sobota, 14 września 2013

Grashka: baza pod cienie i do ust + porównanie z bazą Hean Stay On

Dobrej jakości baza to podstawa trwałego makijażu oka. Dotychczas miałam do czynienia z dwiema bazami pod cienie, a były to: Joko Virtual - kosmetyk, który totalnie się u mnie nie sprawdził (toporny, rolował się, szybko stwardniał w opakowaniu na kamień!) i Hean Stay On - bardzo porządny produkt spełniający moje oczekiwania, któremu nie mam nic do zarzucenia.
Grashka to marka, którą poznałam dzięki ShinyBoxowi, przedstawię Wam z bliska bazę pod makijaż powiek.


Grashka
Baza pod cienie i do ust






Opis producenta:

Wyjątkowa formuła kosmetyku zapewnia idealny wygląd zarówno 
makijażu oczu, jak i ust. Dzięki bazie skóra znajdująca się
 na powiekach oraz delikatna powierzchnia ust, zostaną odpowiednio przygotowane do
 makijażu. GRASHKA Eye and Lip Primer 
posiada neutralny, cielisty odcień, a jej konsystencja ułatwia dokładną aplikację, 
co powoduje, że kosmetyki nałożone na bazę posiadają 
intensywny kolor, a jednocześnie makijaż wydaje się miękko nałożony 
na elastyczną i delikatną w dotyku skórę. Co najważniejsze, baza 
GRASHKA przyczynia się do niezwykłej długotrwałości makijażu oraz 
sprawia, że kosmetyki nie skawalają się w załamaniach skóry niezależnie od 
budowy oka. Nie musisz się również obawiać
 niekorzystnych warunków pogodowych.


Opakowanie to plastikowy zamykany na zatrzask, dość płaski, niewielkich rozmiarów, okrągły dysk, który mieści 1,2 ml produktu. Baza ma kolor cielisty, jest bezzapachowa. Nie zawiera konserwantów.


Zacznę od opakowania. Jest dobrze skonstruowane, fajnie, że kosmetyk umieszczono w takim płaskim pudełeczku, gdyż łatwo wydobyć z niego produkt. W przypadku wspomnianych przeze mnie wcześniej baz: Joko i Hean - głębsze słoiczki sprawiały, że przy nabieraniu bazy często przedostawała się ona pod paznokieć, to nie było komfortowe. Dodatkowo plus za to, że wkład w Grashce jest wymienny, można go spokojnie wyciągnąć z pudełka, gdyż trzyma się na magnes.
Baza ma kolor cielisty, jest trochę ciemniejsza aniżeli mój odcień skóry, w pierwszej chwili wydaje się być nawet lekko pomarańczowo-beżowa, ale dobrze rozsmarowana i nałożona w niewielkiej ilości, stapia się z powieką.
Ma kremową konsystencję, dość twardą, lekko gumową, ale nie mam problemu z jej rozprowadzeniem na skórze. Faktycznie przedłuża trwałość makijażu (chociaż wydaje mi się, że baza z Hean radzi sobie jeszcze lepiej) i zgadzam się z tym, że podbija kolory cieni. Poniżej wklejam zdjęcie porównawcze, mam nadzieję, że aparat uchwycił różnicę na tyle, że będzie ona dla Was widoczna. Pod makijaż ust jej nie stosowałam.
Jeśli chodzi o wydajność to moim zdaniem jest raczej średnia. Pełnowymiarowe opakowanie to tylko 1,2 ml kosmetyku i dość szybko się zużywa.

Uważam, że to całkiem dobry produkt, ale w podobnej cenie kupuję 14 g bazy z Hean, która też spełnia moje wymagania i wystarcza na dłużej.



Dostępność: chyba tylko przez internet
Cena: ok 12 zł / 1,2 ml  lub sam wkład ok. 8 zł.


