czwartek, 16 stycznia 2014

Shinybox - recenzja grudniowego pudełka

Wielkimi krokami zmierza do nas styczniowa edycja (Shiny poinformował na swoim fanepage'u, że pierwsza wysyłka jest już w drodze) dlatego biorę się za krótki opis kosmetyków z zeszłego miesiąca.


Shinybox
grudzień 2013






Farmona, masło do ciała 
produkt pełnowymiarowy
(14 zł/ 200 ml)

Jako, że masełek i balsamów mam sporo ten produkt musi zaczekać na swoją kolej. Ma zabezpieczenie w formie sreberka dlatego nie opowiem Wam ani o konsystencji ani o zapachu. Notka na pewno pojawi się na blogu. Jeżeli jednak macie chęć poczytać o produktach Farmony, to niedawno pisałam o nich tutaj i tutaj.






Organique, peeling enzymatyczny
 produkt pełnowymiarowy 
(73 zł/ 100 ml)
(niektóre z Was dostały zamiast peelingu tonik do twarzy bądź żel do mycia twarzy)

Kiedyś używałam peelingu enzymatycznego z Biochemii Urody i byłam z niego bardzo zadowolona. Podobnie jest w przypadku tego produktu. Ma świetną konsystencję, nie spada z palca, aplikacja jest łatwa i przyjemna. Działa rewelacyjnie. Złuszcza martwy naskórek, oczyszcza, wygładza, pozostawia skórę miękką i miłą w dotyku. Nie pozostawia uczucia ściągnięcia. Rezultat widoczny już po pierwszym zastosowaniu. Jest bardzo wydajny dlatego na cenę przymykam oko. Chyba poświęcę mu osobną notkę, bo na to zasługuje.

Anatomicals, balsam do ust 
produkt pełnowymiarowy 
(12 zł/ 15 ml)
(niektóre z Was dostały krem do rąk)

Fajnie, że moje pudełko skrywało balsam do ust, ponieważ mam jeszcze jeden nie otwarty krem do rąk, który czeka na swoją kolej. Balsam z serii "nie pękaj" jest przezroczysty, ma raczej gęstą i niewodnistą konsystencję, łatwo rozprowadza się na ustach. Długo utrzymuje się na skórze i za to zdecydowany plus - dzięki temu usta są dłużej chronione (nawet w chłodniejsze dni). Zmiękcza naskórek, ładnie prezentuje się na ustach, dodaje im blasku. Jest wydajny. Nie mam obecnie dużego problemu z ustami, zobaczymy jak poradzi sobie kiedy w końcu zajrzy do Wrocławia prawdziwa zima.




Marion, bibułki matujące
 produkt pełnowymiarowy 
(12 zł/ 50 sztuk)

Nie miałam jeszcze produktu tej marki, który powaliłby mnie na kolana dlatego jestem dość sceptycznie nastawiona do Mariona. Jeżeli chodzi o bibułki to spełniają swoje zadanie, jednak kolor pudru odznacza się trochę od odcienia mojej cery. Jedna bibułka wystarcza aby zmatowić całą cerę. Nie zauważyłam aby produkt mnie wysuszał czy podrażniał. Nie pogorszył też stanu mojej cery. Nie niszczy makijażu. Same bibułki są jakby nieco twarde, trochę dziwne, ale może takie mają być. Ogólnie jest ok, ale zaznaczę, że nie mam doświadczenia z tego typu specyfikami, dlatego nie mam porównania.





Lorealbłyszczyk do ust Glam Shine 
produkt pełnowymiarowy 
(35 zł/ 6 ml)


Fajnie, że trafiłam na ten kolor (181), bo w niektórych pudełkach umieszczono odcień pomarańczowy. Zaraz po otwarciu błyszczyka zdziwił mnie jego szeroki aplikator jednak nanosi błyszczyk odpowiednio. Opakowanie mieści 6 ml produktu. Kolor (widoczny na poniższym zdjęciu) nie zawiera drobinek. Trwałość oceniam na przeciętną, utrzymuje się krótko, cenę zaś uważam za zbyt wysoką. Nie wysusza moich ust, napisano że zawiera wit. E i olejki roślinne. Znam błyszczyki tańsze, z których jestem bardziej zadowolona choć tego nie przekreślam, będę go nadal używać.
Plus za szeroki wybór kolorów.







Na koniec jeszcze swatch błyszczyka i balsamu do ust:




Najbardziej jestem zadowolona z peelingu i cieszę się, że to właśnie on mi się trafił, chociaż prawdę mówiąc i żel i tonik chętnie bym przetestowała, lubię tę markę i ufam jej. Pozostałe produkty nie zawiodły, ale też efektu "wow" po ich używaniu nie odnotowałam. Balsam długo utrzymuje się na ustach, dlatego noszę go zawsze w kurtce, nakładam też warstewkę na noc i z działania jestem zadowolona. Masełko musi zaczekać na swoją kolej, bo jak pootwieram wszystkie mazidła, to nie zdążę ich zużyć w terminie przydatności. Błyszczyk ładnie prezentuje się na ustach, ale jest mało trwały. Z bibułek byłabym bardziej zadowolona gdyby puder był bardziej dopasowany do mojego kolorytu skóry, ten trochę się na niej odznacza. Jest też podobno wersja bez pudru, chętnie bym ją wypróbowała. 
*Wiele pudełek zawierało także kurację do rekonstrukcji włosów Kerabond, u mnie jej nie było, nie jest mi z tego powodu smutno, bo to zestaw 3 saszetek (podobno na jedno użycie). Bardzo podoba mi się wygląd pudełka. :-)




Jak oceniacie to pudełko?

11 komentarzy:

  1. Ciekawa jestem jak w mrozy sprawdzi się ten balsam do ust ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mrozy we Wrocławiu zdarzają się tej zimy dość sporadycznie. :P

      Usuń
  2. uwielbiam ten peeling, jest rewelacyjny. Niespodziewaniem się, że tak "odnowi" moją skórę

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem ciekawa balsamu do ciała, i tego do ust :)
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. "Rytualne masło" - ciekawe zestawienie słów. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. u mnie właśnie był zestaw Kerabond zamiast masełka Farmony;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaa, to dobrze że trafiłam na masło. :))

      Usuń
  6. trzeba przyznać, że udane to pudełko :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Lubię te błyszczyki z L'oreala, choć niby nie ma w nim nic specjalnego, ale jednak :) Aplikator w kształcie serduszka u mnie się sprawdza :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...