poniedziałek, 30 grudnia 2013

BingoSpa: Mocny peeling błotny do twarzy - kwas glikolowy i mlekowy, kwasy owocowe

Jeszcze przed końcem roku chcę opowiedzieć Wam o peelingu marki BingoSpa. Jest to produkt z kwasami dlatego wskazane jest aby stosować go właśnie zimą czy jesienią, kiedy nie doskwiera nam upalne słońce. Ostrzegam - to peeling z kategorii: mocne. :D


BingoSpa, 
Mocny peeling błotny do twarzy - 
kwas glikolowy i mlekowy, kwasy owocowe




Opis producenta:


Mocny peeling błotny Bingo Spa z kwasem glikolowym i mlekowym oraz kwasami owocowymi AHA usuwa z twarzy martwy naskórek. Zawiera 10% naturalnego błota z Morza Martwego, 5% mielonych pestek z owoców, kwas glikolowy, kwas mlekowy i pięćdziesięcioprocentowe kwasy owocowe.
W przypadku cery tłustej i mieszanej błoto z Morza Martwego
oczyszcza zatkane pory skóry (poprzez absorbcję nieczystości z porów) oraz powoduje istotne zwężenie porów skóry, zmniejszając wydzielanie sebum.



Opakowanie to okrągły, plastikowy słoiczek z zakrętką. Konsystencja gęsta, posiada wiele drobinek ścierających. Kolor: szary. Zapach błotnych maseczek. Pojemność 100 g.


Uwaga! W czasie stosowania preparatów zawierających kwasy AHA, kwas glikolowy, kwas mlekowy należy bezwzględnie unikać eksponowania skóry na promieniowanie UV - opalanie, solarium.



Zabiegi kwasami u kosmetyczki kuszą mnie i prędzej czy później na pewno się na nie zdecyduję. Chciałabym zlikwidować moje przebarwienia potrądzikowe. Póki co stosuję produkty z kwasami, jednym z nich jest powyższy peeling. Zawiera on 10% naturalnego błota z Morza Martwego, 5% zmielonych pestek z owoców, kwas glikolowy, kwas mlekowy i 50%-towe kwasy owocowe. Składniki idealnie dobrane dla cery tłustej/mieszanej/problematycznej (ale nie tylko). 

Konsystencja peelingu jest gęsta, nakładam ją opuszkami palców. Delikatnymi, kolistymi ruchami masuję skórę twarzy, następnie spłukują owe błotko letnią wodą i osuszam twarz papierowym ręcznikiem. Produkt posiada bardzo dużo sporej wielkości drobinek przypominających ziarenka maku. Są konkretne (ale nie podrażniają mojej skóry), dlatego nie należy mocno trzeć nimi podczas masażu.

Skóra po jego użyciu jest mega wygładzona, drobinki idealnie złuszczają naskórek. Nie jest to uczucie krótkotrwałe - i to jest zdecydowany plus tego kosmetyku. Jest to porządny peeling mechaniczny, który ma za zadanie także oczyszczać skórę. Po wykonaniu masażu moja cera robi się delikatnie czerwona, ale nie podrażniona, w moim przypadku ów produkt nie powoduje również pieczenia.
Wspomaga leczenie niedoskonałości, jeśli takie się pojawią. Po jego użyciu lubię nałożyć maskę cynkową z BingoSpa, którą opisywałam Wam tutaj: klik!

Peeling nie zawiera barwników i kompozycji zapachowych.



Podsumowując: produkt zdecydowanie godny uwagi. Złuszczenie i oczyszczenie skóry na wysokim poziomie. Peeling z kategorii tych mocniejszych z fajnie dobranym zestawem kwasów. Ja jestem bardzo zadowolona. Do minusów zaliczam jedynie słabą dostępność stacjonarną.




Dostępność: strona producenta
(pojedyncze produkty BingoSpa widywane są również w Tesco, L'eclerku, Auchanie)
Cena: 18 zł / 100 g




Lubicie peelingi z kwasami?

środa, 25 grudnia 2013

BingoSpa: Maska do włosów z glinką Ghassoul

Jak tam Święta? :-) Planuję post pokazowy z prezentami jakie otrzymałam wczoraj pod choinką, ale muszę porobić fotki, więc notka ukaże się dopiero za kilka dni.

Jestem maniaczką glinek, uwielbiam stosować je na twarz, pozytywnie działają na moją skórę. Wiedziałam od dawna, że przeznaczenie tych naturalnych proszków jest jednak bardziej wszechstronne aniżeli aplikacja w formie dobroczynnych maseczek. Kiedy przeglądałam ofertę BingoSpa i natknęłam się tam, na propozycję włosową z dodatkiem glinki Ghassoul - zaciekawiła mnie, nie mogłam przejść obok niej obojętnie.


BingoSpa 
Maska do włosów z glinką Ghassoul




Maska znajduje się w dużym, plastikowym słoiku z nakrętką. Dodatkowo, w środku, zabezpieczona jest przezroczystą nakładką. Konsystencja raczej gęsta, zapach cytrusowy.
Pojemność 500 ml.




Na początku wspomnę, że to moja pierwsza maska do włosów tej marki.

Produkt ma umiarkowanie gęstą konsystencję, dobrze rozprowadza się i nie spływa z moich włosów. Ma dość intensywny zapach, jakby cytrusowy, trochę mnie drażni, chociaż mojej młodszej siostrze się spodobał, wiadomo - każdy lubi co innego. :-) Zapachu glinki tutaj nie wyczuwam.

Producent zaleca po rozprowadzeniu maski na włosach, wmasować ją w skórę głowy i pozostawić na około 5 minut, a następnie dokładnie spłukać. Najczęściej używam jej właśnie w ten sposób z racji braku czasu, chociaż zdarza mi się pozostawić ją na dłużej (w moim przypadku lepsze efekty), czasem pod czepkiem. Lubię też nałożyć ją na suche włosy na około godzinę przed kąpielą (ale wtedy zużywa się jednorazowo więcej produktu). Czytałam też, że niektóre dziewczyny chwalą ją sobie jako produkt do mycia włosów (muszę spróbować).

Maska ułatwia rozczesanie i za sprawą glinki pomaga w oczyszczeniu włosów. Najbardziej podoba mi się, że przedłuża świeżość moich kosmyków, które faktycznie są bardziej miękkie i miłe w dotyku. Do zdecydowanych plusów muszę zaliczyć również fakt, że fajnie wygładza włosy. Przy regularnym użytkowaniu zauważyłam delikatne zwiększenie nawilżenia kosmyków.
Maska nie powoduje swędzenia skóry i nie podrażnia. Mam gęste włosy, ale nie zauważyłam aby powodowała ich dodatkowe obciążenie.

Ma prosty, krótki skład, poza dwoma parabenami i substancją zapachową nie można mu raczej nic zarzucić.