I małe porównanie z bazą Hean Stay On:





Macie swoje ulubione produkty Grashki? A bazy pod cienie, jakie stosujecie?

piątek, 13 września 2013

Moje nowe okulary od Firmoo! :-) (dużo zdjęć) + zapowiedź konkursu

Dzisiaj nie będzie kosmetycznie, a to za sprawą przesyłki od Firmoo. Okulary, na które zdecydowała się moja Siostra w zeszłym roku, wciąż jej służą, dlatego tym razem postanowiłam, że kolejną parą obdaruję siebie. Odkąd posiadam prawo jazdy, pilnuję aby mieć zawsze w zapasie soczewki. Używam tych miesięcznych. Zdarza się, że nie mam czasu bądź po prostu ochoty ich zakładać. Ostatnio w ogóle ich nie noszę co też sprawia, że założenie sprawia mi na nowo trochę kłopotu. Poza tym, za każdym razem po całym dniu w soczewkach czuję, że moje oczy są na prawdę zmęczone.

Zdecydowałam się na czarne oprawki.
Mój model to: #CP6072, kolor Black, Clear (C11)
i znajduje się tutaj: klik!













Kontakt z Jessicą, która obsługiwała moje zamówienie (jest to kontynuacja współpracy) była bardzo miła i rzeczowa. Przesyłka dotarła po 4 dniach roboczych od zatwierdzenia zamówienia. To jeszcze szybciej niż poprzednio! :-) Okulary zostały dostarczone kurierem FEDEX, były zapakowane w firmową torbę i kopertę z bąbelkami. Tak jak w zamówieniu, którego dokonałam w zeszłym roku, okulary otrzymałam w twardym, bardzo eleganckim, czarnym etui. Niespodzianką jest druga osłonka, miękka - widoczna na zdjęciu. Szmatka i kluczyk do regulacji oprawek również znalazły się w zestawie.

Okulary leżą idealnie choć zostały wybrane na odległość. Już w poprzednim poście (klik!) pokazywałam Wam, że czasami faktycznie nie ma co sugerować się brakiem możliwości przymierzenia, bo wybór przez internet może okazać się jeszcze lepszy, taki przysłowiowy "strzał w dziesiątkę". ;-)
Okulary są porządnie wykonane, nigdzie się nie chwieją. Oprawki bardzo ładne, są lekkie, dość cienkie - dzięki czemu nie przytłaczają twarzy. Mają modny wygląd i powiem szczerze, że mierzyły je również dwie moje Siostry i pasują każdej z nas, można powiedzieć, że są dość uniwersalne.
Dużym plusem oprawek Firmoo jest ich cena. Te, które widzicie powyżej kosztują 39$, a można znaleźć na stronie ich sklepu jeszcze tańsze. Jeżeli zdecydujecie się na zakupy powyżej kwoty 55$, to możecie skorzystać z darmowej wysyłki, wtedy w formularzu zakupu należy wpisać hasło FREEXSHIP.
Jestem z nich bardzo zadowolona, poprawiają moją widoczność w samochodzie, a to najważniejsze. ;-)


Wspomnę jeszcze o programie, który obecnie obowiązuje w sklepie Firmoo. Możecie zamówić DARMOWE OKULARY (oprawki + szkła!) opłacając jedynie koszty wysyłki. 
Akcja ta nazywa się: First Pair Free Program, a więcej na jej temat przeczytacie tutaj: klik!



I na koniec informacja: niedługo na blogu opublikuję konkurs, w którym do wygrania będą okulary Firmoo.! :-) Jeśli macie chęć zgarnąć takie dla siebie - obserwujcie moje notki! :-)




A Wy? Macie już swoje okulary Firmoo? :-)

czwartek, 12 września 2013

E-naturalne.pl: krem z tlenkiem cynku 10%

Nie opisałam Wam jeszcze jednego produktu naturalnego, który w obecnym czasie stosuję, dlatego dzisiaj kiedy mam trochę więcej czasu, biorę się za pisane notki. Jakiś czas temu pokazywałam Wam w zapowiedziach ten kosmetyk, byłyście ciekawe jego działania.


