środa, 31 października 2012

Golden Rose: Paris NailLacquer (lakier do paznokci) 110


Idąc za ciosem lakierowym pokażę Wam jaki odcień mam dzisiaj na pazurkach. :-)


Golden Rose:
Paris Nail Lacquer, kolor 110






Na zdjęciu jak zwykle - lakier solo, bez podkładu i bez warstwy wierzchniej.



Brązy lubię i chętnie noszę je na paznokciach. Kolor na zdjęciu jest chyba oddany idealnie - to taki brąz, nieco rozbielony. Dość spora buteleczka mieści aż 11 ml produktu.
Pędzelek został umieszczony na długiej rączce, dzięki temu aplikacja jest wygodna. Emalia ładnie pokrywa płytkę i przyznam szczerze, że już pierwsza warstwa kryje zadowalająco (na fotce widać podwójną). Pod lakierem nie tworzą się bąbelki, a przy zmywaniu nie farbuje paznokci. Trwałość jak na tę półkę cenową idealna -  4 dni wytrzymuje u mnie spokojnie.
Nie zawiera toluenu.

Jednym słowem lakier o fajnym (choć dość typowym) kolorze, dobrej jakości, w niskiej cenie.


Dostępność: wyspy golden rose, drogerie, internet
Cena:  5-6 zł / 11 ml




Jak Wam się podoba? Jakie kolory na pazurkach królują u Was obecnie?

poniedziałek, 29 października 2012

Eveline: Holografic Shine, lakier do paznokci 402 (plus zestawienie pozostałych kolorów)

Do tej pory na blogu opublikowałam zdjęcia trzech z czterech posiadanych przeze mnie lakierów holograficznych Eveline. Kolor 402 gdzieś mi się zapodział i dopiero niedawno przy sprzątaniu śmignął mi przed oczami.



Holografic Shine,
lakier do paznokci w kolorze 402









Bardzo lubię lakiery holograficzne z Eveline - wspominałam o tym przy publikacji każdego z wcześniejszych kolorów. Ładnie kryją, dobrze się trzymają, ze zmyciem nie ma jakichkolwiek problemów - i ten efekt - no same oceńcie. :-)
Według moich obserwacji najsłabiej kryje ten srebrny, kolor 402, bo widać prześwity. No i najmniej mi się podoba jego odcień. ;-) Poza tym nie mam żadnych zastrzeżeń - cena, pojemność, jakość - wszystko na plus.
Paleta kolorów kryje 12 odcieni, więc jest w czym wybierać.



Dostępność: są gdzieś jeszcze dostępne?
Cena: 3,50 zł / 4,5 ml.




kolor 409



kolor 413




kolor 411





Który najładniejszy? :-)
Orientujecie się może czy są gdzieś jeszcze w sprzedaży? Już dawno się z nimi nie spotkałam. :-(

sobota, 27 października 2012

Merino: Pomadka ochronna do ust z lanoliną SPF30+

Produkty marki Merino miałam okazję poznać dzięki wygranemu konkursowi organizowanemu na blogspocie. Miałam możliwość wyboru produktów na kwotę 100 zł (!) :-) Zdecydowałam się wtedy między innymi na zapasik pomadek zawierających lanolinę, są to produkty ochronne z wysokim filtrem.


Merino,
Pomadka ochronna do ust z lanoliną, SPF30+


Wyjątkowy skład balsamu sprawia, iż działa on w najbardziej ekstremalnych warunkach, kiedy nasze usta narażone są na szkodliwe działanie środowiska (wody, wiatru, słońca, zimna), np: narciarstwo, pływanie, żeglarstwo, jazda motorem, jazda konna, surfing itp.



Opis producenta:

Całoroczna ochrona przed szkodliwym promieniowaniem słońca, wiatru i zimna.
- Natychmiastowa pomoc dla suchych i popękanych ust,
- Zalecany do stosowania przy skłonnościach do opryszczki,
- Wodoodporny

Zawiera:
Lanolinę, aloes, witaminę E, olej jojoba

Balsam cechuje wyjątkowo wysoka ochrona przed szkodliwym promieniowaniem słooca – SPF 30+, zawiera szerokie spektrum filtrów UVA oraz UVB.
Regularne używanie balsamu spowalnia procesy starzenia, wiotczenia ust oraz powstawanie zmarszczek. Polecany przy stosowaniu preparatów upiększających, które mogą wpływad na usta drażniąco lub wysuszająco.
Stworzony, aby każdego dnia skutecznie chroni skórę twoich ust – delikatnie nawilża i odżywia.


Niewielkich rozmiarów pomadka w typowym dla siebie opakowaniu. Kolor produktu: żółty. Sztyft jest twardy, zbity, trochę tłustawy. Zapach słodki, nie wiem do czego go porównać. Bezsmakowa.
Opakowanie 4,5g.