Skład:
Aqua, 1 Hexadecanol 1 Octadecanol (Mixture), Ceteareth-20 (and) Cetearyl Alcohol, Stearomidopropyl Dimethyloamine, Moroccan Lava Clay, Parfum, Citric Acid, Methyl Paraben, Sodium Benzoate, Ethyl Paraben



Podsumowując: polubiłam tę maskę, fajnie działa, wygładza, zmiękcza, przedłuża świeżość włosów. Zapach mi nie odpowiada, ale da się go znieść. Można stosować ją na różne sposoby, ma krótki skład. Duża pojemność i niska cena również przemawiają na jej korzyść. Chociaż efektu "wow" nie odnotowałam, chętnie po nią sięgam i mam zamiar spróbować jakiejś innej maski BingoSpa. Szkoda, że z ich stacjonarną dostępnością jest słabo.



Dostępność: Strona producenta,
(pojedyncze produkty BingoSpa widywane są również w Tesco, L'eclerku, Auchanie)
Cena: 12 zł / 500 ml
(gdzieś czytałam, że dziewczyna kupiła ją za 7,50 zł we wspomianym L'eclerku)




Lubicie maski do włosów BingoSpa?
Wesołych Świąt! :-)

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Vipera Cosmetics: High Life 814 (lakier do paznokci)

Dziewczyny, jak tam przygotowania do Świąt? Ja zaraz zabieram się za pieczenie słodkości. :-) Jeżeli poszukujecie przepisów na wypieki, to podrzucam Wam sprawdzony przepis na łatwe w przygotowaniu pierniczki. Robiłam je w zeszłym roku i nie miałam żadnych zastrzeżeń. Po więcej informacji odsyłam Was do tego linku: klik!

Wracając do kosmetyków - poniższa recenzja czeka na publikację już długi czas i wreszcie doczekała się wyświetlenia na blogu. Mowa o lakierze do paznokci marki Vipera.



Vipera Cosmetics,
High Life 814 






Kolor do mnie nie przemawia, ale postanowiłam, że pokażę Wam go na blogu, gdyż lakiery z Vipery lubię. Co prawda mniej niż te z Golden Rose, ale od czasu do czasu kupuję, jak pojawi się coś ciekawego. Ten powyższy dostałam kiedyś od jednej z blogerek.

Lakier mieści się w buteleczce o dość nietypowym kształcie. Jego pojemność to 9 ml, więc nie ma na co narzekać. Pędzelek jest długi, cienki, dobrze nanosi emalię. Sama jakość produktu jest... Powiedziałabym przeciętna. Aplikacja nie stwarza problemów, nie tworzą się bąbelki powietrza ani zacieki. Konsystencja w opakowaniu po jakimś czasie gęstnieje, ale i wtedy jest jeszcze znośna. Mimo, że w buteleczce zanurzono metalową kulkę do mieszania produktu, to niejednokrotnie zdarzyło mu się brzydko rozwarstwiać, mimo, że wszystkie moje lakiery przechowuję w suchym i ciemnym miejscu. Produkt równomiernie pokrywa płytkę paznokcia. Na zdjęciu widać dwie warstwy, dzięki temu jego wysychanie nie trwa długo. Trwałość przeciętna, trzy dni wytrzymuje, następnie najczęściej odpryskuje na końcówkach.

Kolor numer 814 to takie pomieszanie różu z fioletem, odcień raczej wiosenny. Paleta barw tej serii lakierów jest bardzo bogata, gdyż naliczyłam ich ponad 70.

Nie orientuję się ile kosztuje taki lakier na wysepce Vipery, jednakże sprawdziłam to przed momentem na stronie producenta, tam wyświetla się cena 8,49 zł za sztukę.


Podsumowując: nie testowałam innych kolorów z tej serii, a jakość tego powyższego oceniam jako przeciętną.



Dostępność: wysepki, małe drogerie, internet
Cena: ok. 9 zł / 9 ml.



Lubicie lakiery marki Vipera? A takie kolory? Odpowiadają Wam?

piątek, 20 grudnia 2013

La Rosa: Mineralny cień do powiek (Olivine)

Dzisiaj recenzja produktu La Rosa. Jakiś czas temu mogłyście przeczytać na moim blogu o lakierze do paznokci tej marki (klik), dzisiaj prezentuję Wam cień mineralny.



La Rosa,
mineralny cień do powiek
Kolor: Olivine





Cień znajduje się w okrągłym słoiczku z zakrętką. Proszek drobno zmielony. Pojemność: 3g
Obecnie do wyboru mamy 36 odcieni. Produkt wieczny.





Opis produktu:

Mineralne cienie do powiek – są niezwykle wydajne, 
zawierają czyste pigmenty mineralne, które wydobywają urodę oka oraz chronią i pielęgnują delikatną skórę powieki. Dzięki wysokiej zawartości dwutlenku tytanu bardzo 
intensywnie się wybarwiają, 
kolory są nasycone i trwałe. Z kolei tlenek żelaza działa jak optyczny reduktor zmarszczek. 

Można ich używać na wiele sposobów:

- na sucho jako cień sypki;

- na mokro jako cień mokry (bardzo intensywne wybarwienie);
- jako pigment do bezbarwnego lakieru do paznokci;
- z wazeliną kosmetyczną jako błyszczyk do ust;
- można mieszać ze sobą różne kolory uzyskując nowe




To nie jest moje pierwsze spotkanie z cieniami mineralnymi. Jako, że tego typu produkty są ze mną już od dawien dawna, miałam okazję testować kolorówkę różnych marek.

Cienie marki La Rosa zamknięte są w estetycznym i wytrzymałym opakowaniu z zakrętką. Słoiczek nie posiada sitka, zdecydowanie bardziej wolałabym aby takie się tutaj znajdowało.
Konsystencja delikatna, niekremowa, z łatwością rozprowadza się na powiece. Jeżeli nakładamy cień na sucho, to niestety ale osypuje się, dlatego najlepiej makijaż całej twarzy zrobić dopiero po pomalowaniu oczu. Aplikacja na mokro przebiega mniej problematycznie, dzięki niej uzyskujemy kolor bardziej trwały, wyrazisty, zdecydowanie intensywniejszy.
Cienie bez bazy nie utrzymują się długo, a także wchodzą w załamania powiek, dlatego sięgam po moją niezastąpioną bazę z Hean. Pyłek nie roluje się na niej, ani nie blednie.
Kolor Olivine na stronie producenta opisywany jest jako ciemnobrązowy z lekko połyskującym turkusem. Ma sporo drobinek, które przy aplikacji na mokro niemalże stają się niewidoczne. Kolor jaki jest, każdy widzi. Mi podoba się średnio (a chyba nawet jeszcze mniej) i nie zawsze udaje mi się nim ładnie pomalować. Trzeba jednak przyznać, że faktycznie zyskuje drugie oblicze przy aplikacji nawilżonym pędzelkiem. Obecnie najczęściej zdarza mi się stosować go jako eyeliner, w tej roli sprawdza się.
Demakijaż cienia przebiega bezproblemowo.
Naturalny skład przemawia oczywiście na korzyść kosmetyku. Fajnie, że minerały są wieczne, nie muszę pilnować ich daty ważności, bo w każdej chwili są gotowe do użycia.
Pojemność ok, cień jest wydajny. Cena zbyt wysoka.