E-naturalne.pl,
Krem z tlenkiem cynku 10%



Opis producenta:

Krem z tlenkiem cynku, mineralnym filtrem UV, to propozycja na słoneczne dni jako krem na dzień. Krem idealnie nawilża, łagodzi podrażnienia, odżywia i chroni przed działaniem promieniowania UV. Przyspiesza regenerację naskórka, czyniąc skórę bardziej elastyczną. Ponadto obecność tlenku cynku wspomaga leczenie trądziku, działa także bakteriobójczo oraz antyrodnikowo. Tlenek cynku ma również działanie łagodzące, co czyni go produktem odpowiednim do pielęgnacji zarówno cery trądzikowej, jak i suchej i podrażnionej.


Krem znajduje się w plastikowym słoiczku. Ma dość gęstą konsystencję, kolor beżowy, zapach neutralny. Zestaw do samodzielnego przygotowania kremu zawiera wszystkie niezbędne składniki. 
Opakowanie mieści 50 g produktu. 

Zestaw zawiera:
Baza kremowa – 30 g 
Tlenek cynku – 5 g
Olejowy ekstrakt z rozmarynu – 1 g
Olejowy ekstrakt z aloesu – 2 g
Ekstrakt z zielonej herbaty – 2 g
Macerat z marchwi – 3 g
Olej avocado – 7 g
Pipeta jednorazowa
Naklejka
Elegancki plastikowy słoik na krem




Przygotowanie kremu jest bardzo łatwe i nie pochłania wiele czasu. Wszystko dokładnie jest opisane na stronie sklepu (link wklejam poniżej, pod zdjęciem). Po połączeniu składników i dokładnym ich wymieszaniu kosmetyk jest gotowy do użycia.
Krem ma dość gęstą konsystencję i oznacza to, że nie jest ona płynna (nie ma prawa spłynąć z palca), ale także łatwo rozsmarowuje się na skórze. Nie wchłania się od razu, dlatego najlepiej stosować go na noc, po kąpieli. Jeśli chodzi o moje doświadczenie z tym produktem - to w moim przypadku zdecydowanie nie nadaje się pod makijaż (ja używam mineralnego) gdyż po zaschnięciu sprawia że makijaż jest widoczny, wygląda brzydko. Sądzę, że to za sprawą cynku i mojej niekiedy przesuszonej cery (używam obecnie Epiduo).
Ostatnio lubię nakładać go po zmyciu glinki Ghassoul, kiedy skóra jest idealnie oczyszczona i tylko czeka na przyswojenie nowych składników odżywczych. :-)
Jeśli chodzi o działanie to faktycznie nawilża skórę, likwiduje suche skórki. Sprawia, że skóra jest gładsza, przyjemniejsza w dotyku. Krem nie spowodował pogorszenia stanu cery jednakże działania przeciwtrądzikowego nie zauważyłam od razu. Mimo to, faktycznie - przy dłuższym i systematycznym używaniu, widać poprawę, w dalszym ciągu będę obserwować cerę.
Nie podrażnia skóry, nie zapycha moich porów. Krem jest bardzo wydajny i najlepiej trzymać go w lodówce.
Naturalny skład sprawia, że z ufnością nakładam go na skórę twarzy, gdyż staram się nie dostarczać jej chemicznych substancji w preparatach pielęgnacyjnych.



Dostępność: E-naturalne.pl klik!
Cena: 28,90 zł / 50g

* Krem otrzymałam w ramach współpracy.



