogromną moc ścierania. Są ostre, ale nie zauważyłam aby kaleczyły skórę. Po zastosowaniu możemy cieszyć się gładką i oczyszczoną cerą. Napiszę o nim więcej w osobnej notce gdyż uważam, że warto przyjrzeć się temu produktowi!


2. BEAUTYFACE Innowacyjne serum do twarzy
(produkt pełnowymiarowy) Sugerowana cena: 29 zł / 10 ml

Lubię opakowania z pipetką, ze względu na możliwość higienicznej aplikacji. Kosmetyk o którym mowa ma dość płynną, odrobinę żelową konsystencję i wg Producenta nadaje się do każdego typu skóry. Otrzymałam wersję dotleniającą. Już niewielka ilość wystarcza aby rozprowadzić serum na twarzy. Po aplikacji skóra nie lepi się, nie świeci, produkt szybko się wchłania. Niesamowicie wygładza skórę, wspomaga regenerację. Pomaga zmniejszyć wydzielanie sebum, nie zatyka porów. Muszę przyznać, że ten kosmetyk miło mnie zaskoczył.


3. GLAZEL Perełki rozświetlające skórę        
(Otrzymałyśmy opakowanie o gramaturze 10 g) Sugerowana cena: 45 zł / 17g

W plastikowym, okrągłym opakowaniu znalazłam 16 kuleczek w dwóch kolorach. Tych jaśniejszych jest zdecydowanie więcej. To produkt rozświetlający, niby można go stosować na całą twarz, ale ja, posiadaczka cery mieszanej/tłustej, zawsze decyduję się co najwyżej nakładać go na wybrane partie twarzy (łuk brwiowy, kości policzkowe, kąciki oczu). Perełki są miękkie, trzeba obchodzić się z nimi delikatnie. Efekt jaki uzyskuję nie jest nachalny, pigmentacja średnia, myślę, że dodaje skórze nieco wizualnej świeżości.
Nie mam zbyt dużego doświadczenia z tego typu kosmetykami, dlatego ciężko mi porównać ich jakość.


4. SYLVECO Szampon lub Balsam do włosów
(produkt pełnowymiarowy) Sugerowana cena: 28 zł / 300 ml

Zarówno z szamponem jak i balsamem do włosów tej marki miałam już wcześniej do czynienia. Trochę żałuję, że to one trafiły do pudełek a nie np. żel do mycia twarzy, ale cóż, może innym razem. :-) Do mojego pudełka włożono szampon pszeniczno-owsiany. Ma przyjemny zapach, jednak kiepsko się pieni i nie najlepiej się rozprowadza. O ile to pierwsze można mu wybaczyć gdyż produkt nie zawiera SLS, tylko delikatne środki myjące, to to drugie jest jednak trochę problematyczne. Skład ma przyjemny, prosty, naturalny. Moje włosy myje odpowiednio, polecam używać go wraz z jakąś odżywką, bo może plątać kosmyki.


5. VEDARA Balsam do ust z 24 karatowym złotem
(Otrzymałyśmy opakowanie o gramaturze 7 ml) Sugerowana cena: 24 zł / 14 ml

Balsam ma przyjemne dla oka opakowanie. Produkt jaki znajdziemy pod pokrywką ma ładny, żółtawy kolor i ciekawie pachnie. Dobrze rozprowadza się na ustach. Producent zapewnia, że każdy jego produkt, to unikalna mieszanka naturalnych olejów, ekstraktów roślinnych i witamin młodości. Znajdziemy tu m.in.: olejek migdałowy, kokosowy, wosk pszczeli, witaminę A, E, masło shea, jest też naturalny filtr UV. Pominięto parabeny, konserwanty, siarczany. Efekt jaki uzyskujemy to delikatnie nabłyszczenie ust (bez nadawania im koloru) i raczej krótkotrwałe wygładzenie. O dziwo kosmetyk ten słabo nawilża. Nie zauważyłam spektakularnego działania na moich ustach. Po takiej zawartości składników liczyłam na coś więcej.