Podsumowanie: właściwie opisałabym go jako "taki sobie", ma plusy i minusy, dlatego mam do niego mieszane uczucia, tym bardziej, że kolor nie jest "mój" i nie mogę się do niego przekonać. Znam lepszej jakości cienie mineralne.


Skład: Mica, iron oxides, carmine, titanium dioxide. 


Dostępność: listopadowy ShinyBox, internet
Cena: 25 zł/ 3g



Używacie cieni mineralnych?

środa, 18 grudnia 2013

Catrice: Camuflage Cream (kamuflaż w kremie)

Niełatwo go zdobyć, bo najjaśniejszy odcień bardzo szybko znika ze sklepowych półek. W internecie porównywany jest jako zamiennik kamuflażu Kryolan-u w dużo niższej i przystępniejszej cenie. Dzisiaj o bardzo kryjącym produkcie od Catrice.



Catrice,
Camouflage Cream





Opis producenta:

Korektor w kremie. Doskonale maskuje popękane naczynka, drobne blizny, przebarwienia skóry i plamki. Tekstura o wysokim stopniu krycia idealnie wtapia się w skórę ukrywając wszelkie niedoskonałości.
 Poręczne opakowanie sprawia, że korektor jest łatwy w użytkowaniu. 
Doskonale sprawdza się w szybkiej poprawie makijażu.




Produkt znajduje się w niewielkim, okrągłym słoiczku. Dostępny tylko w 3 kolorach. Pojemność 3g. Data przydatności: 6 miesięcy od momentu otwarcia.



      



Nigdy nie miałam w swojej kosmetyczce, produktu tak mocno kryjącego mimo, że na pewno niejednokrotnie by się przydał. Przeczytałam o nim w internecie i zapragnęłam spróbować jak poradzi sobie na mojej skórze. Poszukiwania nietrwały zbyt długo, ale przyznaję, ze w pierwszej Naturze nie uświadczyłam tego kamuflażu. Dziewczyny w internecie narzekają na bardzo słabą dostępność i faktycznie - mogę to potwierdzić.

Po pierwszym użyciu nie byłam zadowolona z efektu, jednak po jakimś czasie przekonałam się do niego bardziej, choć przyznaję, że nie jest to produkt, po który sięgam dzień w dzień, ale o tym za chwilę.

Kamuflaż ma bardzo zbitą i gęstą, ale wciąż kremową konsystencję, dobrze przylega do skóry, ja nakładam go pędzelkiem choć z powodzeniem uda się również wklepywanie go palcem. Wybrałam kolor najjaśniejszy (010 Ivory), poza nim, dostępne są jeszcze tylko dwa inne, jak więc da się zauważyć - kolorystyka jest dość uboga. Dodam, że posiadany przeze mnie odcień wyjątkowo ładnie prezentuje się na zdjęciach, bo i na moich i na zdjęciach innych blogerek ukazuje się jako jasny, piękny beżyk, w rzeczywistości jednak jest nieco ciemniejszy, nie tak neutralny, powiedziałabym nawet też mniej żółty, lekko odcina się od mojego kolorytu skóry.
Na szczęście nie ciemnieje w ciągu dnia.




Produkt ten, jest silnie kryjący i ładnie radzi sobie z zakryciem nawet intensywnego zaczerwienienia. Nie polecam go jednak do nakładania na większe obszary skóry, a także pod oczy (choć i do tego używają go dziewczyny) gdyż jest ciężki, podkreśla nierówności, a także suche skórki. Można popróbować z bardzo cieniutką warstwą, ja jednak wolę w te miejsca nakładać lżejsze produkty, w zasadzie wystarczają mi sproszkowane minerały.

Wyczytałam w internecie, że produkt ma sporo zapychaczy typu parafina i olej mineralny. Nie potwierdzam tych informacji gdyż na opakowaniu nie ma składu, mnie osobiście kamuflaż nie zapchał, ale stosuję go tylko na pojedyncze, problemowe, mocno zaczerwienione miejsca, jeżeli takie się pojawią. Wydaje mi się, że produkt lekko je podsusza.

Podsumowując, kryje idealnie, jest troszkę widoczny na skórze (pod minerałami), podkreśla suche skórki. Mała ilość kolorów sprawia, że może zdarzyć się tak, że nie każdy znajdzie coś dla siebie, w szczególności bladolice. Długo utrzymuje się na twarzy, myślę, że przyda się na większe wyjścia, podczas kiedy nie mamy idealnej buzi (czytaj: bardziej niż zwykle czerwone, pojedyncze niespodzianki) a będziemy np. fotografowane i chcemy lepiej wyglądać. Może być stosowany w duecie z minerałami - przetestowałam. Wydaje mi się że w tej cenie na naszym rynku nie ma podobnego produktu, dlatego możecie spróbować, może akurat podzielicie pozytywne opinie krążące w internecie, ja jednak mam dość mieszane odczucia.
Krótka data przydatności sprawia, że na pewno nie zużyję go w czasie 6 mc.


Dostępność: Natura
Cena: 13 zł / 3 g




edit.

Na blogu rajskiespa znalazłam skład tego produktu. Nie zadowala i faktycznie, używany regularnie może powodować pogorszenie się stanu cery. Dlatego polecam używać go z rozwagą.

Skład:

ricinus communis (castor) seed oil, isopropyl myristate, bis-diglyceryl polyacyladipate- 2, cera alba (beeswax), petrolatum, silica, talc, paraffin, propylene glycol stearate, ozokerite, candelilla (euphorbia cerifera) wax, carnauba (copernicia cerifera) wax, isopropyl isostearate, paraffinum liquidum (mineral oil), allantoin, peg-8, tocopherol, ascorbyl palmitate, citric acid, ascorbic acid, phenoxyethanol, ci 77491, ci 77492, ci 77499 (iron oxides), ci 77891 (titanium dioxide).




Używałyście już kamuflażu z Catrice?

sobota, 14 grudnia 2013

E-naturalne.pl: Krem anti-acne z azeloglicyną, baza bez gliceryny

Opis przygotowania tego kremu, pokazywałam na blogu w październiku i znajduje się on tutaj. Wspomnę, że składniki należy kolejno dodać do siebie, pamiętając aby po każdej czynności zamieszać powstałą miksturę. Nic trudnego, krem powstaje w kilka minut.


