niedziela, 18 marca 2012

Moje zakupy w Oriflame

Kilka dni temu poczyniłam niewielkie zakupy w Oriflame. Korzystając z tego, że moja siostra od niedawna jest Konsultantką, mogłam skorzystać z 30% rabatu na kosmetyki. W jednym z kolejnych postów planuję pokazać Wam co ciekawsze cenowo oferty, które znajdą się w najnowszym katalogu. ;-)


Katalog 04 jeszcze obowiązuje, a 05 wchodzi od 26 marca.




To co znalazło się w moim zamówieniu to:

  • Balsam do ust Oriflame Beauty Spa Teraphy, 1.6g (cena katalogowa: 8,90 zł)
  • Pomadka Oriflame Beauty Power Shine,  Peach Nectar , 1.6g (dla siostry) (cena katalogowa: 14,90 zł)
  • Perfumowany krem do ciała Elvie, 250 ml (cena katalogowa: 16,90 zł )
  • Perfumowany krem do ciała Embrance Her, 250 ml  (cena katalogowa: 16,90 zł ) 
  • Krem do rąk i paznokci z odżywczą oliwką i bambusem 75 ml (dla siostry) (cena katalogowa: 5,90 zł)



    Poniżej wstępny opis i zdjęcia kosmetyków.


    Kremy z bliska. Jeden już otworzyłam, byłam bardzo ciekawa tego zapachu. :-) Nie wiem czy perfumy Elvie są nadal w sprzedaży katalogowej, ale pamiętam, że kiedyś, dawno temu, bardzo mi się podobały. Krem nie pachnie mocno intensywnie, ale uważam to za plus. Ma zbitą konsystencję, ale nie jest też tępa. Łatwo rozprowadza się na skórze i szybko wchłania. Nakremowałam sobie nim dłonie przed spaniem i rano nadal były miłe w dotyku, skóra była przyjemnie delikatna, aż się zdziwiłam, nie spodziewałam się takiego efektu!




    Drugim kosmetykiem jaki Wam pokażę jest krem do rąk z bambusem. Nie używałam go, więc jestem w stanie ocenić tylko wygląd, opakowanie i zapach. Kosmetyk (75 ml) znajduje się w miękkiej, typowej dla tego typu kosmetyków tubce. Jest koloru białego i delikatnie pachnie. Jest tani, ale o wrażeniach może w przyszłości opowie na moim blogu siostra, która zdecydowała się go wypróbować. :-)




    Kolejną pozycją jest  balsam do ust. W katalogu opisywany jako "300% nawilżenia" - brzmi świetnie, postanowiłam go wypróbować na sobie. Walczę obecnie z przesuszonymi ustami, kto wie, może ten balsam się sprawdzi. Ma bardzo przyjemny zapach i lekko nabłyszcza usta, pozostawia taki lekki, nienachalny połysk. Jeżeli wydamy w tym katalogu 69,00 na dowolne kosmetyki, to balsam możemy kupić w cenie 8,90zł (przeceniony z 22,90 zł).




    No i ostatni kosmetyk, również balsam do ust tym razem power shine. Odcień wybrany przez moją siostrę to Peach Nectar. Podobnie jak krem do rąk, pomadka nie była jeszcze używana, pokażę tylko zdjęcie. Kosmetyk delikatnie pachnie, zawiera połyskujące drobinki, jednak nie wiem jeszcze jak prezentują się na ustach. Pomadka jest wykręcana, ma ciekawy kolor. Poniższe zdjęcie przedstawia odcień o którym mowa (zaznaczony strzałką), a także kilka innych.





    Na dzisiaj tyle. Jest tak piękna pogoda, że aż szkoda siedzieć przed komputerem. :-) Rano po obejrzeniu  ostatniego już w tym sezonie konkursu PŚ w skokach narciarskich, wybrałam się na rowerową wycieczkę do lasu, a teraz planuję wypad na miasto ze znajomymi. A Wy jak spędzacie czas w ten słoneczny weekend? :-)

    WIOSNA! Tego mi było trzeba! :-) 



    Używacie kosmetyków Oriflame? Co ostatnio wpadło w Wasze ręce? Jak wrażenia? :-)

    czwartek, 15 marca 2012

    Golden Rose: Fashion Color (lakier do paznokci) nr 61

    Dzisiaj lakier do paznokci, który już kiedyś pokazywałam Wam w poście zakupowym. Lakier jest marki Golden Rose, pochodzi z kolekcji Fashion Color, a jego numerek to 61.