Jak oceniacie edycję Winter in the City?

wtorek, 10 lutego 2015

Zimowy konkurs! Zgarnij zestaw kosmetyków! [ZAKOŃCZONY]

Jeżeli tak ja lubicie testować nowe kosmetyki, to pewnie z chęcią weźmiecie udział w kolejnym rozdaniu jakie dla Was przygotowałam. Do zgarnięcia jest zestaw widoczny na poniższym zdjęciu. Warunki uczestnictwa jak zwykle będą bardzo proste abyście bez przeszkód mogły przystąpić do zabawy.



Zimowy konkurs! Zgarnij zestaw kosmetyków!




NAGRODA

Do wygrania jest zestaw nowych kosmetyków, w skład którego wchodzą:

- 2 x La Roche Posay, płyn micelarny
- Balea, waniliowe masło do ciała
- Pharmaceris, Multikojący krem do twarzy, SPF 15
- Sensique, CC Cream do twarzy
- Timotei, szampon do włosów "Głęboki Brąz"
- Signal, Expert Protection, pasta do zębów


CZAS TRWANIA ZABAWY

10.02.2015 - 03.03.2015 r   


ABY WZIĄĆ UDZIAŁ W KONKURSIE NALEŻY

- Być publicznym obserwatorem mojego bloga 
- Dodać mój blog do swojego blogrolla
- Polubić profil mojego bloga my-love-cosmetics na Facebooku: klik!

  Dodatkowo aby zwiększyć swoje szanse można: 
- Udostępnić na swoim blogu/Facebooku grafikę konkursową znajdującą się powyżej  (jako baner boczny, notka, post itp.) (na Fb proszę udostępniać ten wpis: klik!
   



FORMULARZ ZGŁOSZENIOWY: 

Obserwuję blog jako: 
Mój adres mejl: 
Blogroll: (podaj link)
Lubię my-love-cosmetics jako:
 Udostępniłam to zdjęcie konkursowe : (napisz gdzie, podaj link) 




REGULAMIN 
  • Do wygrania jest zestaw kosmetyków widoczny na zdjęciu konkursowym.
  • Osoba zgłaszająca się do konkursu musi  pozostawić komentarz pod notką konkursową na moim blogu. 
  • Ogłoszenie wyników odbędzie się w ciągu 5 dni od daty zakończenia konkursu. 
  • Zwycięzca zostanie wybrany losowo poprzez generator liczb. 
  • Powiadomię Zwycięzcę mejlowo. Na odpowiedź zwrotną zawierającą dane do wysyłki ze strony Zwycięzcy czekam 5 dni. 
  • Wysyłam tylko na terenie Polski, za pośrednictwem Poczty Polskiej bądź Paczkomatów.
  • Wszelkie pytania proszę kierować na adres: 34onelove@gmail.com



EDIT. Komentarze zostały ukryte ze względu na ochronę Waszych danych szczególnie adresów mejlowych. Wszystkie są dostępne do wglądu, trzymam je na dysku.

ZWYCIĘZCA: Panna Migotka
Wysłałam mejla z podanie danych adresowych. Gratuluję! :-)

niedziela, 8 lutego 2015

Joanna: Oleje Świata, Olej z olejkiem migdałowym i balsamy do suchych miejsc

Seria "Oleje Świata" na stronie ich Producenta określana jest mianem hitu kosmetycznego. Przetestowałam wszystkie wersje balsamów w słoiczkach, a także jeden (z trzech dostępnych w ofercie marki) olejek do twarzy i ciała. O mojej opinii na ich temat przeczytacie poniżej.



Joanna
Oleje Świata, Olej z olejkiem migdałowym i balsamy do suchych miejsc




Pierwszą recenzję poświęcę tym niewielkim słoiczkom, w których mieszczą się balsamy. Producent poleca stosować je miejscowo, na wymagające powierzchnie jakimi są: usta, łokcie, paznokcie. Skład poszczególnych produktów nie jest naturalny i nie rzuca na kolana. Oparty na połączeniu mile widzianych półproduktów jakimi są masło shea, witamina E, wosk pszczeli, oliwa z oliwek miesza się z ciekłą parafiną, benzoesanem benzylu, BHT czy trójglicerydami.