Krem anti-acne z azeloglicyną, 
baza bez gliceryny




Opis produktu:


Krem Anti-Acne z azeloglicyną: cera trądzikowa, łojotokowa przeznaczony jest do pielęgnacji cery trądzikowej oraz łojotokowej i tłustej. 
Idealnie dobrane składniki działają na skórę kondycjonująco, nawilżająco, ujędrniająco i łagodząco, pozostawiając ją delikatnie wygładzoną i odświeżoną
Dodatkowo posiada działanie rozjaśniające plamy i przebarwienia potrądzikowe. Krem redukuje podrażnienia, przyspiesza gojenie się ran oraz działa antyseptycznie i przeciwzapalnie. Zawarte w nim składniki aktywne redukują produkcję 
sebum oraz zaskórników, jednocześnie likwidując florę bakteryjną wywołującą trądzik. Co więcej, likwiduje podrażnienia, nadając skórze gładkości i miękkości, a przy tym odpowiednio 
nawilża.


Jako, że jest to zestaw do samodzielnego przygotowania, dostajemy go w "częściach". Pierwsza fotka pokazuje zapakowany jeszcze kosmetyk, dokładnie taki dostajemy po zakupie.
Druga natomiast, to produkt gotowy.


Skład zestawu:

  • Baza kremowa bez gliceryny – 30 g
  • Azeloglicyna – 3 g
  • Witamina B3 – 2 g
  • Mleczko owsiane – 2 g
  • Ekstrakt z drożdży piwnych – 2 g
  • Olej z krokosza barwierskiego – 4 g
  • Zagęszczacz polimerowy – 2 g
  • Pipeta jednorazowa
  • Szpatułka
  • Naklejka
  • Elegancki plastikowy słoik na krem wraz z termosem i przekładką w komplecie


Krem koloru beżowego, bezzapachowy. Konsystencja lekka, ale zwarta. Nie zawiera gliceryny. Zalecane jest aby gotowy krem  trzymać w lodówce bądź w temp. pokojowej do 21 st. C.
Termin przydatności: 6 miesięcy.
Pojemność: 50 gram.



Ten krem towarzyszy mojej pielęgnacji od dawna i już przy opisie serum olejowego do cery trądzikowej: klik! wspominałam Wam, że recenzja tego specyfiku prędzej czy później się tutaj pojawi.

Na samym początku, póki pamiętam, dodam, że krem zaraz po wymieszaniu nie otrzymał odpowiedniej konsystencji. Była bardzo rozwodniona i nie przypominała struktury tego typu produktu. Po konsultacji z Panią Jolą z E-naturalne.pl, wsadziłam krem na kilka godzin do lodówki, wtedy doszedł do siebie - więc taka moja rada - od razu po sporządzeniu, należy udać się z nim do kuchni. :-)

Krem rozsmarowuje się na skórze odpowiednio, ja stosuję go tylko na noc. Niewielka ilość wystarcza aby pokryć całą twarz. Nie jest lepki, dlatego skóra nie klei się po jego nałożeniu. Szybko się wchłania, nie pozostawia tłustej otoczki. Zdarza się, że doprowadza do lekkiego pieczenia skóry, ale tylko wtedy kiedy mam nadto przesuszoną twarz (kiedy przedobrze z którąś z aptecznych maści, obecnie stosuję wciąż Brevoxyl + moje od niedawna ukochane, oczyszczające mydełko Himalaya, a także punktowo krem, o którym opowiadałam Wam wczoraj). Wspomniany, lekki dyskomfort po chwili samoistnie ustaje.
Nie zapycha, z tego powodu się bardzo cieszę. Z resztą dlatego nadal ze mną jest, bo nie zauważyłam aby skóra się po nim pogarszała. Krem wspomaga nawilżanie skóry, łagodzi podrażnienia, działa odżywczo, lekko wygładza, a także zmiękcza skórę - za sprawą fajnie dobranym składnikom. Azeloglicyna działa antybakteryjnie i reguluje produkcję sebum, więc produkt jest głównie skierowany do cery trądzikowej i łojotokowej. Wspomaga leczenie trądziku, jednak na moje zaskórniki zamknięte nie podziałał. Nie zauważyłam, aby po jego stosowaniu moje przebarwienia potrądzikowe rozjaśniały.
Krem ma także działanie przeciwstarzeniowe i liftingujące dzięki mleczku owsianemu, witaminie B3 i drożdżom piwnym - gołym okiem nie dostrzegłam pod tym względem żadnych zmian, ale mam 25 lat i raczej młodą skórę, więc i tak nie takie rzeczy jeszcze mi w głowie, chociaż wiadomo, że dobrze jest dbać o cerę już we wcześniejszym okresie. Olej, który zastosowano w tym produkcie, to olej z krokosza bawarskiego i cieszę się, ponieważ moja cera lubi się z nim.
Jest wydajny.
Zdarza się, że lekko się rozwarstwia, ale wtedy mieszam go drewnianą szpatułką i na powrót otrzymuje jednolitą konsystencję. Czasem dodaję do gotowej porcji, kwas hialuronowy, bądź wzbogacam go jakimś dodatkowym, lekkim olejkiem.

Kremu używam na zmianę z serum olejowym, które właściwie już mi się kończy, zostało go na parę użyć. Jestem zadowolona z działaniu obu produktów, przede wszystkim są naturalne, moja skóra - jak z większością lekkich, naturalnych produktów - się z nimi polubiła.


Dostępność: E-naturalne.pl klik!
Cena: 37,90 zł / 50 g




Macie swoje ulubione naturalne produkty?

piątek, 13 grudnia 2013

Kontynuacja dwóch współprac

Wspomniałam wczoraj, że mam do pokazania Wam jeszcze produkty, które testuję już od jakiegoś czasu i lada moment doczekają się swoich recenzji. Przybliżę Wam je teraz, wyczekując grudniowego ShinyBoxa. :-) W tym miesiącu nie uległam, nie podejrzałam jakie kosmetyki znajdą się w pudełku, dlatego jestem bardzo ciekawa co do mnie trafi. :-)



Farmona

Pod koniec listopada otrzymałam przesyłkę od Farmony. Zestaw składa się z trzech produktów z serii Sweet Secret. Mamy tutaj balsam i peelingu cukrowy do ciała "Korzenne pierniczki z lukrem", a także waniliowy krem do rąk. Żałujcie, że przez monitor nie możecie poczuć tych zapachów! O ile wersja waniliowa do końca mnie do siebie nie przekonuje, tak pierniczkową ubóstwiam - cudnie pachnie!! :)






Cena takiego zestawu to około 25 zł. Pod tym linkiem klik! znajdziecie nazwy sklepy, w których można nabyć Farmonę. Jeśli natomiast interesują Was zakupy na stronie producenta, to mam dobrą wiadomość! :-) Rabat 20% na wszystkie kosmetyki. Obowiązuje do końca tego roku!