    Golden Rose 61

    Jasny brąz, właściwie taki nieco rozbielony. Bardzo spodobał mi się w opakowaniu więc kupiłam. Jakość lakierów z tej serii jest bardzo dobra (mam również czerwień, którą pokażę innym razem), a kosztują niewiele (kupiłam w promocji, bodajże za 3,50 zł). Lakier ten charakteryzuje się bardzo dobrym kryciem, na zdjęciu widać jedną/dwie warstwy (drugi raz [jeszcze na mokro] pomalowałam tylko tam gdzie widać było prześwit). Lakier nie smuży, pozostawia piękną taflę i za to duży plus. Szybko wysycha i łatwo się zmywa. Trwałość jest zadowalająca. Każda buteleczka zawiera 5,5 ml kosmetyku.




    Przepraszam za wszelkie niedociągnięcia, no i nierówne paznokcie. ;-)







    Co sądzicie o tym odcieniu? Daje radę? :P
    Używacie lakierów z  Golden Rose? Jak się sprawują?

    środa, 14 marca 2012

    Oeparol Balance: balsam do ciała i krem do rąk z olejem z nasion wiesiołka

    Marka Oeparol do niedawna była mi znana właściwie tylko ze słyszenia. Kojarzyłam, że w serii ich kosmetyków jest jakaś ochronna pomadka i tyle. Teraz po zapoznaniu się z historią marki, a także z dwoma produktami, które mam okazję testować już przeszło 3 tygodnie, mogę powiedzieć nieco więcej. :-)


    Zacznijmy od teorii. :-)

    (zdjęcie pochodzi ze strony: http://www.bank-zdjec.com/foto4/12468_b.jpg)


    Oenhera paradoxa (łacińska nazwa wiesołka dziwnego) to roślina, która jest swoistym fenomenem w świecie natury.

    Wiesiołek pochodzi z Ameryki Północnej i obejmuje ponad 140 gatunków. Do Europy został wprowadzony w 1619 roku. Kariera wiesiołka dziwnego w Polsce zaczęła się w latach 90 - tych, wraz z pojawieniem się preparatu Oeparol w kapsułkach. Do dziś preparat ten cieszy się niesłabnącym powodzeniem i
    jest stosowany w wielu obszarach terapeutycznych.

    Olej z nasion wiesiołka zawiera niezwykłe cenne dla naszego organizmu Omega-6. Ludzki organizm nie ma zdolności samodzielnego wytworzenia ich w wystarczającej ilości, tak ważna jest suplementacja. Kasy Omega-6 przywracają równowagę biologiczną organizmu, wspomagają funkcjonowanie układu sercowo-naczyniowego i wywierają korzystny wpływ na gospodarkę cholesterolu. Ponadto, mają dobroczynny wpływ na skórę.


    Uwielbiam wszelkiego rodzaju oleje, świetnie kiedy pojawiają się w kosmetykach, mają bogate działanie, które świetnie służy skórze. Olej z wiesiołka jest mi znany, już wcześniej stosowałam kapsułki z tymże składnikiem w celu nawilżenia skóry od środka.
    (źródło: www.oeparol.pl)


    Przejdźmy do recenzji. Do testów otrzymałam balsam do ciała, a także krem do rąk. Kosmetyki przedstawiają się tak:



    OEPAROL BALANCE, Balsam do ciała z olejek z nasion wiesiołka
                                               
                                                Obietnice producenta:



    Odpowiednio nawilża i delikatnie natłuszcza skórę ciała. Wpływa na jej wygładzanieuelastycznienie oraz regeneracji naskórka. Tworzy na skórze filtr ochronny, zapobiega zmianom alergicznym, pozostawia wrażenie świeżości.













    Balsam (dermokosmetyk) znajduje się w dużej tubie o charakterystycznych dla marki barwach. Kolor produktu - biały, konsystencja - lekka, ale zwarta, łatwo się rozsmarowuje, szybko wchłania. Pojemność kosmetyku to 200 ml.


    Balsam naprawdę ładnie pachnie, a zapach na skórze utrzymuje się jeszcze trochę po aplikacji. Ma delikatną i przyjemną konsystencję, która ułatwia rozsmarowywanie kosmetyku na skórze. Szybko się wchłania, pozostawiając lekki, mało wyczuwalny film. Skóra po nałożeniu balsamu nie jest lepka - za co ogromny plus. Skóra staje się wyczuwalnie gładka i miękka. I teraz to co najlepsze... Nawilżenie. :-) BALSAM REWELACYJNIE NAWILŻA MOJĄ SKÓRĘ! :-) Żałuję, że nie miałam okazji go wcześniej używać. Sezon grzewczy sprawił, że moja skóra była trochę wysuszona, balsamy drogeryjne których ostatnio używałam - pomagały, ale efekt nie był tak długotrwały jak w przypadku balsamu z Oeparol.
    Kosmetyk jest wydajny, używam go tylko wieczorami po kąpieli. Mogę Wam go z czystym sumieniem polecić. :-)

    Dostępność: apteki stacjonarne i internetowe, sklepy zielarskie itd.
    Cena: ok 12-15 zł / 200 ml






    OEPAROL BALANCE, krem do rąk z olejem z nasion wiesiołka




    Obietnice producenta:




    Przeznaczony do codziennej pielęgnacji rąk. Doskonale nawilża skórę dłoni, wygładza i łagodzi podrażnienia. Zapobiega wysuszaniu naskórka i sprawia, że skóra dłoni jest elastyczna i miękka.