Pomadki ochronne lubię i chętnie po nie sięgam. Od dłuższego czasu pilnuję aby zawsze mieć jakąś na stanie, noszę je w kurtce, torebce, trzymam na stoliku przy laptopie. Przetestowałam ich całe mnóstwo: Alterra, Nivea, Neutrogena, Bebe, Carmex, Wibo, Oeparol, Tisane, używałam też smakowych wazelin z FlosLeku. 
Pomadka Merino z Nowej Zelandii była dla mnie nowością, jesteście ciekawe jak wypadły testy? Sądzę, że zachęcająco, a spostrzeżenia zamieszczam poniżej. :-)

Pomadka koloru żółtego posiada twardą, zbitą konsystencję dzięki której właściwie nie obawiam się uszkodzenia czy złamania produktu (nie topi się, nie łamie, nie zniekształca), jest wyjątkowo wydajna. Gładko sunie po ustach, zostawiając na nich delikatną poświatę, można uznać, że pełni rolę błyszczyka.
Produkt na skórze pozostaje dość długo i przyznać muszę, że bije na głowę popularną Neutrogenę, której nie wspominam zbyt miło. Usta dzięki tej pomadce są gładkie, radzi sobie z wysuszeniem. Natłuszcza, zmiękcza i nawilża, nie jest to efekt krótkotrwały. Dodatkowo zawiera wysoki filtr SPF 30+ ! Z takim filtrem nie spotkałam się do tej pory w pomadkach ochronnych - wielki plus. W składzie znajdziemy lanolinę, aloes, witaminę E, wosk pszczeli i olej jojoba. Jest wodoodporna!
Jedynym minusem jaki dopatrzyłam się to cena i dostępność. Za tę pomadkę musimy zapłacić około 24 zł.

Posumowując, jeśli chodzi o działanie - to jedna z lepszych pomadek ochronnych jakie miałam okazję używać.

Skład: BEESWAX, CAPRYLIC TRIGLYCERIDES, CASTOR OIL, LANOLIN, OCTINOXATE, OCTOCRYLENE, BUTYL METHOXYDIBENZOYLMETHANE, JOJOBA OIL, TOCOPHERYL ACETATE, ALOE VERA



Plusy:
+ konsystencja
+ nawilża, wygładza, zmiękcza, regeneruje
+ efekt nie jest krótkotrwały
+ długo utrzymuje się na ustach
+ pozostawia ładną poświatę niczym błyszczyk
+ wydajna
+ wodoodporna
+ wysoki filtr
+ całoroczna ochrona ( woda, wiatr, słońce, zimno) 
+ już na pierwszym miejscu w składzie wosk pszczeli, jest też lanolina, wit. E, olej jojoba, aloes
+ brak parabenów

Minusy:
- cena
- dostępność


Dostępność: sklepy internetowe, ja wygrałam ją za pośrednictwem Ani w sklepie aanatural.pl
Cena: 24 zł / 4,5g



Macie swoje ulubione pomadki ochronne, które sprawdzają się w każdej sytuacji? :-)

piątek, 26 października 2012

Przesyłka od e-naturalne.pl :-)

W środę dotarła do mnie przesyłka od sklepu internetowego e-naturalne. Zdecydowałam się, kupić kolejny olejek myjący, co prawda wcześniejszy jeszcze nie dobił dna, ale to pewnie kwestia max dwóch tygodni. Tym razem zdecydowałam się na wersję z olejem z krokosza barwierskiego.


Hydrofilowy olejek myjący do cery trądzikowej: migdał, krokosz

W skład zestawu wchodzi:

Olej ze słodkich migdałów – 80 g
Olej z krokosza – 9,5 g
Gliceryl Cocoate – 10 g
Witamina E - 0,5 g
Mieszadełko
Naklejka





Kosztował 13,90 zł (100 ml). Dostępny tutaj: klik!


Drugi produkt otrzymałam w ramach stałej współpracy. Jest to nawilżające serum do twarzy z ekstraktem z noni.


Lekkie serum nawilżające z ekstraktem z noni, hydromanilem i olejem avocado

Skład zestawu odpowiedni do przygotowania 50 g serum:

Baza kremowa – 35 g
Olej z avocado – 5 g
Ekstrakt z noni (Morinda citrifolia) – 2 g
Hydromanil – 3 g
Naklejka
Pipeta
Szpatułka do mieszania
Elegancki plastikowy słoik na krem wraz z termosem i przekładką w komplecie





Kosztuje  21,90 zł (50 g). Dostępny tutaj: klik!


Paczuszka dotarła do mnie dobrze zabezpieczona w tempie ekspresowym, podobnie jak poprzednia. Ukręcenie powyższych kosmetyków jest banalnie proste gdyż każdy produkt otrzymujemy w dokładnie odmierzonej ilości. Instrukcja krok po kroku znajduje się na stronie sklepu więc tam odsyłam Was po więcej informacji. :-)


Zamawiałyście już naturalne kosmetyki z tego sklepu? :-)


I trochę prywaty: ja już po jazdach, mam obecnie wyjeżdżone 16 godzin, czuję się pewnie za kółkiem i wszystkie tajniki pojęłam. :-) Teraz tylko trening, trening, trening i egzamin.
Obawiam się jednej rzeczy. Najprawdopodobniej egzamin przyjdzie mi zdawać ... w śniegu!

czwartek, 25 października 2012

Dokładka w zakładce WYMIANA

Dołożyłam kilka rzeczy do zakładki WYMIANA, jeśli macie chęć się powymieniać, a produkty wpadną Wam w oko, to zapraszam do negocjacji. :-)



Wystarczy kliknąć w obrazek:





Pozdrawiam! :-)

poniedziałek, 22 października 2012

Timotei with Jericho Rose, Szampon "Lśniący Blask"

Kojarzycie produkty z różą z Jerycha od Timotei? Od jakiegoś czasu gości na sklepowych półkach. Ja przy okazji zakupów w Rossmannie skusiłam się na wersję "lśniący blask".