L'Azel Active Professional 


Drugi produkt, który obecnie testuję to kosmeceutyk (cóż za nazwa, do tej pory się z nią nie spotkałam :-) ) marki L'Azel Active Professional. Jest to polska marka kosmetyczna, ich produkty są wykorzystywane w salonach kosmetycznych w całym kraju. Seria produktów antytrądzikowych składa się z trzech kosmetyków, ja wybrałam do testowania krem (jest również żel do mycia twarzy i płyn do pielęgnacji skóry). Każdy z tych produktów zawiera specjalnie wyselekcjonowaną przez specjalistów firmy substancję czynną - azeloglicynę, kwas laktobionowy oraz witaminę PP.
Podaję odnośnik do sklepu internetowego: klik!, w chwili obecnej krem jest w promocji, cena początkowa 116 zł, a teraz można go nabyć za 99 zł.

O tym kosmetyku postaram się napisać Wam jeszcze w tym roku, a właściwie na sam jego koniec, bo będę wtedy po przeszło miesiącu testowania.





Znacie te produkty? Też nie możecie się doczekać grudniowego SB? :-)

czwartek, 12 grudnia 2013

Moje nowości kosmetyczne: wymiana, nagroda i zakupy

Odwlekałam napisanie tego postu już dość długo, więc dzisiaj przy chwili wolnego czasu, biorę się za pokazanie Wam moich kolejnych nowości.

Zdarza się, że wymieniam się z innymi dziewczynami kosmetykami, które nie przypadły mi do gustu, albo nie trafiają w moje preferencje, znudziły mi się, nie są mi potrzebne. Tak było i tym razem. Cieszę się, że kilka moich (w szczególności naturalnych) produktów przyda się innej osobie i zrobi z nich użytek. I ja na tym skorzystałam, bo w zamian udało mi się wybrać produkty, które są mi akurat potrzebne. Co prawda oczekuję jeszcze jednej paczuszki, ale pokażę Wam ją innym razem, bo jej transport się nieco wydłuża, może to z powodu gorączki przedświątecznej.


Zacznę od podkładów. Jako, że ja używam niemalże jedynie minerałów, pomyślałam przy okazji, nad drobnymi podarkami dla moich dwóch Sióstr. :-)

  • Podkład Annabelle Minerals (tym razem w kolorze Golden Fairest - matujący) posłuży mi jako korektor, gdyż odkryłam, że ma bardzo ładny kolor, a jest nieco jaśniejszy od tego samego podkładu w wersji kryjącej, którego używam od dawna.
  • Jedna z moich sióstr jakiś czas temu polubiła podkład Rimella Stay Matte (kolor 200), dlatego kiedy spostrzegłam, że jedna z dziewczyn ma na wymianę niemalże nieruszaną tubkę, to postanowiłam zagarnąć ją jako prezent. 
  • Ostatni, ten z prawej, to podkład z Pharmaceris (Ivory, matujący) kupiłam podczas promocji w SuperPharm dla mojej drugiej siostry. Wersja kryjąca w kolorze 01 była dla niej za jasna, a matująca dopasowuje się do jej cery idealnie. Jako że lubię od czasu do czasu pomalować się formułą kryjącą, to myślę, że podkradnę też matującą, aby zobaczyć jak działa, ale pewnie dopiero jak się lekko opalę.




Zanim jednak każdy egzemplarz trafił w odpowiednie ręce, zrobiłam dla Was małe porównanie kolorów, na wypadek, gdyby którąś z Was dany podkład zainteresował.




Poniższe perfumy również pochodzą z wymiany. Wzięłam je "w ciemno" dlatego ryzyko było duże. W pierwszej chwili, kiedy je powąchałam, pomyślałam "nie jest źle, ale mogłoby być lepiej". Myślę, że będę ich używać, bo coraz bardziej przekonuję się do tego zapachu. A mowa o Burberry Brit EDP.




Kilka dni temu dotarł do mnie płyn micelarny Dermedic, jest to nagroda w konkursie zorganizowanym na blogu Wery. Lubię kosmetyki tej marki, dlatego cieszę się, że mogę go wypróbować.





A z Biedronki przytargałam dwie sole do kąpieli marki Be Beauty o zapachu lotosu. 





I na koniec niewielkie zakupy odzieżowe. W Sinsay'u kupiłam delikatnie skrzący się gdzieniegdzie sweterek (59,99 zł) i naszyjnik (14,99 zł). Dodam, że na Facebooku, po wypełnieniu ankiety, możecie zgarnąć zniżkę -20% i jest ona ważna do końca roku. Ja z niej skorzystałam. :-) 
* (Ceny w nawiasach to kwota do zapłaty bez rabatu).







Jutro postaram się pokazać Wam dwa produkty, które testuję już od jakiegoś czasu w ramach współpracy.  


Używałyście któregoś z przedstawionych kosmetyków? :-)

wtorek, 10 grudnia 2013

BingoSpa: cynkowa maska do twarzy

Lubię tlenek cynku w kosmetykach, bo służy mojej cerze. Wybierając kosmetyki na stronie internetowej BingoSpa, kierowałam się ich opisem, ale także opiniami w internecie i KWC (4,50/5). Cynkowa maska do twarzy brzmiała ciekawie, nie mogłam się doczekać aż ją wypróbuję.



BingoSpa,
cynkowa maska do twarzy





Opis producenta:


Cynkowa maska do twarzy BingoSpa ułatwia oczyszczanie skóry z nagromadzonego sebum, przywraca jej 
naturalne pH. Ściąga nadmiernie rozszerzone pory, łagodzi stany zapalne, zmniejszają skłonność 
skóry do powstawania zaskórników.
Tlenek cynku to skuteczny środek w przypadku drobnych uszkodzeń skóry, oparzeń, trądziku młodzieńczego.
Wyciąg z aloesu, rumianku i lnu zapewnia intensywnie nawilżenie skóry, łagodzi podrażnienia i zapobiega wysuszaniu naskórka.


Znaki charakterystyczne:

Plastikowe, stojące opakowanie z czarną nakrętką. Produkt koloru białego, o lekkiej konsystencji. Nie zawiera barwników i kompozycji zapachowych. 150 g.