    Podobnie jak w przypadku balsamu, krem (dermokosmetyk) znajduje się w wygodnej, miękkiej tubce. Kolor kosmetyku - biały, konsystencja lekka, szybko się wchłania. Zapach - specyficzny. Opakowanie zawiera 75 ml kremu.


    Zapach kremu z pewnością będzie miał swoje zwolenniczki i przeciwniczki. Początkowo mi się nie spodobał, ale w miarę upływu testowania się przyzwyczaiłam. Kojarzy mi się z pachnącą łąką, ale nie potrafię dokładnie określić tego zapachu, może tak właśnie pachnie wiesiołek? :-) Krem ma taką jak lubię - lekką, ale nie lejącą się konsystencję, jest zwarta. Krem łatwo rozprowadza się na skórze i szybko wchłania. Podobnie jak w przypadku balsamu, pozostawia lekki, mało wyczuwalny film, ale ręce nie są lepkie. Dłonie po użyciu kremu są miękkie i wygładzone. Świetnie nawilża po kąpieli, skóra przestaje być ściągnięta. 
    Skóra moich dłoni nie jest wymagająca, i długo w ogóle nie sięgałam po tego typu kosmetyki (a jak już to raz na dzień - po kąpieli). Obecnie używam ich coraz częściej. Sądzę, że jeżeli tylko zapach kremu przypadnie Wam do gustu to będziecie z niego zadowolone, bo działanie jest jak najbardziej na plus.



    Dostępność: apteki stacjonarne i internetowe, sklepy zielarskie itd.
    Cena: ok. 8-10 zł / 75 ml



    Oba kosmetyki przypadły mi do gustu, myślę, że to jedne z lepiej nawilżających produktów pielęgnacyjnych jakie używałam do tej pory. Ich cena nie jest wygórowana, więc sądzę że warto wypróbować.


    Tutaj pełny spis kosmetyków z serii Balance: klik!




    Dziękuję Zespołowi Flywheel PR za przesłanie kosmetyku do testów, fakt iż otrzymałam ten produkt za darmo nie wpłynął na jego ocenę.



    Z produktów w tej serii zainteresowały mnie także pomadka ochronna do ust z filtrami UVA/UVB, SPF 20 i krem regenerujący pod oczy - używałyście ich? Jakie jest Wasze zdanie na ich temat? Znacie markę Oeparol? 

    poniedziałek, 12 marca 2012

    SLEEK: moja kolekcja paletek - Oh So Special, Original, Bad Girl, Chaos

    W zeszłym roku, zaraz po wakacjach i mnie ogarnęła SLEEKomania, pokazywałam Wam wtedy na blogu dwie paletki, które kupiłam w jednym ze sklepów internetowych (mój post tutaj: klik!), zdecydowałam się wtedy na Oh So Special i Original. Niedawno kolekcję tę powiększyły kolejne dwie paletki, które nabyłam na drodze wymiany: Bad Girl i Chaos.
    Nie będę się za bardzo rozpisywać, bo paletek Sleeka na blogach jest od groma. Chciałabym pokrótce opisać każdą paletkę, a także pokaże Wam swatche. :-)


    SLEEK: moja kolekcja paletek - 
    Oh So Special, Original, Bad Girl, Chaos



    Podobieństwa: Wszystkie paletki zamknięte są w czarne opakowanie, zawierające lusterko i podwójny aplikator. W każdej paletce znajdziemy 12 cieni, każdy o wadze 1,1 g. Cienie Sleeka słyną z bardzo dobrej pigmentacji i trwałości, są wygodne w nałożeniu i rozcieraniu.


    OH SO SPECIAL


    SWATCH: cienie nałożone palcem, na sucho, bez bazy, jedna warstwa.