Mój obecnie ulubiony krem do twarzy to...  :-) Napiszcie, chętnie przeczytam! :-)

środa, 11 września 2013

Krótki post o prezentach kilku. :-)

Wczoraj miałam swoje małe święto, urodziny, więc dzisiaj post typowo pokazowy. :-) Chciałam Wam pokazać kilka prezentów jakimi uraczyli mnie Najbliżsi. :-)

Prezenty! :-)





W białym wazoniku znajdowało się powyższe drzewko, które przesadziłam już do odpowiedniej, nieco większej doniczki. Uroczy wazonik posłuży mi teraz jako domek dla pędzli do makijażu. :-)




Moja obecna kolekcja liczy tyle pędzelków: 




Od siostry dostałam szkatułkę. Zamieszkały w niej lakiery do paznokci (ledwo się zmieściły! :-))






Jutro bądź pojutrze pokażę Wam mój nowy nabytek. Jeżeli jesteście ciekawe to zapraszam na nową notkę! :-)

czwartek, 5 września 2013

Balea i Farmona

Wczoraj do mojego zbiorku kosmetyków Balea trafiły dwa kolejne produkty, mianowicie żele pod prysznic o niesamowicie kuszących zapachach. :-) Rzuciłam okiem na moją obecną "kolekcję" tychże produktów i pomyślałam, że zrobię na ich temat krótki wpis.


Balea



Muszę przyznać, że zanim pierwszy raz trafiły w moje ręce produkty marki Balea, to wiele na ich temat naczytałam się w internecie. Kusiły mnie te kolorowe opakowania, mnogość wariantów, zdjęcia na blogspocie. Z ich dostępem bywa różnie, w typowych polskich drogeriach ich nie znajdziemy, dlatego nie od razu zdecydowałam się na zakup. Z pomocą przyszły blogerki, odkryłam, że w małych sklepikach z niemiecką chemią możemy nabyć tego typu specyfiki.
Jak widać na załączonym obrazku polubiłam żele pod prysznic, mam ich obecnie kilka, lubię zmieniać i wypróbowywać nowe zapachy. W słoiczku mieści się balsam do ciała, waniliowy. Kusi mnie aby go otworzyć, ale mam kilka nadpoczętych - więc ten - czeka w kolejce. :-)

Post nie powstaje przypadkowo gdyż zastanawiam się nad kolejnymi zakupami produktów Balea i Alverde. Podpowiedzcie mi proszę - jakie wg Was produkty tych marek zasługują na uznanie? Podrzucicie jakieś pomysły? :-) Macie swoje ulubione, niemieckie kosmetyki?


Farmona



Przy okazji pokażę Wam dwa balsamy do ciała, są to nowości Farmony, które otrzymałam w ramach kontynuacji współpracy.

Sensitive Eco Style Balsam do ciała nawilżająco – wygładzającyw jego składzie znajdziemy: 

§  Kwiat lotosu– wygładza i ujędrnia skórę oraz zapobiega jej wysuszeniu.

§  Kwas hialuronowy – zapewnia silne, natychmiastowe i długotrwałe nawilżenie oraz sprawia, że skóra staje się sprężysta i aksamitnie gładka.

§  Proteiny jedwabiu – tworzą na skórze film ochronny zatrzymujący wilgoć oraz doskonale wygładzają, zmniejszając szorstkość naskórka. 

§  Inutec– naturalny prebiotyk, łagodzi i koi podrażnienia oraz chroni przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych

Sensitive Eco Style Balsam do ciała odżywczo – regenerujący, tutaj w składzie są m.in.:

§  Mleczko owsiane– doskonale odżywia i regeneruje skórę, opóźniając procesy jej starzenia.

§  Olej ryżowy– delikatnie natłuszcza, głęboko odżywia oraz zmiękcza i wygładza skórę. 

§  Ceramidy – zapobiegają odwodnieniu i przesuszeniu naskórka. 

§  Inutec– naturalny prebiotyk, łagodzi i koi podrażnienia oraz chroni przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych



Więcej na ich temat za jakiś czas. Na razie pierwsza wersja, ta z różową szatą graficzną jest w fazie testów. :-)




Używacie kosmetyków Balea i Farmona? Możecie polecić mi swoje ulubione produkty tychże marek? :-)

piątek, 30 sierpnia 2013

Zbiorowa recenzja produktów Cleanic.