Jeżeli nie lubicie chwalebnych postów i węszycie w nich spisek, to omińcie tę notkę. :-) Zamierzam wystawić jej dobrą ocenę. :-)

Jeszcze nigdy nie spotkałam się z maseczką, która miałaby taką konsystencję jak ta. :-) Jest puszysta, lekka, przyjemna w dotyku, zbita i dość gęsta (ale bez przesady). Na prawdę fajna. Wydobywam ją z opakowania za pomocą czystej, drewnianej szpatułki i w ten również sposób nakładam na wcześniej oczyszczoną twarz. Jeżeli miałabym się do czegoś przyczepić, to do tego, że opakowanie z szerokim otworem jest mało higieniczne, ale moja szpatułka załatwia sprawę. Przynajmniej mogę wydobyć produkt do ostatniej "kropli".
Rozprowadza się z łatwością, pokrywa skórę równomiernie. Jest biała, więc widzę dokładnie ile nałożyłam jej na powierzchnię cery. Zapach bardzo delikatny, dla mnie neutralny.
Producent zaleca trzymanie maseczki 10-15 minut (zdarza się, że nakładam ją tylko na pojedyncze "niespodzianki" i zostawiam na dłużej). Po tym czasie zmywam ją ciepłą wodą. Usuwanie maseczki jest łatwe, gdyż nie zastyga ona na skórze "na skorupę". Woda radzi sobie z nią należycie, nie potrzeba ani gąbki ani specjalnej rękawicy aby pozbyć się kosmetyku. Spłukuję ją przy użyciu rąk, następnie osuszam papierowym ręcznikiem.
Moja cera ma nierównomierny koloryt za sprawą problemów trądzikowych. Po zmyciu i osuszeniu skóry, widać gołym okiem, że cera jest rozjaśniona. Co prawda nie jest to efekt trwały, ale regularne używanie maski pozwala cieszyć się ładniejszym kolorytem. Zauważalne jest także wygładzenie skóry. Lubię nakładać ją po peelingu, wycisza i koi skórę.
Spora ilość cynku (w składzie już na 2 miejscu, zaraz za wodą, dokładnie 15%) sprawia, że skóra po zastosowaniu tej maseczki jest matowa, nie wysuszona, ani ściągnięta. Możecie wierzyć lub nie, ale moje pory są na prawdę zmniejszone i chwała jej za to. :-) Nieco wspomaga gojenie się powstałych zmian skórnych, jednak nie likwiduje ich powstawania w moim przypadku całkowicie.
Ma prosty skład, znajdziemy tutaj także 2,5% ekstraktów z aloesu, lnu i rumianku.
Maska jest bardzo wydajna i kosztuje niewiele.
Cieszę się, że na nią trafiłam, jest perełką w mojej pielęgnacji.


Skład: Aqua, Zinc Oxide, Ceteareth-20, Cetearyl Alkohol, Cetyl Alcohol, Linum Usitatissimum Seed Extract, Aloe Vera Extract, Chamomilla Recutita Extract, Citric Acid, Methylparaben, DMDM-Hydantoin, Ethylparaben, Butylhydroxitoluen.


Dostępność: internet, strona producenta
Cena: 12 zł / 150 g





Używałyście? Jakie są Wasze ulubione maseczki do twarzy?

czwartek, 5 grudnia 2013

La Rosa: Lakier do paznokci, kolor 106

Markę La Rosa poznałam dopiero niedawno, a to za sprawą ostatniego ShinyBoxa. Właściwie nie. Już wcześniej czytałam o tej firmie, kojarzyła mi się z minerałami, widziałam kilka recenzji na ich temat. "Namacalnie" poznałam ją dopiero dzięki listopadowej edycji pudełek. Dzisiaj przedstawię Wam lakier do paznokci, a za jakiś czas, na pewno ukaże się recenzja mineralnego cienia do powiek.



La Rosa,
Lakier do paznokci, kolor 106




Trzeba przyznać, że pigment ten lakier ma fe-no-me-na-lny. Na powyższym zdjęciu mam na paznokciach jedną jedyną warstwę produktu, bez żadnej bazy i bez warstwy wierzchniej, sam lakier - solo. I to nie w pierwszy dzień jego nałożenia, a bodajże trzeci!
Aplikacja jest bezproblemowa, pędzelek wygodny, dobrze nakłada i rozprowadza lakier po płytce paznokcia. Nie tworzy nieestetycznych smug, bąbelków. Wysychanie również godne pochwały, bardzo nie lubię kiedy emalia schnie w nieskończoność, bo za każdym razem, zaraz po pomalowaniu paznokci, przypomina mi się setka rzeczy, którą muszę wykonać "na już", też tak macie? ;-)
Trwałość bardzo w porządku, i wyróżnia się na tle lakierów, które posiadam w swoim zbiorku. Na czwarty dzień zaobserwowałam lekkie ścieranie się końcówek. 
Nie podoba mi się jedna rzecz, ale chyba wszystkie lakiery z mocnym pigmentem tak mają. Po zmyciu lakieru zostaje na paznokciach taka czerwonawa poświata (złe słowo, ale nie wiem jakiego użyć), jakby były zafarbowane, nie mogę tego domyć za pierwszym razem.
Pojemność zadowalająca. A cena - to zależy, ja zwykle nie wydaję na pojedynczy lakier więcej niż 10 zł, ale wiem, ze są między Wami mniej "skąpe" Lakieromaniaczki. ;-)

W asortymencie widzę na chwilę obecną 16 odcieni. Kolory dostępne tutaj: klik!



Dostępność: Strona producenta
Cena: 16 zł / 10 ml




Jak Wam się podoba? I do posiadaczek ostatniego ShinyBoxa - jaki otrzymałyście kolor lakieru w swoim pudełku? :-)

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Wibo: czarny eyeliner z pędzelkiem + zakupy

Przez długi czas do podkreślenia oczu używałam czarnych kredek. Odpowiadała mi ich łatwość i szybkość obsługi. Po jakimś czasie rozpoczęłam poszukiwania eyelinera, który zapewniłby mi precyzyjność aplikacji i odpowiednią trwałość. Próbowałam z kilkoma różnymi markami, aż kiedyś - dość przypadkowo - sięgnęłam po egzemplarz z pędzelkiem z Wibo. Od tamtej pory bardzo często do niego wracam.


Wibo, 
czarny eyeliner



Opis producenta:


Nowa formuła long lasting, wyjątkowo głęboki odcień czerni. Szybko wysycha i łatwo się aplikuje dzięki specjalnemu pędzelkowi. Nawet niewprawną ręką wykonasz perfekcyjny makijaż oka na górnej i dolnej powiece, tuż przy linii rzęs.




Eyeliner mieści się w czarnym, niewielkich rozmiarów plastikowym opakowaniu.
Mieści 4 ml produktu.



Eyeliner posiada cienki, odpowiednio wyprofilowany pędzelek, który z łatwością sunie po skórze. Jestem zadowolona z koloru tego produktu, jest to faktycznie głęboka czerń, do której nie mogę się przyczepić. Konsystencja mogłaby być odrobinę gęstsza. Aplikacja nie sprawia dużych problemów, chociaż z pewnością na samym początku wymaga treningów, ja "przesiadając się" z kredki do powiek na ten eyeliner, nie umiałam nim pracować. Kreski nie wychodziły mi takie jakie bym chciała, jednak dość szybko nauczyłam się obsługiwać tego typu aplikator. Mimo, że nie jest to wersja wodoodporna (bo taka też jest w sprzedaży) to uważam że produkt jest wystarczająco trwały. Po nałożeniu dość szybko wysycha i nie odbija się na powiece. Jeżeli zaś chodzi o wysychanie w opakowaniu - nie zauważyłam aby podczas mojego użytkowania, produkt w buteleczce zmieniał jakoś szczególnie konsystencję. Nie uczula mnie ani nie powoduje łzawienia czy pieczenia oczu (zaznaczę, że nie używam go do malowania linii wodnej).
Cena również przemawia na jego korzyść.