    To moja ulubiona Sleekowa paletka, obecnie nie wygląda tak dobrze jak od razu po zakupie (z powodu zużycia) więc wklejam zdjęcie z września. :-) Znajdziemy tu odcienie perłowe i matowe. Jak widać po lewej stronie opakowania są usytuowane jaśniejsze odcienie - kremowy, jasne różne, jasne fiolety, rozbielony brąz. Im bardziej w prawo kolory są ciemniejsze - nasycone brązy, grafit, ciemne fiolety i czerń. Cienie mają bardzo dobre krycie i świetnie pokrywają skórę powiek.




    THE ORIGINAL


    SWATCH: cienie nałożone palcem, na sucho, bez bazy, jedna warstwa.




    To paletka, którą kupiłam razem z Oh So Special dlatego zdjęcie wklejam również z września. :-) Tutaj matowa jest jedynie czerń, poza nią wszystkie odcienie są perłowe. Cienie, choć może nie widać tego na moim swachu są mocno napigmentowane i świetnie się rozcierają na powiece. Poza wspomnianą czernią znajdziemy tutaj perłową żółć, fiolet, dwa odcienie róży (oba koloory pojawiają się także w palecie Oh So Special - bardzo je lubię :-) ), dwa odcienie miedziane, grafitowy granat, niebieskości i zielenie.


    BAD GIRL


    SWATCH: cienie nałożone palcem, na sucho, bez bazy, jedna warstwa.


    Świetna paletka, która kryje zarówno odcienie jasne jak i ciemne. Przeważają cienie perłowe, jeśli chodzi o mat znajdziemy tu jedynie 4 egzemplarze (czerń, ciemny fiolet, ciemny granat, ciemny grafit). Pośród perłowych odcieni są: biel, jasny rozbielony róż, dwie szarości, morska zieleń, dwa granaty, fiolet. Odcienie są mocno napigmentowe i podobnie jak w przypadku wcześniejszych palet - bardzo dobrze kryją powiekę. 
    Boję się używać tych ciemnych kolorów, aż takiej wprawy w makijażu oka nie mam, 
    ale cały czas się uczę. ;-) Pierwsze cztery cienie są piękne, uwielbiam je. :-)


    CHAOS


                  SWATCH: cienie nałożone palcem, na sucho, bez bazy, jedna warstwa.




    Na swatchu nie widać odcienia białego, miałam problem z jego nałożeniem bez bazy, właściwie jest niewidoczny na obrazku (każdy cień w tej notce, aby pokazać jego pigmentację został nałożony w postaci jednej warstwy). Paletka póki co podoba mi się najmniej, ale może wiosną się to zmieni. Kolory są żywsze niż w przypadku pozostałych. Wszystkie 12 odcieni jest matowych. Poza wspomnianą bielą znajdziemy tu: dwa odcienie burgundowe, słoneczną żółć, rozbielony brąz, a także inny w cieplejszym odcieniu, jest też pomarańcz, niebieski, dwa odcienie zieleni, granat i czerń.




    Paletki opisałam w kolejności najbardziej przeze mnie lubianych. :-) Wygrywa Oh So Special, ale uważam, że każda paletka zasługuje na uwagę, bo kryje ciekawe odcienie. Niektóre kolory się pokrywają, np. każdy z powyższych egzemplarzy został wyposażony w czerń. 
    Do Sleekowego spełnienia (jak to w ogóle brzmi :D) brakuje mi jeszcze: STORM i AU NEUTRAL. Odcienie w tych paletkach bardzo mi się podobają. :-)


    Dostępność: Palety dostępne są w internecie: na Allegro, a także w przeróżnych sklepach internetowych. 
    Cena: Ceny są różne, warto poszukać najciekawszej oferty, gdyż pojawiają się w przedziale: 23-35 zł za sztukę. :-)


    A jak to jest u Was Dziewczyny ze Sleekiem? Lubicie ich cienie czy uważacie je za przereklamowane? Która paletka wg Was zasługuje na największe uznanie? Które posiadacie w swojej kolekcji? :-) 

    sobota, 10 marca 2012

    Wygrane cienie w rozdaniu u Chochlika. :-)

    Dzisiaj krótki post. Pokażę Wam cienie, które zdobyłam w rozdaniu u Chochlika, zapraszam Was na jej bloga: klik! Chochliku, jeszcze raz bardzo dziękuję! :-)

    W paczuszce znalazłam dwa cienie i eyeliner z Elfa, który pokażę w innym poście, chcę zrobić porównanie w którym będzie uczestniczył właśnie on, i eyeliner z Wibo - więc cierpliwości. ;-)





    Cienie które widzicie na zdjęciach to:
    • Hean, Art Metalic, 258 VIOLET
    • E.l.f. Duo Eyeshadow, Black Licorice
    To moje pierwsze cienie tych marek, jestem bardzo pozytywnie zaskoczona, prezentują się świetnie i już jestem ciekawa jak będą wyglądać na powiekach!
    Oba cienie są bardzo napigmentowane i świetnie się rozcierają na skórze. Kolor na zdjęciach został uzyskany poprzez nałożenie palcem, na sucho, jednej warstwy cienia, bez użycia bazy! 
    Oba cienie mają miękką konsystencję, są jakby jedwabiste.
    Cienie z obu kolekcji kosztują w granicy do 10 zł.