Timotei with Jericho Rose,
Lśniący Blask - szampon





Opis producenta:

Róża z Jerycha to wyjątkowa roślina żyjąca na pustyni. Zawiera unikalny składnik, który chroni strukturę proteinową komórek. Dzięki temu roślina może przetrwać miesiące palącego słońca i braku wody. Wraz z pierwszą kroplą deszczu odradza się na nowo i rozkwita pełnią swojego piękna.

Lśniący blask - Szampon i odżywka Timotei z ekstraktem z Róży z Jerycha oraz Olejkiem Sezamowym, znanym z właściwości nabłyszczających, odświeżają włosy i dodają im zdrowego blasku.



Opakowanie to typowa, poręczna, miękka butelka, zakończona dozwonikiem. Kolor różowy, gęstość odpowiednia, szampon nie jest za rzadki, ma bardzo przyjemny zapach. Dobrze się pieni.
Opakowanie: 400 ml




Opakowanie przyciąga wzrok. Jest proste, ale podoba mi się. Dozownik w formie klapki - odpowiednio podaje produkt. Sam szampon ma fajną konsystencję, która dobrze rozprowadza się na włosach, tworzy pożądaną pianę. Ładnie pachnie. Jeśli chodzi o właściwości myjące - nie mam nic do zarzucenia, włosy po nim są zawsze czyste. Trochę plącze, dlatego najlepiej jest używać go do pary z odżywką.
Jeśli chodzi o wspomniany przez producenta blask - nie zaobserwowałam aby taki po użyciu tego produktu był widoczny. Włosy po jego użyciu nie są oklapnięte, nie przetłuszczają się szybciej niż zwykle. Nie zauważyłam aby wysuszał. Jest dość wydajny.

Określiłabym go jako przeciętny, nie jest zły, ale szału też nie ma, niczym szczególnym nie wyróżnia się na tle innych dostępnych w tej cenie produktów drogeryjnych.


W składzie znajdziemy (dane stąd: klik!)
substancje myjące: SLS, Sodium C12-13 Pareth Sulfate i łagodniejszy Cocamidopropyl Betaine,
silikon: dimethiconol,
olejki: z róży - Rosa Canina Fruit Oil, jojoba - Simmondsia Chinesis Seed Oil, słonecznikowy - Helianthus Annuus Seed Oil.
Proszek z pereł: Margarita Powder,
wyciągi: wyciag z owoców malin - Rubus Idaeus Fruit Extract,
substancja zakwaszająca i domykająca łuski: ocet - Acetum
konserwanty: m.in. DMDM Hydantoin
substancje zapachowe: pochodzące z olejków eterycznych




Pełny skład:

Aqua, Sodium Laureth Sulfate, (A)/Sodium C12-13 Pareth Sulfate (B)*, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Dimethiconol, Glycol Distearate, TEA-Dodecylbenzenesulfonate, Carbomer, Sodium Hydroxide, Citric Acid, TEA-Sulfate, Rosa Canina Fruit Oil, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Triethanolamine, Margarita Powder, Simmondsia Chinesis Seed Oil, Tocopherol, Acetum, Rubus Idaeus Fruit Extract, Helianthus Annuus Seed Oil, Parfum, Sodium Benzoate, DMDM Hydantoin, Methylchloroisothiazolino ne, Methylisothiazolinone, Disodium EDTA, PPG-12, Benzyl Salicylate, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool, CI 17200, CI 60730




Plusy:
+ ładnie pachnie
 + poręczna butelka (w pełni recyklingowana) 
+ konsystencja
+ myje
+ nie wysusza
+ brak parabenów
+ spory wybór wariantów (szampony i odżywki)
+ dostępność, cena



Minusy:
- trochę plącze włosy
- nie nadaje obiecanego przed producenta blasku
- zawiera silikony i SLS (jeżeli komuś to przeszkadza)
- olejki, wyciągi i proszek z pereł dość nisko w składzie



Dostępność: drogerie, supermarkety
Cena: ok. 9 zł / 400 ml (jeśli cena jest inna proszę poprawcie mnie, bo nie pamiętam)



Używałyście tych produktów z różą z Jerycha? ;-) Chętnie dowiem się - jaki jest Wasz ulubiony, drogeryjny szampon?

niedziela, 21 października 2012

Produkty E.L.F - a zgarnia...

Do rozdania zgłosiły się 52 osoby. Produkty Elfa, a także kilka innych drobiazgów otrzymuje...





Za momencik wyślę Ci mejla z prośbą o podanie danych do wysyłki. :-) 

Dziękuję wszystkim za udział w rozdaniu. Dodam, że niebawem będę chciała ogłosić zabawę dla stałych Komentatorek mojego bloga, chciałabym podziękować im za aktywny udział w życiu strony.


Miłej niedzieli!

sobota, 20 października 2012

Kwiat Kobiecości - ogólnopolska organizacja na rzecz walki z rakiem szyjki macicy





  • "Na świecie co dwie minuty jedna kobieta umiera z powodu raka szyjki macicy. "

  • "Każdego dnia aż 10 Polek słyszy diagnozę - "Ma Pani raka szyjki macicy", umiera 5 z nich."

  • "W skali globalnej rak szyjki macicy stanowi drugą pod względem częstości przyczynę zgonów w grupie kobiet 15 a 45 rokiem życia."