Jeżeli chodzi o wybór kolorów to dostępne są: niebieski, szary i brązowy.





Tak wygląda pojedyncza warstwa:




Dostępność: Rossmann
Cena: ok. 6,50 zł / 4 ml




Na koniec fotka zbiorcza kosmetyków, które niedawno wpadły mi do koszyków w paru sklepach. Byłam m.in. w Rossmannie (post zakupowy z całą kolorówką, którą nabyłam, pojawi się niebawem) i  SuperPharm - tak jak wiele z Was. Nie rozpisuję się, ale muszę - koniecznie MUSZĘ - pochwalić to mydło Himalaya (neem i turmeric), rewelacyjnie oczyszcza, również zmywa makijaż mineralny, moje widoczne zmiany trądzikowe na policzkach w tydzień niemalże zostały usunięte w CAŁOŚCI!!!!! Do tej pory nie mogę w to uwierzyć! A kosztuje grosze!
Poużywam dalej, i na pewno napiszę o nim notkę.





Wracając do recenzji - znacie ten produkt? A może macie inny, ulubiony eyeliner? :-)

poniedziałek, 25 listopada 2013

Pharmaceris: T-Trądzik, oczyszczający dermo-peeling i płyn bakteriostatyczny z kwasem migdałowym

Każdy, kto boryka się z problematyczną cerą wie, jak ciężko jest dobrać dla niej odpowiednie kosmetyki. Ja, zanim zdecyduję się na zakup jakiegoś produktu do twarzy najczęściej przeczesuję internet w poszukiwaniu informacji o działaniu danego specyfiku, a jeżeli takowego nie znajduję, to staram się przeanalizować chociażby skład czy zapoznać się z dokładnym opisem, rzadko wybieram kosmetyki w ciemno.
Produkty marki Pharmaceris znam dość wybiórczo, większość z nich poznałam dzięki notatkom blogerek krążących w sieci. Ja sama miałam okazję używać kilku ich kosmetyków (np. fluid intensywnie kryjący, bądź pianka oczyszczająca, ostatnio sprezentowałam siostrze fluid matujący) i przyznaję, że byłam z nich zadowolona.
Tym razem chciałabym przedstawić Wam dwa kosmetyki z serii T-Trądzik.



Oczyszczający płyn bakteriostatyczny z 2% kwasu migdałowego
i
Oczyszczający dermo-peeling do twarzy zwężający pory







Zdecydowałam się poświęcić notkę obu tym produktom na raz, ze względu na to, że używałam ich równolegle i uważam, że bardzo fajnie się uzupełniają. Dermopielęgnacja skóry trądzikowej tej marki składa się w chwili obecnej z 14 produktów, wszystkie znajdziecie tutaj: klik!
Zacznę od recenzji peelingu.






Opis producenta:

Peeling polecany do głębokiego oczyszczania skóry trądzikowej o umiarkowanych zmianach (krostki, grudki, zaskórniki) tendencją do błyszczenia. Nie rekomendowany przy ostrych ropnych zmianach zapalnych.



Znajduje się w miękkiej tubce mieszczącej 50 ml produktu, dodatkowo umieszczonej w kartoniku widocznym na zdjęciu. Peeling ma przyjemny zapach, lekko cytrusowy. Zawiera bardzo dużą ilość drobinek. Data ważności: 12 mc od dnia otwarcia.

Peeling ma odpowiednią konsystencję, jest dość gęsta, niepłynna, dlatego z aplikacją nie ma najmniejszych problemów. Ilość drobinek ścierających jest umiarkowana, są niewielkich rozmiarów, ale muszę przyznać, ładnie ścierają naskórek. Uważajcie podczas wykonywania peelingu, bo może się wydawać, że drobinki są słabe i delikatne, a tak do końca nie jest - robi swoje. Na policzkach mam trochę rozsianych zaskórników zamkniętych, dlatego bojąc się aby ich nie roznieść po całej twarzy, delikatnie przystępowałam do masażu. Po zakończonym "zabiegu" zmywam kosmetyk letnią wodą, suszę skórę jednorazowym papierowym ręcznikiem i nakładam krem (obecnie jest to krem z azeloglicyną, napiszę o nim niebawem). Skóra po peelingu jest gładziutka, oczyszczona i świeża. Moje pory faktycznie są zmniejszone, a skóra natychmiast przestaje się błyszczeć. Jego używanie w połączeniu z poniższym płynem i kilkoma innymi preparatami sprawia, że UWAGA na mojej skórze nie pojawiają się już ropne zmiany !! Zaskórników ten zestaw całkowicie nie zlikwidował, ale są jakby mniejsze, tych płytkich już nie widzę, będę obserwować je nadal.
Peeling nie kaleczy skóry, nie powoduje jakiegoś intensywnego zaczerwienienia.
Dzięki swojej konsystencji jest to produkt bardzo wydajny. Skład pozbawiony jest parabenów, alergenów, mydła, sls, sles, barwników.
Aha, dodam, że używam peelingu zwykle raz na tydzień, no - czasami zdarzy mi się sięgnąć po niego drugi raz w odstępie kilku dni. Obserwuję swoją cerę i dobieram pielęgnację wobec jej aktualnych potrzeb.

Skład tutaj -



Dostępność: apteki, internet, strona producenta
Cena: 24,90 zł / 50 ml
(obecnie trwa promocja, można kupić go za 19,92 zł na stronie producenta: klik!)


I poniżej drugi produkt, płyn bakteriostatyczny z kwasem migdałowym.







Opis producenta:

Preparat przeznaczony do przemywania skóry trądzikowej z umiarkowanymi i intensywnymi zmianami zapalnymi z tendencją do błyszczenia, powstawania blizn i przebarwień potrądzikowych. Dedykowany do obszarów skóry najczęściej narażonych na występowanie trądziku, również profilaktycznie.




Opakowanie to podłużna, dość smukła butelka o pojemności 190 ml. Płyn ma przeźroczysty kolor, zapachu nie wyczuwam. Nie zawiera alkoholu, parabenów, mydła. Data ważności: 9 mc od dnia otwarcia.