    HEAN ART:




    E.L.F DUO EYESHADOW:





    Jak podobają się Wam te odcienie? W ostatnim czasie polowałam na coś w szarości i cień z ELF-a spadł mi chyba z nieba. :-) A fiolet jest piękny i zaraz biorę się za przeglądanie palety kolorów obu kolekcji, może znajdę coś, co jeszcze wpadnie mi w oko. :-)

    czwartek, 8 marca 2012

    Isana: Masło do ciała orzech włoski i mleko

    Wszyscy mają masło Isana, mam i ja! Początkowo nigdzie nie mogłam go dostać, w moim Rossmannie widywałam w miejscu tego kosmetyku non stop pustą półkę, ale w końcu - udało się! :-) Jeden dla mnie, drugi dla siostry. Przeczytałam mnóstwo zachwytów pod adresem tego produktu, więc na jego zakup bardzo się nakręciłam, podobnie jak wiele z Was.
    Mam je od wczoraj w domu, ale jeszcze nie otworzyłam, dlatego też nie pokażę zdjęć dotyczących konsystencji, nie będzie wstępnych opisów. Muszę dokończyć nadpoczęte balsamy dlatego masełko musi zaczekać na swoją kolej, szkoda, bo bardzo mnie kusi - ciekawa jestem zapachu i tego jak się wchłania, jak nawilża - czy rzeczywiście jest takie idealne?






    Skład i opis mieszczący się na opakowaniu:






    Masło pochodzi z edycji limitowanej i podobno świetnie nawilża skórę. Opakowanie zawiera 200 ml produktu i kosztuje tylko 4,49 zł.
    Obok wspomnianych zachwytów na forach kosmetycznych, ostatnio czytam coraz częściej mniej pochlebne opinie. Podobnie zresztą jak w przypadku limitki peelingu waniliowego tej samej marki. Pamiętacie? Najpierw wielki szał, a potem pojawiało się coraz to więcej rozczarowań.




    A jak jest w przypadku tego masła? Udało Wam się je zdobyć? Jak oceniacie zapach i jego działanie? :-)

    I przy okazji...

    Wszystkiego najlepszego z okazji dnia Kobiet! :-)

    środa, 7 marca 2012

    Synesis: Śmietanka różana do demakijażu

    Nie będę ukrywać, że mam już swoje ulubione kosmetyki do demakijażu. Zwykle wybieram micele - te w płynie i w żelu. Mleczka nigdy mi nie służyły, są dla mnie zbyt gęste, zostawiają tłustą powłokę na skórze. Jako, że czysta buzia to wymóg konieczny, a zanim położymy się spać musimy dobrze zmyć makijaż, pokusiłam się o sprawdzenie jak działa Śmietanka marki Synesis. :-)




    Obietnice producenta:

    Specjalistyczna Śmietanka do demakijażu gwarantuje czystą skórę dzięki połączeniu składników działających synergicznie. Efektem jest bardzo dokładnie oczyszczona twarz, przygotowana do dalszych zabiegów.
    Śmietanka różana do demakijażu twarzy z organicznym olejkiem z róży damasceńskiej, pochodzącej z synezyjnej uprawy w Isparcie, to niezwykle luksusowa pielęgnacja każdego dnia!


    Śmietankę otrzymujemy pięknie zapakowaną w ozdobną torebkę. Do kosmetyku jest dołączony rulonik, w którym po otworzeniu przeczytamy dokładne informacje na temat kosmetyku. Opakowanie śmietanki to biała, prawie nieprzeźroczysta (widać ubytek) buteleczka zawierająca 250 ml produktu. Kosmetyk ma zapach różany, konsystencja kremowa, lekka.