Wszystkie produkty z pudełka przetestowane, więc zapraszam na zbiorczą recenzję. :-)



Paczka od Cleanic 




Dzisiaj zacznę od chusteczek odświeżających. Występują w dwóch wariantach zapachowych.

  • Chusteczki odświeżające Clean & Chic, Długotrwały perfumowany zapach z płynem antybakteryjnym
  • Chusteczki odświeżające Pure & Glamour, Długotrwały perfumowany zapach z płynem antybakteryjnym




Oba zapachy bardzo przypadły mi do gustu, są słodkie, kwiatowe, przyjemne, długotrwale. Chusteczki są bardzo dobrze nasączone, po przetarciu skóry nie tracą natychmiast swojej wilgotności, nie robią się suche. Oba opakowania to niewielkich rozmiarów pudełeczka, łatwo wyciągnąć z nich produkt, są praktyczne i trwałe. Z racji małego formatu możemy je nosić dosłownie wszędzie, w kieszeni czy kosmetyczce.Chusteczki natychmiast oczyszczają, odświeżają i dezynfekują. Nie lepią skóry, nie podrażniają, nie powodują u mnie reakcji alergicznej. Do tego niska, atrakcyjna cena. Opakowanie można nabyć w cenie 2,99 zł. 
Chusteczki są perfumowane i zawierają płyn antybakteryjny. Każde opakowanie skrywa 15 sztuk chusteczek. 


Następnie chciałabym Wam pokazać chusteczki do zadań specjalnych, czyli do demakijażu, i higieny intymnej. Te produkty widywałam w cenie bez promocji 3,99 zł za paczkę.

  • Chusteczki do demakijażu, Facial Cleansing Wipes Hydro Formula, Skóra normalna i mieszana
  • Chusteczki do higieny intymnej Intimate, z ekstraktem z płatków róży, odświeżające



Niebieskie opakowanie to chusteczki do oczyszczania twarzy, tutaj znajduje się ich 10 sztuk. Testowała je moja siostra, gdyż ja używam do skóry twarzy tylko naturalnych, pozbawionych chemii produktów. Opakowanie jest nieco większe aniżeli tych które opisywałam wcześniej. Format chusteczek również większy - ale tym samym wygodniejszy jeśli mamy zamiar przetrzeć nimi cerę. Są dobrze nasączone, nie wysychają szybko. Siostra używała ich do wykończenia demakijażu na wakacjach. To znaczy najpierw myła buzię pianką, a następnie pozostałości makijażu zmywała tym produktem. Chusteczki oczyszczają skórę, ścierają z niej kosmetyki i zanieczyszczenia. Przyjemnie pachną, nie lepią się, nie podrażniają skóry.

Różowe opakowanie to chusteczki do higieny intymnej. Tutaj też znajdziemy ich 10 sztuk. Podobnie jak w przypadku pozostałych opakowań - mają przyjemny zapach. Ich wielkość jest taka sama jak u tych do demakijażu. Chusteczki dobrze oczyszczają, nie podrażniają wrażliwej skóry okolic intymnych. Odświeżają. Sądzę że warto nosić opakowanie takich chusteczek przy sobie, w torebce, przydają się w ciągu dnia, a już zdecydowanie w cieplejsze dni powinny być obowiązkowym wyposażeniem kosmetyczki. Dobrze sprawdzać się będą także na wyjazdach. 


Na koniec dezodorant w chusteczkach. Świetny produkt. Pisałam o nim w osobnej notce. Poniżej wklejam link. :-)
  • Deo Fresh, Dezodorant w chusteczce, 2 in 1, oczyszcza i antyperspiruje (z jonami srebra)
  • Deo Soft, Dezodorant w chusteczce, 2 in 1, oczyszcza i antyperspiruje (z jonami srebra)



Link do pełnej recenzji: klik!