W momencie zakupu otrzymujemy produkt zapakowany w kartonik, który zabezpiecza plastikowe, przezroczyste opakowanie balsamu. Widnieje na nim opis produktu i szczegółowy skład. Słoiczek o pojemności 10 gram, jest dość solidny, nie stłukł się podczas uderzenia o podłogę. Każdy z balsamów różni się składem, najkrótszy znajdziemy w wersji kokosowej, która z resztą według mojej oceny jest najlepsza.
Każda z przedstawionych propozycji różni się też kolorem, zapachem i odrobinę konsystencją, zaś wszystkie są jednakowo bezsmakowe.

Zadaniem balsamów jest ochrona, natłuszczenie i zabezpieczenie suchego naskórka. Przyszło mi testować je w porze zimowej, jednak łaskawej gdyż śnieg, który pojawia się od czasu do czasu szybko się topi, a minusowa temperatura nie spada poniżej kilku kresek poniżej zera. Balsamy rzeczywiście potrafią zabezpieczyć skórę ust, a to dlatego gdyż nie wchłaniają się i pozostają przez pewien czas na skórze. Wygładzają, ale krótkotrwale, w zasadzie tylko do czasu kiedy produkt nie zetrze się z powierzchni na której go zaaplikowałam. Obowiązuje konieczność kolejnych aplikacji. Nie jest to kosmetyk, który nawilży spragnioną skórę, gdyż nie potrafi zlikwidować suchych skórek. Produkt wydaje się być wszechstronny ponieważ można stosować go przy skórkach od paznokci, łokciach, kolanach, piętach. O ile sprawdza się podczas stosowania na usta (ładnie nabłyszcza) czy przy skórkach (paznokcie), to pozostałe z wymienionych przypadków stanowią problem. Balsam jest śliski, tłustawy, nie wchłania się, może zabrudzić ubranie.


Dostępność: drogerie, internet
Cena: ok. 6 zł / 10 g




Druga ocena dotyczyć będzie olejku do twarzy i ciała z olejem migdałowym. Podobnie jak w przypadku balsamów, w ofercie Producenta występują jeszcze dwie wersje tego kosmetyku: arganowa i macadamia.





Olejek znajduje się w miękkiej buteleczce o pojemności 100 ml, jest perfumowany, jego zapach nie do końca mi odpowiada. Jeżeli chodzi o konsystencję to jest bardzo leista, niczym woda. Wchłania się lepiej niż typowe olejki, mogę nawet powiedzieć, że szybko, jednak pozostawia bardzo delikatną otoczkę na skórze. Nie jest ona tłusta, ale wyczuwalna. Poniższy kosmetyk ma krótki skład, ale również nie w 100% naturalny. Producent zapewnia, że stosowanie tego specyfiku pozwoli utrzymać naszą skórę w doskonałej kondycji. Spróbowałam także nałożyć go na włosy i jako produkt do masażu. Jak wrażenia?

Od razu napiszę, że nie odważyłam się nałożyć go na cerę. Jest wymagająca i bardzo uwrażliwiona na nadmiar niepotrzebnych, podrażniających czy szkodzących składników. Jestem wręcz pewna, że zareagowałaby źle. Olejek dobrze sprawdza się przy pielęgnacji skóry nóg, rąk czy dłoni. Zastosowany po depilacji nie podrażnia, nie powoduje szczypania. Daje uczucie wygładzenia i nawilżenia. Moje włosy nie polubiły się z nim, lepiej zachowują się po dobrej odżywce. Do masażu zwykle stosuję naturalny olej sojowy (polecam), ten z Joanny też w zasadzie zdaje egzamin. Podobnie jak balsamy w słoiczkach, ten olejek również cechuje niska cena, i poprawna (choć słabsza niż we wspomnianym poprzedniku) wydajność.
Olejek nie oczarował mnie swoim działaniem, ale koniec końców sprawdził się całkiem nieźle.


Dostępność: drogerie, internet
Cena: ok. 10 zł / 100 ml





A jak Wy oceniacie serię Oleje Świata? :-)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...