  • "Szacuje się, że co roku dochodzi do 500 000 nowych zachorowań na raka szyjki macicy oraz 270 000 zgonów spowodowanych przez tę chorobę."


Przerażające dane!
Poniższy post zawiera sporo ważnych informacji i z pozoru wydaje się przydługawy. Wiem, że Kobiety w obecnych czasach mają niewiele czasu - nauka, szkoła, praca, dom, rodzina. Znajdźcie proszę chwilę i przeczytajcie to. Chodzi o zdrowie i życie nasze i naszych bliskich.


Zostałam poproszona o przybliżenie działalności ogólnopolskiej organizacji KWIAT KOBIECOŚCI, której założycielką jest Pani Ida Karpińska, która wygrała walkę z rakiem szyjki macicy. Wierzę w słuszność propagowania takich informacji i uświadamiania Kobiet jak ważną rzeczą są badania kontrolne, które odgrywają istotną rolę w dbaniu o własne zdrowie i życie. Wczesne wykrycie zmian nowotworowych daje szanse na walkę i co najważniejsze - przeżycie.

Poniższe informacje pochodzą z materiałów, które dostałam od Pani Małgorzaty Olszewskiej z agencji Flywheel PR. 




Najczęściej umierają Kobiety w przedziale wiekowym 49-54. Wynika z tego, że do ginekologa przychodzą już za późno. Zachowowania na raka szyjki macicy dotyczy Kobiet zarówno młodych jak i starszych. Rak szyjki macicy rozwija się ok. 10 lat. Każda kobieta powinna wykonywać badanie cytologiczne bo każda jest w grupie ryzyka od czasu rozpoczęcia życia seksualnego. Coraz więcej młodych kobiet choruje na tę chorobę.

Najskuteczniejszą formą profilaktyki pierwotnej są szczepienia. Każda aktywna seksualnie kobieta jest narażona na zakażdenie, warto zatem szczepić dziewczęta, które jeszcze nie podjęły inicjacji seksualnej. Polskie Towarzystwo Ginekologiczne i Polskie Towarzystwo Pediatryczne rekomendują popularyzacje szczepienia dziewcząt w wieku 11-12 lat, uznając je za wskazane również w okresie 13-18 lat. W podanym przedziale wiekowym organizm wykazuje nasilniejszą odpowiedź immunologiczną. 
Nie jest prawdą, że szczepić mogą się tylko kobiety przed inicjacją seksualną. Każda Kobieta, po wcześniejszym wykonaniu testu na obecność wirusa HPV, może zaszczepić się jeśli test nie wykazuje obecności wirusa HPV. Dlatego też o szczepionce powinna pomyśleć każda kobieta, szczególnie, że ceny szczepionek znacznie się zmniejszyły w porównaniu do lat ubiegłych.

W Polsce zarejestrowano i dopuszczono do obrotu dwie szczepionki przeciwko HPV. Zarówno szczepionka dwuwalentna jak i czterowalentna zabezpieczają przed onkogennymi serotypami wirusa HPV 16 i HPV 18, odpowiedzialnymi za około 70% przypadków RSM - zapewniając tym samym 70-procentową ochronę przed rozwojem raka szyjki macicy. 

Dotychczas zidentyfikowano ponad 100 różnych typów wirusa HPV występującego u ludzi. Najbardziej onkogenne typy wirusa HPV, oznaczone symbolami 16 i 18, odpowiadają za około 70% przypadków raka szyjki macicy. Kolejne trzy to HPV 45, 31 i 33. Są odpowiedzialne za około 10% przypadków tej choroby.
Infekcja HPV jest jedną z najpowszechniejszych występujących na świecie chorób przenoszonyvh drogą płciową (infekcja seksualna, kontakt ze skórą okolic intymnych partnera).
Prezerwatywa nie chroni przed zakażeniem wirusem HPV.



                Każda Polka może zachorować na raka szyjki                                          macicy, ale chorobie tej można zapobiegać! 



Szczepienie nie zwalnia z konieczności przeprowadzania regularnych badań cytologicznych, podczas których pobierane są komórki nabłonka szyjki macicy za pomocą specjalnej (przyznaję, że widzę taką po raz pierwszy, a Wy?) szczoteczki cytologicznej, a nie patyczka z watką. Ważne jest aby cytologia była wykonywana regularnie raz do roku. 




Jest to proste, bezbolesne badanie, które pozwala zdiagnozować stadia przednowotworowe oraz raka szyjki macicy. 

Popularyzacyjny program profilaktyki i wczesnego wykrywania RSM gwarantuje bezpłatne badania cytologiczne dla każdej kobiety raz na trzy lata między 25 a 59 rokiem życia.  Są również Kobiety, które mają wykonywaną cytologię poza programem czyli w ramach zwykłej wizyty ginekologicznej.

Jak pokazały statystyki dzięki przesiewowym badaniom cytologicznym udaje się skutecznie zapobiegać 60-80% przypadków inwazyjnego raka szyjki macicy - jest to osiągane tam, gdzie zgłaszalność na badania cytologiczne jest największa, np. w krajach skandynawskich, Wielkiej Brytanii. 


WAŻNE !

- rak szyjki macicy nie jest dziedziczny, ani uwarunkowany genetycznie. Jest skutkiem zakażenia onkogennymi typami wirusa HPV.

- profilaktyka powinna składać się z profilaktyki pierwotnej czyli szczepienia, oraz profilaktyki wtórnej czyli cytologii.