Opisywane powyżej chusteczki można nabyć w drogeriach, marketach, ostatnimi czasy widywałam je w obniżonych, promocyjnych cenach. Warto polować na takie okazje aby móc zaopatrzyć się w większą ilość. Ja jestem zadowolona z tych produktów, wszystkie się u mnie sprawdziły. Mają bardzo ładne zapachy i działają tak jak należy: oczyszczają, odświeżają, likwidują nieprzyjemny zapach. Są odpowiednio nasączone i nie wysychają w mig jak czasem zdarza się przy używaniu innych.




Używacie tego rodzaju chusteczek oczyszczających?

czwartek, 29 sierpnia 2013

APART Natural, proBIOtic, Hipoalergiczny płyn do kąpieli oliwka i buriti

Lubię aromatyczne kąpiele. Post poświęcę kilku słowom na temat płynu do kąpieli marki Apart, o którym było dość sporo swego czasu na blogach kosmetycznych. Polubiłam tę markę, dlatego dość często gości w mojej łazience.


Apart, Natural proBIOtic
Hipoalergiczny płyn do kąpieli oliwka i buriti




Opis producenta:

Hipoalergiczny płyn do kąpieli zawiera naturalne PREBIOTYKI, 
które odbudowują i wzmacniają, korzystną dla człowieka 
florę bakteryjną. Wspomaga ona ochronę skóry przed chorobotwórczymi mikroorganizmami, podrażnieniami, starzeniem oraz utratą wilgoci. 
OLIWKA natłuszcza i zapobiega nadmiernej utracie wody, zmiękcza i uelastycznia naskórek. Wygładza oraz wzmacnia lipidowe bariery ochronne naskórka. Tworzy na skórze delikatny film chroniący ją przed niekorzystnym wpływem czynników zewnętrznych. BURITI chroni przed wolnymi rodnikami odpowiedzialnymi za przedwczesne starzenie się komórek, natłuszcza, odżywia, wygładza i uelastycznia skórę. 
Jest bogatym źródłem karotenoidów (prowitaminy A), tokoferoli (witaminy E) i niezbędnych dla skóry kwasów tłuszczowych. Naturalny lipid uzyskany z oleju słonecznikowego nawilża, wygładza oraz uelastycznia. Kompleks witamin A, E, F, B5 odżywia i nawilża skórę.


Duża, podłużna, plastikowa, raczej miękka butelka mieści 750 ml produktu. Płyn o gęstej konsystencji, koloru białego. Występuje w kilku wariantach zapachowych np. jedwab i noni. Hipoalergiczny.





Raczej nie przywiązuję się do płynów do kąpieli, lubię je zmieniać, testować nowe zapachy, sprawdzać produkty różnych marek. Do płynów Apart co jakiś czas wracam, polubiłam je, dobrze się u mnie sprawują.
Powyższy kosmetyk ma przyjemny zapach, który rozpościera się w łazience tworząc przyjemny, relaksujący klimat podczas kąpania się. Konsystencja jest według mnie odpowiednia, jakby kremowa. Bardzo dobrze się pieni, kiedy "wrzucimy" go w strumień wody i dzięki temu produkt jest wydajny. Jeśli chodzi o działanie to jakiegoś szczególnego nawilżenia nie zauważyłam, ale już dawno temu wyrobiłam w sobie dobry nawyk i po każdej kąpieli używam balsamu. :-) Dobrze myje, zmiękcza naskórek. Płyn nie wysusza mojej skóry, nigdy jej nie podrażnił, nawet wtedy kiedy podczas kąpieli  decyduję się na depilację nóg. 
Dodatkowo niewiele kosztuje i z dostępnością raczej nie ma problemów. 
W jego składzie nie dopatrzyłam się parabenów.