    Moja skóra po użyciu czystych hydrolatów różanych staje się podrażniona i zaczerwieniona, nie mam jednak z tym problemu jeżeli składnik ten nie występuje w kosmetyku solo. Tak też jest w tym przypadku.
    Śmietanka pięknie pachnie różami, ma delikatną, kremową, ale nie lejącą konsystencję. Dozownik jest bardzo dobrym rozwiązaniem, dzięki niemu jednorazowe nabranie kosmetyku nie sprawia problemu.
    Śmietanka dobrze daje sobie radę z makijażem oczu - eyelinerami, cieniami, tuszem. Robię to w ten sposób, że nabieram na płatek kosmetyczny potrzebną ilość śmietanki i przykładam do oczu - chwilę przytrzymuję aby makijaż mógł się nieco rozpuścić, później wystarczy kilka razy przetrzeć oko, aby pozbyć się w zupełności nałożonej kolorówki. Produkt bardzo dobrze rozprowadza się na skórze.
    Jeśli chodzi o zmywanie twarzy - jestem przezorna a moja cera kapryśna, nie próbowałam używać śmietanki codziennie z racji tego, że ma w składzie glicerynę (na 5 miejscu). Kosmetyk dobrze zmywa makijaż mineralny, skóra jest miękka, gładka, miła w dotyku i co najważniejsze oczyszczona. Po użyciu śmietanki nie zauważyłam pogorszenia stanu twarzy a także wysypu zaskórników.

    Jestem zadowolona z tego kosmetyku, piękny zapach róż koi zmysły (to kosmetyk z serii HOME SPA!), a działanie oczyszczające jest naprawdę na wysokim poziomie.
    Dodatkowo - to miłe, że zakupiony kosmetyk otrzymujemy tak pięknie zapakowany, wszystko to w połączeniu bardzo cieszy oko i umila dalsze użytkowanie. :-)

    Dużym atutem kosmetyków Synesis jest to, że NIE SĄ testowane na zwierzętach!







    Dostępność: Niestety jest dość kiepska, butik Synesis znajdziemy tylko w Warszawie, pozostałym klientkom pozostaje zakup produktów poprzez stronę sklepu: http://www.synesis.pl/

    Cena: 49 zł / 250 ml
    (do wyboru jest także śmietanka w wersji cytrynowej, w tej samej cenie)
    na stronie sklepu obowiązuje fajna promocja, w dzień swoich imienin Klient możne otrzymać
    25 % żniżki! :-)


    Dziękuję Pani Joannie za przesłanie kosmetyku do testów, fakt iż otrzymałam ten produkt za darmo nie wpłynął na jego ocenę.


    Znacie śmietankę marki Synesis? A może inne produkty tej marki są wg Was godne polecenia? :-) Czego używacie najchętniej do zmywania makijażu?

    wtorek, 6 marca 2012

    Biochemia Urody: Czysty Żel hialuronowy 1%

    Kwas hialuronowy to produkt, którego  używam od dawna, a nie wiedzieć czemu jeszcze nigdy nie został w pełni zrecenzowany na moim blogu. Czas to zmienić. :-) Zainteresowanych zapraszam do lektury. :-)


    Trochę informacji z BU:

    Kwas hialuronowy o dużej masie cząsteczkowej to składnik występujący naturalnie w naszym organizmie, znajdziemy go w dużej ilości w skórze, głównie głębszych jej warstwach zwanych skórą właściwą, gdzie w połączeniu z włóknami kolagenu i elastyny tworzy system podporowy skóry, jednocześnie dbając o odpowiednie nawodnienie macierzy międzykomórkowej skóry. Wypełniając przestrzenie międzykomórkowe, kwas hialuronowy tworzy odpowiednie środowisko dla reakcji zachodzących w skórze oraz posiada niesamowite zdolności wiązania wody i stanowi wodny rezerwuar nawilżający skórę od wewnątrz. Kwas hialuronowy można porównać do 'napęczniałej od wody gąbki', która wypełnia strukturę skóry, nadając jej jędrność i gładkość. Ilość i wielkość cząsteczkowa kwasu hialuronowego maleje wraz z wiekiem, co stanowi jedną z przyczyn spadku nawilżenia i jędrności skóry.




    (powyższe zdjęcie pochodzi z grafiki google)





    Opis ze strony BU:

    Naturalny, beztłuszczowy żel nawilżający szwajcarskiej jakości dla każdego typu skóry oparty wyłącznie na 100% czystym kwasie hialuronowym wielkocząsteczkowym (HMW) - składniku o silnym działaniu nawilżającym, łagodzącym, gojącym, stymulującym regenerację i formowanie się nowych komórek skóry.