- cytologia powinna być wykonywana raz do roku, specjalną szczoteczką cytologiczną spełniającą wymagania jakościowe w badaniach masowych rekomendowanych przez UE.

- kobieta w późniejszym wieku powinna również rozważyć zaszczepienie się. Wcześniej musi jednak wykonać test na obecność wirusa HPV i porozmawiać z ginekologiem.

- wykryte zmiany nowotworowe we wczesnym stadium są możliwe do usunięcia poprzez np. konizację szyjki macicy (czyli częściowe jej usunięcie). i dają kobiecie możliwość normalnego funkcjonowania, a nawet posiadania potomstwa.

- konieczne jest wykonywanie badania dopochwowego USG, które umożliwia wczesne wykrycie nowotworów w obrębie narządów płciowych, np. raka jajników. W stadium niezaawansowanym raka jajnika, przeżywalność wynosi 90%, a stadiach zaawansowanych zaledwie 20-30%, przy czym szansa na wieloletnie życie jest tu bardzo niska.




Więcej na temat raka szyjki macicy i jego profilaktyki dowiecie się odwiedzając stronę:


Szczepienie + Cytologia
to optymalna profilaktyka raka szyjki macicy



Dołącz do akcji "stop rakowi szyjki macicy" zadbaj o zdrowie swoje i bliskich. Pamiętaj o regularnych badaniach!

czwartek, 18 października 2012

Mariza: lakiery do paznokci 42 i 30

Moje pazurki wciąż odrastają, jeszcze nie ma za bardzo czego pokazywać. Daleko im do długości sprzed dwóch miesięcy. Wymagały ścięcia na zero gdyż bardzo zaczęły się rozdwajać. Cięłam je dwa razy, teraz wreszcie rosną tak jak należy. Mam do pokazania trochę lakierów, więc przymknijcie proszę oko na nierówne płytki, a zwróćcie uwagę na kolory emalii. :-)


Mariza, lakiery do paznokci
  * miętowy - nr 42
  * czarny - nr 30



Oba lakiery znajdują się w małych buteleczkach które mieszczą po 5 ml produktu. Pędzelki niewielkich rozwiarów dobrze rozprowadzają lakier po płytce paznokcia. Krycie widoczne na poniższych fotkach uzyskałam dzięki nałożeniu dwóch warstw. Czarny po pierwszej warstwie kryje słabiej od miętowego. Schnięcie - w porządku. Jeśli chodzi o trwałość to jest dość mizerna (bez bazy, bez utwardzacza) - kwestia dwóch dni i już widać, że coś jest nie tak. Jeśli chodzi o zmywanie - używam migdałowej Isany - radzi sobie z nimi bez problemu, jednak trzeba zaznaczyć, że lakiery podczas zmywania rozcierają się i brzydko farbują palce.

Myślę, że w tak niskiej cenie można spróbować. Mają swoje minusy - ale są one do przeżycia. Plus natomiast za duży wybór kolorów w ofercie katalogu.


Solo:


Ze złotkiem z Essence:







Dostępność: katalog Mariza, konsultantki, podaję kontakt do Pani Marty: marizaklub@gmail.com
Cena: 4,30 zł / szt.


* lakiery otrzymałam nieodpłatnie od Konsultantki




Znacie lakiery Mariza? Jak się u Was sprawdzają?

środa, 17 października 2012

Niesamowity fart! :-)

Dzisiaj trochę się pochwalę. :-) Mam świetny dzień, wszystko idzie po mojej myśli i na dodatek ta słoneczna pogoda... Po prostu rewelacja! :-) Postanowiłam porzucić też "depresję", która zawładnęła mną kilka dni temu - szkoda mi na nią czasu. ;-) 

Wczoraj dotarła do mnie paczka z wygraną w konkursie, który organizowała na swoim blogu Craving for beauty. Same zobaczcie jakie wspaniałości! :-) Marki, które od dawna mi się marzyły. :-) Do tej pory nie mogę napatrzeć się na te wszystkie cuda. :-)




W zeszłym tygodniu napisała do mnie autorka bloga Scianymajauszy, z zapytaniem czy nie zechciałabym przetestować jej własnoręcznie zrobionych kosmetyków. :-) Bardzo ucieszyłam się na tę propozycję, gdyż naturalne produkty wprost ubóstwiam. Od SmykuSmyka dostałam balsam do ciała o zapachu kawy, a także kokosowe mazidełko do ust. Wszystko ładnie zapakowane i opisane.





Jeśli macie chęć na tego rodzaju naturalne produkty to zapraszam Was na bloga SmykuSmyka, a właściwie do Jej sklepiku, podaję odnośnik do formularza zamówienia: klik! Znajdziecie tam cennik, a także szeroki wybór wariantów zapachowych, w których Patrycja oferuje swoje wyroby.



A, i jeśli macie chęć na testy produktów Elfa, to zapraszam do wzięcia udziału w rozdaniu, wystarczy w notce pod ich recenzją (kliknij w poniższe zdjęcie) podać nick pod którym obserwujecie mojego bloga + adres mejlowy. Zgłoszenia przyjmuję do piątku!