Dostępność: markety, drogerie
Cena: ok 7 zł / 750 zł

___
PS.
Wiecie jak wygląda buriti, który jest zawarty w tym wariancie zapachowym?! :-)
Ja nie wiedziałam! Prezentuje się tak:


źródło: klik!




Macie swoje ulubione płyny do kąpieli czy też lubicie zmiany? :-)

wtorek, 27 sierpnia 2013

Wielkie zakupy. :-)

Dzisiaj luźny post. Pokażę Wam moje ostatnie zakupy odzieżowe i kosmetyczne. Trochę się tego uzbierało, coś nie mogę włączyć hamulca aby przestać robić sobie prezenty. ;-)


Na początek kosmetyki. Dzisiaj w SuperPharm obowiązują Dni LifeStyle dlatego kupiłam kilka przydatnych rzeczy w atrakcyjnych cenach.

Każdy lakier z kartą LifeStyle kosztował 2,99 zł. Kupiłam także suplementy diety, które również były w promocji. Complex Zdrovit biorę już od jakiegoś czasu, więc ucieszyłam się, że mogłam je kupić prawie 50% taniej. Skrzyp wzięłam dla siostry, a magnez zawsze się przyda. 




O tym kremie przeciwtrądzikowym Acnefan wyczytałam niedawno w internecie i postanowiłam go wypróbować. Kosztował 14 zł w pobliskiej aptece. 



Następnie wizyta w Rossmannie. Już dawno miałam zamiar kupić perfumy Calvina Kleina Obssesion Night. Akurat nadarzyła się promocja w drogerii więc kupiłam je. Kosztowały 85 zł, przecenione - jak twierdzi gazetka - ze 199,99 zł. Wzięłam też płyn do higieny intymnej i antyperspirant.



W Kauflandzie jest promocja na farby Syossa, kupiłam tę samą, którą farbowałam się ostatnio ponieważ byłam z niej zadowolona. Kolor 8-6. 


W zeszłym tygodniu zdecydowałam się na zakup kilku produktów do rytuału Hammam, o którym pisałam Wam tutaj klik!. Na poniższym zdjęciu znajduje się czarne mydło Savon Noir, glinka Ghassoul, rękawica Kessa, a także postanowiłam wypróbować pastę do zębów Neem. Za wszystko zapłaciłam około 90 zł.



No i zakupy w Pull & Bear, w którym zawsze wydaję sporo pieniędzy. ;-) Bluza z kapturem 79 zł, koszulka bez rękawków 39 zł, spodnie 89 zł.






Upolowałam też na targu taką czarną bluzę z długim rękawem. Będzie jak znalazł do biegania na jesień. :-)




I to tyle jeśli chodzi o post zakupowy. 
Wakacje dobiegają końca. Naładowałyście akumulatorki? :-)

piątek, 23 sierpnia 2013

Rytuał Hammam - oczyszczająca ceremonia kąpieli.

Kilka dni temu przeczytałam w internecie o rytuale Hammam, który polega na oczyszczeniu i pielęgnacji ciała . To egzotyczne słowo wywodzi się z języka arabskiego i oznacza rytuał kąpielowy. Czym prędzej postanowiłam urządzić sobie namiastkę tego rytuału w domu. Wyczytałam, że składa się on z czterech etapów: ciepłej kąpieli parowej, peelingu i masażu, a także odżywienia skóry odpowiednimi olejkami. Poczyniłam więc niewielkie zakupy. :-)


Hammam 








Na zdjęciu widać:
- mydło peelingujące Savon Noir (zapłaciłam 20 zł)
- glinkę marokańską Ghassoul (18,90 zł)
- rękawicę peelingującą KESSA (18 zł)


Hammam to ceremonia kąpieli, która ma za zadanie oczyścić i wypielęgnować nasze ciało, a dodatkowo ma wprowadzić nas w relaksujący, blogi, odprężający nastrój.


(źródło zdjęcia: klik!)


Jak wspomniałam rytuał składa się z czterech etapów.