    Kwas hialuronowy dostępny na Biochemii Urody zapakowany jest w białą nieprzeźroczystą, stojącą buteleczkę, która posiada dozownik ułatwiający aplikację.  Pojemność kosmetyku: 100 ml. Produkt to przeźroczysty, dość gęsty żel. Bezzapachowy.
    (kwas hialuronowy istnieje także w postaci proszku, do kupienia np. na Mazidłach)


    Kwas hialuronowy, czy jak nazwany w tym wypadku - żel, to kosmetyk bardzo wszechstronny. Ja swoją przygodę z nim rozpoczęłam w momencie kiedy postanowiłam przejść w pewnym stopniu na mineralną kolorówkę. Z racji mojej kapryśnej cery (skłonnej do zapychania) szukałam czegoś co będzie dobrą bazą pod podkład i jednocześnie będzie nawilżało moją skórę - oczywiście nie zapychając jej. Zadanie to do dzisiaj wykonuje znakomicie HA. :-)

    Żel rozsmarowany na skórze szybko się wchłania. Należy nałożyć dość cienką warstwę, bo w przeciwnym razie może się rolować - on sam, albo nałożone na niego kosmetyki. Jest wydajny, gdyż niewielka ilość wystarczy do pokrycia całej cery. Żel można mieszać z naturalnymi olejkami czy np. hydrolatami, ale także kremami, szamponami, balsamami - w ten sposób dostarczamy skórze i włosom więcej składników odżywczych i wspomagamy ich penetrację wgłąb. Początkowo (przyznam na siłę) mieszałam HA z olejkami, chciałam dobrze, a zwykle wychodziło źle (zapchanie), bo w przypadku mojej cery - im mniej tym lepiej, oleje w moim przypadku - tak owszem są świetne - ale nie codziennie. Od dłuższego czasu żel hialuronowy nakładam solo, na mokrą cerę (zwykle przetartą hydrolatem czy wodą termalną). Produkt ten sprawdza się niesamowicie. Makijaż na żelu trzyma się świetnie, skóra nie jest przeciążona zbędną chemią której niestety mnóstwo znajduje się w kremach dostępnych w drogeriach. Skóra jest nawilżona i uspokojona, wygładzona, a także super miękka. Kwas choć nazywa się kwasem nie podrażnia skóry, nie wysusza jej, a także nie jest potrzebna w jego przypadku rygorystyczna ochrona przeciwsłoneczna gdyż nie złuszcza naskórka. 
    Od wielu lat szukam idealnego kremu dla mojej cery, dotychczas takiego nie znalazłam. W zasadzie chyba zaprzestanę tych poszukiwań, bo od dawna mam pod ręką produkt który spełnia moje oczekiwania.





    Opierając się na wiadomościach dostępnych w internecie przybliżę Wam, na czym polega owa wszechstronność tego produktu, o której wspomniałam na początku.


    Żel hialuronowy poza świetnym nawilżaniem cery i trzymaniem w ryzach mojego makijażu, dobrze sprawdza się również jako: 

    • dodatek do szamponów, odżywek, masek do włosów, lub solo na końcówki (nawilża włosy, stają się gładkie, zregenerowane i pełne blasku),
    • jako dodatek do kremów, serum, balsamów (wspomaga penetrację w głąb skóry składników, nawilża, napina skórę),
    • łagodny i kojący żel, który wspomaga regenerację naskórka - możemy nałożyć go nawet na podrażnioną skórę w wyniku: ukąszeń, oparzeń słonecznych, obtarć, peelingów itd.,
    • jako preparat napinający skórę (dobry pod makijaż) poprawia kontur twarzy (usta, owal), a także modeluje sylwetkę,
    • nałożony na skórę po wchłonięciu retinoidów, działa jako promotor zwiększający przyswajanie składników aktywnych przez skórę,
    • pomoc do rozrabiania produktów w proszku tj.: peelingi, maski, glinki,
    • kwas hialuronowy w kosmetykach profesjonalnych wspomaga wypełniania zmarszczek. 


    Jak widać, może być używany prawie do wszystkiego. :-)


    Cena: Kwas Hialuronowy o pojemności 100 ml  kosztuje w okolicy 17-20 zl.

    Dostępność: Można go kupić w wielu sklepach internetowych z naturalnymi kosmetykami np.: Mazidła, BiochemiaUrody, ZróbSobieKrem, Naturalis, EcoSpa, Allegro itd.

    Przechowywanie: w szczelnie zamkniętym opakowaniu w lodówce lub w temperaturze pokojowej nie wyższej niż 25°C, w ciemnym i suchym miejscu.


    Nie jestem już nawet w stanie zliczyć ile w sumie zużyłam buteleczek HA, było ich naprawdę dużo. :-)
    Używacie kwasu hialuronowego? Macie w swoich zbiorach tak wszechstronnie działające kosmetyki? Jaki jest Wasz ulubiony nawilżacz cery? :-)

    poniedziałek, 5 marca 2012

    AVON: SuperShock Gel Eyeliner Pencil (żelowa kredka do powiek)

    Moją kolekcję kredek do makijażu powiek zasiliła ostatnio kredka Avon z serii SuperShock. Dotychczas najczęściej sięgałam po kredki Essence LongLasting (moja kolekcja: klik!). W kredkach Essence nie lubię tego, że są wysuwane, szczerze mówiąc wolę te do strugania.