Ajj, takie fajne kosmetyki zasiliły moje zbiorki, jestem bardzo zadowolona. :-) 
Miłego dnia!

wtorek, 16 października 2012

W7: Trends, Honolulu Bronzer

Niedawno w wyniku wymiany z Kizią-Mizią trafił w moje ręce bronzer marki W7, który kusił mnie już od jakiegoś czasu... :-)



W7, 
Trends Honolulu Bronzer 




Produkt zamknięty w solidne, sztywne, tekturowe opakowanie, przyjemne dla oka (wzorowane na tych z Benefita). W zestawie otrzymujemy miękki pędzelek.
Matowy. Bezzapachowy. Pojemność: 6g.



No cudeńko. :-) Odkąd zobaczyłam ten bronzer na którymś z blogów kosmetycznych, zapragnęłam go mieć i cieszę się, że akurat Kizia-Mizia chciała się go pozbyć. :D

Kosmetyk ma bardzo ładny, matowy odcień, w którym nie znajdziemy drobinek ani wybijających czerwonych czy pomarańczowych nut. Kolor początkowo wydaje się być bardzo ciemny, ale po roztarciu na skórze jest lepiej, staje się delikatniejszy, odpowiedniejszy nawet dla mojej jasnej cery. Należy uważać z ilością, bo bardzo łatwo przedobrzyć. Bronzer ma bardzo ładną pigmentację, dobrze pokrywa skórę, może służyć jako róż bądź produkt do konturowania twarzy. Dobrze roztarty nie tworzy brzydkich placków. Nie ściera się w ciągu dnia, nie ciemnieje mi na skórze. Trochę pyli podczas nakładania na pędzel. Do minusów zaliczam to, że używany codziennie chyba zapycha lekko pory, ale to jeszcze uzupełnię - potestuję dłużej.
Moim zdaniem to bardzo udany produkt, trwały i w niskiej cenie, który świetnie się sprawdzi jeśli będziemy  nakładać go z umiarem.


Jedna warstwa, nałożona palcem:


 Roztarty:




Plusy:
+ dobra pigmentacja
+ ładny kolor bez drobinek
+ matowe wykończenie
+ nie ściera się, nie ciemnieje w ciągu dnia
+ niska cena
+ wydajny


Minusy:
- dostępność
- łatwo przedobrzyć i zrobić sobie krzywdę
- używany codziennie chyba lekko zapycha pory (ale potestuję dłużej, i ew. edytuję wpis)



Dostępność: Allegro, drogerie internetowe
Cena: ok. 13 zł / 6g



Znacie? Lubicie? Jaki jest Wasz ulubiony bronzer? :-)

sobota, 13 października 2012

ShinyBox - październik 2012

No i znalazło się wczoraj moje pudełko. Podobno kurierowi dwa razy nie udało się dostarczyć przesyłki pod wskazany adres. Wszystko byłoby w porządku, ale nie zostawił w skrzynce awizo, więc nawet nie miałam pojęcia, że mam odebrać je w pobliskim Parcel Shopie. Ale nic, ważne, że dotarło.
Nie wiem, czy jest w blogosferze jeszcze ktoś, kto nie widział październikowego pudełka, ale cóż - pokażę. :-)



ShinyBox - październik 2012



Tym razem pudełku znajdziemy aż 4 pełnowymiarowe produkty! :-)
Szczegółowo:

L'OCCITANE
Mleczko do ciała masło Shea
95 zł / 250 ml


L'OCCITANE
Nawilżające mydło shea - werbana (produkt pełnowymiarowy)
17 zł / 100g



Zestaw Cellued Expert - seria limitowana (99 zł / zestaw)
w skład której wchodzi:

Dermedic
żel wyszczuplający, eliminujący cellulit (produkt pełnowymiarowy)
99 zł / 200 g

Dermedic
żel pod prysznic, eliminujący cellulit (produkt pełnowymiarowy)
39 zł / 100 g


Delia
Błyszczyk Active Calcium (produkt pełnowymiarowy)
9,90 zł / 7 ml







Na pierwszy rzut oka wszystko mi się podoba (no poza błyszczykiem). ;-) Pudełko dostałam w ramach współpracy z ekipą ShinyBoxa.
L'occitane będę testować po raz pierwszy. Delię znam i lubię jednak tego błyszczyka nie miałam okazji dotychczas używać - zobaczymy jak się sprawdzi, choć kolor taki sobie (póki co, testy poczynione zostały jedynie na ręce). Dermedic z kolei bardzo polubiłam dzięki wcześniejszemu ShinyBoxowi, więc przychylnie patrzę na testy nowych produktów - tym razem kosmetyków eliminujących cellulit.



A jak Wam spodobał się październikowy ShinyBox? 

piątek, 12 października 2012

Po raz pierwszy - e.l.f. ! + coś dla Was.

Elfa chyba nikomu nie trzeba przedstawiać, kosmetyki są dość znane, a na blogosferze pisano już o nich nie jeden raz. Kosmetyki, o których dzisiaj mowa to pierwsze produkty tej marki, które miałam okazję testować.


-Complete Coverage Concealer (zestaw korektorów)
-Radiance Enhhancer (rozświetlacz)
-Eyes Lips Face (pomadka)



Zacznijmy od korektorów. Na co dzień używam sypkich, mineralnych, więc testowanie tych z Elfa było dla mnie nielada wyzwaniem, nie jestem do takich przyzwyczajona. Poniżej wersja LIGHT.






Solidne opakowanie kryje w sobie lusterko, niewielkich rozmiarów pędzelek i oczywiście zestaw czterech kryjących korektorów. Waga 5.4g. Są przeznaczone dla jasnej cery, wszystkie w odcieniu beżu.