Lubię kwas migdałowy, wspomaga walkę z niedoskonałościami, dlatego kiedy nadeszła jesień chętnie sięgnęłam po płyn, który zawiera ten składnik (chociaż niejednokrotnie czytałam, że tego kwasu można używać przez okrągły rok). Płyn nakładamy standardowo poprzez nasączenie płatka kosmetycznego i przemycie nim obszarów, na których znajdują się zmiany spowodowane trądzikiem. Produkt nie jest lepki, nie tworzy na skórze nieprzyjemnej otoczki. W moim przypadku nie zaobserwowałam szczypania, jednakże muszę przyznać, że moja skóra już wiele w swoim życiu przeszła - niestety. Płyn zawiera kwas migdałowy w stężeniu 2 % i znajduje się on już na 2 miejscu w składzie tuż za wodą, więc nie ma tutaj żadnego oszustwa. Poza nim, znajdziemy m.in. ekstrakt z cytryny, a nie znajdziemy z kolei: alkoholu, parabenów, mydła, alergenów, sls, sles, barwników. Zwiera glicerynę (podobnie jak peeling) - której kiedyś szaleńczo unikałam, bo wyczytałam gdzieś, że często jest ona składnikiem, który powoduje zaostrzenie zmian trądzikowych. Uważam, że niepotrzebnie trzymałam się kurczowo tej myśli, bo jakiś czas temu wprowadziłam do pielęgnacji cery produkty z gliceryną i obserwuję, że jest ona dla mnie - dosłownie - neutralna.
Płynu trzeba używać z głową, bo jeśli będziemy stosować go za często doprowadzimy do mocnego przesuszenia skóry. Producent zaleca używanie go 2 razy dziennie. Ja, podobnie jak w przypadku peelingu, obserwuję swoją cerę i sięgam po produkty wtedy, kiedy widzę potrzebę, obecnie płynu używam raz dziennie.
Skóra po nim jest oczyszczona, znika błysk, jest świeża, nie zwiększa się ilość niespodzianek, widocznie wspomaga leczenie. W jego opisie znajdziemy informację, że całkowicie eliminuje i hamuje namnażanie się bakterii (badania przeprowadzone w Laboratorium Eris podają, że ten efekt uzyskujemy już po 5 minutach od aplikacji produktu).
Co jeszcze... Dobrze przygotowuje skórę na przyjęcie kremu. Można stosować go także na plecy i dekolt.



Skład tutaj -



Dostępność: apteki, internet, strona producenta
Cena: 28,90 zł / 190 ml
(obecnie trwa promocja, można kupić go za 23,12 zł na stronie producenta: klik!)



Oba produkty sprawdzają się na mojej cerze. Nie mogę niestety powiedzieć, że pozbyłam się problemu trądziku, bo bym skłamała. Używam równolegle jeszcze kilku produktów w walce o ładną cerę i każdy na pewno wnosi coś w moją pielęgnację. Dobry peeling to ważna rzecz dlatego warto jest mieć taki pod ręką. Szczerze uważam, że ten z serii T jest porządny, dobrze usuwa naskórek i oczyszcza cerę, jednocześnie jest dość mocny, dlatego należy używać go z rozwagą. Jeżeli chodzi o płyn, to od dawna wiadomo, że kwas migdałowy ma bardzo dobry wpływ na redukcję trądziku. Ten dobrze i głęboko oczyszcza skórę, likwiduje świecenie się, przygotowuje ją na przyjęcie kolejnych preparatów.
Dzięki produktom jakie używam w chwili obecnej, widzę poprawę mojego stanu cery. :-)
W przygotowaniu mam post z kosmetykami, których obecnie używam, pojawi się niebawem.


*Oba produkty przetestowałam dzięki uprzejmości Laboratorium Kosmetycznego Dr Ireny Eris.




Znacie serię T od Pharmaceris? Używałyście może tego antybakteryjnego żelu myjącego i kremów z kwasem migdałowym? Dobre są?

piątek, 22 listopada 2013

ShinyBox by DeeZee - listopadowe pudełko

Jak widać w tytule dzisiaj nie o szaleństwach zakupowych, choć temat ten przewija się na sporej części stronach o tematyce kosmetycznej. Wczoraj byłam w SuperPharm, dzisiaj w Rossmannie, więc notka z łupami będzie - ale następnym razem. Dotarł już do mnie kolejny ShinyBox, o imponującej zawartości, więc to jemu poświęcę piątkową notkę. :-)



ShinyBox by DeeZee





BingoSpa
maska do twarzy ze 100% olejem ryżowym
12 zł / 120 g
(produkt pełnowymiarowy)


La Rosa
mineralny cień do powiek
25 zł / 3 g
(produkt pełnowymiarowy)


Mariza
matujący puder ryżowy
18 zł / 5 g
(produkt pełnowymiarowy)


La Rosa
lakier do paznokci
18 zł / 10 ml
(produkt pełnowymiarowy)


AA Cosmetics
balsam do ciała
24 zł / 250 ml
(produkt pełnowymiarowy)


Romantic Profesional - balsam i szampon - po 8 ml każdy
Corine de Farme - krem 2 w 1 twarz i kontur oczu - 3 ml
(gratis)




Pudełko godne uwagi - to na pewno. Tym razem mamy aż 6 pełnowymiarowych produktów (świetnie, tak trzymać)! :-) Wszystkie marki jakie znalazły się w tej edycji, są nowością dla ShinyBoxa, bo produkty tych firm nie pojawiały się we wcześniejszych edycjach.
BingoSpa znam i bardzo lubię, mimo to, to właściwie jedyny produkt, który nie przypadł mi do gustu ponieważ jest całkowicie nietrafiony do profilu mojej cery. Zastanawiam się czy wrzucić tę maskę na wymianę i polować na inny wariant (może ma któraś z Was wersję co cery tłustej/mieszanej/trądzikowej i chce się zamienić?), czy podarować ją Mamie - zobaczę.
Następnie mamy dwa produkty marki La Rosa. Firmę znam jedynie z internetu, dlatego chętnie sprawdzę jak sprawuje się lakier (kolor 106) i cień mineralny (22 Olivine).
Z Marizy miałam już kilka kosmetyków (zarówno kolorówka jak i pielęgnacja), tym razem trafił mi się puder ryżowy. Właściwie staram się używać tylko naturalnych pudrów, w tym widzę sporo parabenów, ale postanowiłam, że wypróbuję jak działa na przetłuszczającej się skórze. Co do balsamu, to mam kilka produktów, które czekają w kolejce na zużycie, więc i ten (AA) będzie musiał zaczekać. Fajnie, że opakowanie ma pompkę, bo takie lubię najbardziej. W moim pudełku znalazłam jeszcze 3 próbki w saszetkach - widoczne na ostatnim obrazku, są to Romantic Profesional i Corine de Farme.

Jeśli macie chęć na ShinyBoxa to odsyłam Was na stronę

koszt jednorazowego pudełka wraz z wysyłką kurierem to 49 zł
subskrypcja 3 pudełek kosztuje 139 zł
6 pudełek 256 zł
12 pudełek 539 zł.



Podoba się Wam ShinyBox by DeeZee?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...