Pierwszy.
Na początek należy rozgrzać ciało. Docelowo używana jest sauna parowa, łaźnia, ale jeśli w domowych warunkach takimi nie dysponujemy to możemy wspomóc się po prostu prysznicem. Głównie chodzi o wytworzenie w łazience gorącej pary wodnej, która otworzy pory i zmiękczy skórę. Dzięki temu zabiegowi usunięcie toksyn i zanieczyszczeń będzie łatwiejsze i skuteczniejsze.

Drugi.
Następnie przechodzimy do drugiego etapu i sięgamy po czarne mydło (jest otrzymywane z czarnych oliwek i niech nie zmyli Was nazwa gdyż oryginalny produkt jest ciemno brązowego koloru). Podczas kąpieli parowej nakładamy mydło na kilka minut na skórę i przy użyciu specjalnej rękawicy Kessa wykonujemy masaż. Rękawica ta, choć na pierwszy rzut oka niepozorna działa cuda. Jestem już po pierwszym użyciu tych produktów i wiem, że rękawica potrafi bardzo dobrze oczyścić skórę. Materiał rękawicy jest jakby ziarnisty. Ja kupiłam taką do peelingu łagodnego, bo docelowym zabiegom będę poddawać twarz. W późniejszej kolejności mam zamiar nabyć tę silniejszą do masażu całego ciała.
Dodam że przed użyciem rękawicy należy ją namoczyć aby zmiękczyć jej włókna. Teraz możemy przystąpić do masażu skóry (wykonujemy okrężne ruchy).
Mydło głęboko oczyszcza skórę, działa antybakteryjnie, wygładza, dostarcza witamin i nawilża skórę. Rękawica pomaga pobudzić krążenie i usunąć martwy naskórek.

Trzeci. 
Kolejny krok to glinka Ghassoul. Ja kupiłam taką w proszku. W kontakcie z wodą przybiera konsystencję łatwą do nałożenia na skórę. Musimy doprowadzić do tego aby uzyskała wygląd budyniu, gęstej śmietany. Ghassoul zawiera mnóstwo dobroczynnych minerałów i to dzięki nim glinka wchłania znajdujące się w organizmie toksyny, ujędrnia, wygładza i zwęża otwarte pory, skóra staje się bardziej odżywiona, znika zmęczenie, podobno poprawia się także przemiana materii. A i jeszcze jedna ważna uwaga - jak przy każdej glince nie używamy do jej wyrobienia metalowych naczyń i łyżek a także staramy się nie doprowadzić do zaschnięcia jej na skórze. Pomoże nam w tym hydrolat bądź woda termalna, ew. moda mineralna, zwilżajmy skórę gdy tylko poczujemy dyskomfort. Glinkę z łatwością można zmyć wodą.

Czwarty.
Ten etap to nawilżenie. Używamy olejków, które służą naszej cerze. W rytuale Hammam to olej arganowy bo to przecież innymi słowy "złoto Maroka", uważane za eliksir młodości. ;-) Ja, jako że ten olej jest dla mojej cery nieco za ciężki mam zamiar postawić na mieszanki z żelem hialuronowym. Będzie to serum połączone z naturalnym kremem bądź z jednym z moich ulubionych olejków: konopny, z pachnotki, z pestek arbuza. Chciałabym wypróbować też czarnuszkę.


(źródło: klik!)



Póki co dążyłam wypróbować tylko czarne mydło i rękawicę. Powiem Wam, że efekt wygładzenia cery jaki uzyskałam po ich użyciu był zniewalający. :-) Chyba nawet za mocno tarłam skórę rękawicą, bo początkowo po zmyciu skóra mnie dość mocno szczypała.


Już dawno czytałam o czarnym mydle i glince Ghassoul dlatego cieszę się z tego zakupu, dam Wam znać jak spisują się te produkty w domowym zaciszu. :-)



A Wy? Słyszałyście już o Hammam? Znacie Ghassoul i produkty Savon Noir?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...