    Opis zaczerpnięty z KWC:


    Zaletą kredki do oczu SuperShock jest bez wątpienia jej żelowa formuła, która pomaga w wykonaniu idealnej kreski, będącej doskonałym akcentem podkreślającym każdy makijaż oka. Jej miękki wkład ułatwia jej rozprowadzenie wzdłuż linii rzęs, pozwalając na narysowanie kreski o grubości, jaka odpowiada nam najbardziej.






    Czarna żelowa kredka o miękkim rysiku. Kolor: czarny, smolisty z drobinkami (black shimmer). Każda kredka z tej serii zapakowana jest dodatkowo w kartonik. Waga: 1,2g


    Jestem niesamowicie zaskoczona tą kredką. Kiedy po raz pierwszy roztarłam ją na ręce aby zobaczyć jaki daje efekt aż otworzyłam szerzej oczy ze zdumienia. TAKIEJ kredki jeszcze nie miałam! :-)

    Kredka ma miękki i bardzo delikatny rysik, którego kolor świetnie rozprowadza się na skórze powiek. Konsystencja - żelowa po chwili zastyga na powiece i staje się prawie nie do zdarcia. Od razu po nałożeniu świetnie się rozciera, można zrobić makijaż w stylu smokey eyes. Kolor który posiadam to głęboka, smolista, intensywna czerń z drobinkami - jeśli przyjrzymy się z bliska to widać sporo tych drobinek, ale nie są nachalne. Z daleka jest OK, lekko się skrzą. Bez problemu rysuje się nią także po wcześniej nałożonych na powiekę cieniach. Kredka jest bardzo trwała.
    Jeśli chodzi o minusy to dość szybko się zużywa z powodu swej miękkiej konsystencji. Problemem jest również zrobienie cieniutkiej kreski, gdyż kredki nie da się zatemperować do kształtu wyostrzonego rysika dlatego aby nie przesadzić z efektem przerysowanego podkreślenia oka należy zrobić to precyzyjnie.
    Mimo wad warto poświęcić jej chwilę uwagi gdyż efekt jest znakomity. :-)




    Kredka kosztuje dość sporo, warto polować na promocje w katalogu (które pojawiają się często) bądź można zakupić ją na Allegro.

    Występuje w wielu odcieniach, w najnowszym katalogu znajdziemy w nowościach odcienie: Blackberry i Golden fawn, na blogu Lovelygirliebits zobaczycie swatche: klik!


    A tutaj moja (nienastrugana) kredka:





    Cena:  23 zł / 1,2 g, w promocji zwykle kosztuje około 13 zł



    Kredka jest naprawdę świetna i godna polecenia. :-) Bardzo ciekawią mnie inne kolory. Znacie kredki z tej serii? Lubicie? Który kolor polecacie? A może kredki innej marki bardziej przypadły Wam do gustu?


    sobota, 3 marca 2012

    Moje 20 dni z L'bioticą

    Obiecałam pokazać efekt po miesiącu stosowania kremu regenerującego do rzęs L'Biotica. Mam dwie złe wiadomości. Jedna to taka, że wczoraj przerwałam kurację, bo spostrzegłam, że poprzez tę zabawę rzęs ubywa mi więcej. A druga to taka, że nie mam zdjęć przed kuracją - zapomniałam zgrać je na dysk, a w aparacie się nie uchowały.
    :-(





    Możliwe, że niektóre z Was nie uwierzą, ale to moje rzęsy bez jakiegokolwiek makijażu. Czerwonymi prostokątami zaznaczyłam ubytki.



     i drugie oko:




    Nie są to jakieś super widoczne zdjęcia, ale nie potrafię sama sobie zrobić dokładniejszych.


    Rzęsy nie wydłużyły się, a - i jest to widoczne - trochę ich ubyło. Nie decyduję się na dalsze stosowanie tej odżywki, kupiłam inną, mianowicie: Gal, Odżywka keratynowa w kapsułkach.
    W aptece zapłaciłam za nią ok. 14,50 zł. W opakowaniu znajduje się 48 kapsułek.


    Wygląda tak:





    Od wczoraj stosuję rybki i mam wielką nadzieję na zahamowanie tego procesu wypadania rzęs. :-(



    Dziewczyny - szczerze - jak oceniacie stan moich rzęs? Wyglądają na mocne ale wypadają, nie wiem dlaczego. Zdrowo się odżywiam, nigdy się nie odchudzałam. Jedyną przyczyną mógłby być lek przeciw trądzikowi, który biorę, ale nie mogę przerwać kuracji. Szczerze mówiąc jestem przerażona.
    Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...