Ten kosmetyk, to produkt, który spodobał mi się najbardziej z całej trójki przy czym odpowiednie dla mojej jasnej cery okazały się być tylko dwa odcienie (te z lewej strony). Licząc od prawej: drugi kolor wpada w róż, a takich nie lubię, a pierwszy jest mocno żółty i odznacza się od kolorytu mojej skóry.
Korektory mają kremową konsystencję, którą łatwo nałożyć i rozetrzeć na skórze. Nie jest ciężki, nie czuję go na skórze. W moim przypadku najlepiej sprawdzają się przy maskowaniu cieni pod oczami (choć przyznaję nie mam z nimi jakiegoś dużego problemu). Nie świecą się, są matowe, nie zawierają drobinek. Nie zauważyłam aby wysuszały.   Należy jednak uważać, aby nie przesadzić z nałożoną ilością, bo wtedy brzydko uwidaczniają nierówności skóry. Jeśli chodzi o krycie przebarwień, to u mnie na buzi jakoś się nie sprawdzają, nie umiem rozetrzeć ich na tyle, aby były niewidoczne pod minerałami. Cena: £3.75.
Link do sklepu: Klik!


Czas na rozświetlacz. Jako, że na mojej cerze są widoczne przebarwienia to nie szaleję z rozświetlaczami. Używam ich tylko pod łuk brwiowy, w kącikach oczu, odkryłam też, że dobrze sprawdza się jako cień do powiek.



Rozświetlacz w wykręcanym opakowaniu, końcówka w formie pędzelka. Produkt dostępny jest w trzech odcieniach, ja testuję kolor Spotlight - najjaśniejszy. Waga: 3.68g.

Jak widać na swatchu kosmetyk posiada jasny, zimny, perłowy kolor, nie zawiera świecących się drobinek. To taka skrząca się tafla. Ma kremową konsystencję łatwo rozsmarowuje się na skórze. Ładnie rozświetla skórę, nadaje się także jako cień do powiek (użyty na bazie z Hean nie wchodził mi w załamania powiek). Po wyschnięciu nie robi się z niego skorupa. Rozświetlacz jest trwały. Cena: £3.75
Link do sklepu: klik!


I ostatni produkt. Przyznaję się bez bicia, że nie przetestowałam tej pomadki. Kolor, który mi się trafił jest totalnie nie dla mnie, nie lubię takich, nie pasują mi, nie czuję się w takich komfortowo. Pomadki tej serii są zachwalane na wizażu, szkoda tylko, że kolor który znalazłam w paczce od Elfa jest taki, a nie inny. Konstystencja jest kremowa, gładko sunie po skórze. Waga: 3,5g. Cena: £1.50 Link do sklepu: klik!  Poza tym, mogę pokazać Wam jedynie swatch:




* Powyższe produkty otrzymałam nieodpłatnie od Elfa.


Powyższe produkty znajdziecie także np. w sklepach internetowych i na Allegro.



Chcesz zdobyć rozświetlacz i pomadkę?

Tak sobie myślę, że gdyby któraś z Was była chętna aby otrzymać ode mnie powyższą pomadkę i rozświetlacz (mam kilka rozświetlaczy mineralnych, a nie jest to kosmetyk, którego używam na co dzień) to wpisujcie się pod postem w następującej formule:

- nick pod jakim obserwujecie mój blog
- adres mejl

Pomadka jest nowa, jedynie zeswatchowana, a rozświetlacz był używany, zużycie oceniam na jakieś 30 %.

W piątek (za tydzień) tj. 19.10.2012 napiszę do kogo polecą kosmetyki, o ile ktoś będzie nimi zainteresowany. :-)



Używacie kosmetyków Elfa? Z których produktów jesteście najbardziej zadowolone, a co się u Was nie sprawdziło?

wtorek, 9 października 2012

E-naturalne.pl: Naturalny krem nawilżający z ekstraktem z prawoślazu i hydromanilem

Już jakiś czas obiecuję Wam tę recenzję, więc spieszę nadrobić zaległości. :-) Jako, że to krem pielęgnujący dałam sobie więcej czasu na testy. Kremów drogeryjnych od dawna nie używam, dbam o cerę głównie przy użyciu naturalnych produktów. Jednym z ciekawszych kosmetyków naturalnych, którego w ostatnim czasie używałam jest poniższy krem z e-naturalne.pl.
(Tutaj post z opisem przygotowania produktu: klik!)



E-naturalne.pl
Naturalny krem nawilżający 
z ekstraktem z prawoślazu i hydromanilem



Na stronie sklepu znajdziemy informację, że jest to łagodny krem o właściwościach głęboko nawilżających, który pozwala utrzymać odpowiedni poziom wilgotności skóry przez całą dobę. Regeneruje, zmiękcza, wygładza, opóźnia proces starzenia się skóry, pomaga utrzymać zdrowy i młody wygląd skóry. Chroni przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych i środowiska.


Krem znajduje się w bardzo solidnym słoiczku z zakrętką. Kolor produktu: biały. Raczej bezzapachowy. Konsystencja lekka, szybko się wchłania. Pojemność: 50g. Ważny przez 6 miesięcy od ukręcenia.
Krem można przechowywać w temperaturze pokojowej do 25 st. C, ale zalecane jest w lodówce.




Wspominałam już ostatnio w notce o mojej pielęgnacji cery, że jestem bardzo zadowolona z tego produktu. Po pierwsze: po zakupie dostaję zestaw do samodzielnego przygotowania kosmetyku, więc wiem dokładnie co znajduje się w moim kremie, mam możliwość zrezygnowania z pojedynczych składników, za którymi nie przepadam, bądź zastąpienia ich innymi. Samo ukręcenie kremu jest banalne i zajmuje dosłownie chwilę.
Krem ma bardzo lekką konsystencję, łatwo rozsmarowuje się na skórze, szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej powłoki. Nadaje się pod makijaż mineralny, nie roluje się, nie powoduje szybszego ścierania się podkładu. Kremik ładnie nawilża skórę i pielęgnuje ją. Skóra po jego użyciu jest miękka i gładka. Jest naturalny, nie zawiera zbędnej chemii. W ogóle mnie nie zapchał, nie przyczynił się do pogorszenia stanu cery. Początkowo obawiałam się go używać, bo oleje i żel hialuronowy odzywyczaiły mnie od konsystencji typowych kremów, ale cieszę się, że zdecydowałam się na testy tego produktu. 
Po jakimś czasie dodałam do niego kilka kropli skwalenu, żelu hialuronowego i oleju z pachnotki. :-)

Skład: baza kremowa (97,5% naturalna), hydromanil, ekstrakt z prawoślazu lekarskiego, NMF, olej ze słodkich migdałów, hydrolat.


Plusy:
+ naturalny skład, bez chemii
+ mogę kontrolować jego skład, zrezygnować z danego składnika, zastąpić go innym itp.
+ łatwe przygotowanie
+ lekka, szybko wchłaniająca się konsystencja
+ nawilża, wygładza, usuwa suche skórki
+ nie zapycha
+ dobry pod makijaż
+ dobra cena


Minusy:
- mały minusik za to, że w zestawie nie ma hydrolatu, a w opisie należy go dodać (lub można zastąpić go zwykłą wodą)


Dostępność: e-naturalne.pl  klik!
Cena: 24,90 zł / 50g


* krem otrzymałam nieodpłatnie od e-naturalne.pl


Macie już wybrane kremy na jesień? :-)

poniedziałek, 8 października 2012

Lovely: Natural Lip Stick (Pomadka w sztyfcie z aloesem i mentolem)

Dla głodnych - przepis na pyszną pizzę post niżej. Dodałam go rano, ale chciałabym dzisiaj przedstawić Wam jeszcze recenzję bardzo fajnego produktu. :-) Kosmetyki z aloesem w składzie już dawno skradły moje serce :-) Dzisiaj o taniej pomadce z Wibo, którą na pewno wiele z Was kojarzy.


Lovely
Natural Lip Stick (aloes+mentol)




Opis producenta:

Regenerująca i przeciwzapalna formula naszego balsamu pozwoli Tobie na systematyczną i całodobową pielęgnację i ochronę ust. Formuła opracowana na bazie naturalnych składników, skutecznie wspomaga proces gojenia spierzchniętych i pozbawionych witalności ust.


Pomadka w typowym dla siebie opakowaniu. Konsystencja produktu twarda, zbita. Kolor żółtawy, może trochę zielonkawy. Zapach mentolowy. Raczej bezsmakowa. Opakowanie 4,5g.





Pomadka ma twardą konsystencję, ale łatwo rozsmarowuje się na ustach. Uczucie delikatnego chłodu jest odczuwane natychmiast. Nie czuję mrowienia jak w przypadku Carmexa co właściwie jest dla mnie plusem. Pomadka sprawia, że usta są gładsze i bardziej miękkie, radzi sobie ze spierzchniętą skórą, całkiem fajnie nawilża. Pielęgnuje, natluszcza, łagodzi. Na ustach zostawia delikatnie wyglądającą poświatę, moim zdaniem z powodzeniem może służyć jako błyszczyk. Nie znika szybko z ust. Zawiera ochronę UVA/UVB. 
Jest wydajna i tania. Uważam, że jest lepsza od pomadki z Neutrogeny, którą opisywałam tutaj.

Na koniec składniki, które zawiera:

- Esktrakt z aloesu - wspomaga naturalną odporność przeciwinfekcyjną, regeneruje, nawilża
- Kwas salicylowy - usuwa martwy naskórek
- Lanolina - zmiękcza, natłuszcza, chroni usta
- Masło shea - chroni przed wysuszeniem i pękaniem ust
- Mentol - zabija zarazki, przynosi ulge obolałym ustom
- Olej jojoba - pielęgnuje, natłuszcza, zapobiega wysuszeniu skóry, łagodzi stany zapalne
- Phenol - zabija bakterie, złuszcza martwy naskórek, znieczula
- Wazelina - tworzy warstwę ochronną i chroni usta
- Witamina E - odżywia usta.


Plusy:
+ nie łamie się
+ pielęgnuje, nawilża, chroni, regeneruje
+ usta po jej użyciu są miękkie i gładkie
+ zostawia ładny blask na ustach
+ wydajna
+ niska cena
+ ochrona UVA/UVB

Minusy:
 dla mnie brak, choć niektórym pewnie nie spodoba się zapach


Dostępność: Rossmann
Cena: ok. 4 zł / 4,5g




Znacie ten produkt z Lovely? Jakiej pomadki będziecie używać tej jesieni?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...