wtorek, 31 lipca 2012

Calypso: Natural Demake - Up (gąbki do demakijażu)

Jakiś czas temu otrzymałam te gąbki w Rossmannie jako gratis do większych zakupów. Na poniższym zdjęciu widać dwie pojedyncze gąbeczki, jednak we wspomnianej drogerii sprzedawane są opakowania po dwie sztuki.

Calypso Natural Demake - Up 



Opis producenta:


Celulozowe gąbeczki do demakijażu wzbogacone włóknami bawełny. Niezwykle 
miękkie i delikatne dla skóry. Są hipoalergiczne, dlatego mogą być stosowane przez osoby o wrażliwej skórze.



Gąbka o kształcie elipsy o wymiarach około 8,5 x 7,0 x 1,0 cm. Jest w kolorze morelowym, miękka w dotyku, póki co zachowuje swój kształt.

              Nie przepadam za gąbkami. Mam do nich jakiś niesmak. Kiedyś nakładałam podkład gąbeczkami do makijażu, ale szybko je porzuciłam na rzecz pędzli. Gąbki kojarzą mi się z siedliskiem bakterii, dlatego początkowo nie zamierzałam w ogóle po nie sięgać. Któregoś dnia przy myciu buzi, ów gąbki rzuciły mi się w oczy, wtedy zdecydowałam, że spróbuję i zobaczę co mają do zaoferowania. :-) 
              Po wyszorowaniu i wymasowaniu pomalowanej podkładem mineralnym buzi olejkiem myjącym, nasączam gąbkę wodą i przecieram nią buzię. Po każdym przetarciu skóry, gąbeczkę opłukuję w wodzie i tak w kółko. Gąbka jak gąbka - robi co ma robić -  dobrze ściera produkt myjący, a także pozostałości makijażu. Buzia wydaje się być bardziej gładka po użyciu tego akcesoria aniżeli wtedy, kiedy zmywam makijaż samymi rękoma. Nie odnotowałam żadnych podrażnień czy pogorszenia się stanu cery.
Jakość wykonania jest ok, gąbka nie rozlatuje się, nie zrobiła się też szorstka, dość szybko schnie.



Przy używaniu gąbek należy szczególnie przestrzegać higieny, polecam mycie po każdym skorzystaniu.



* Po wysuszeniu gąbka robi się twarda i kurczy się - wystarczy zmoczyć ją wodą aby na nowo stała się miękka i większa.



Dodam jeszcze, że spokojnie można używać ich także do zmywania maseczek lub glinek. :-)



Plusy:
+ jest miękka, nie podrażnia skóry
+ nie rozlatuje się, zachowuje swój kształt
+ dobrze usuwa makijaż
+  tania
+ szybko schnie

Minusy:
- brak

Dostępność: Rossmann (nie wiem czy gdzieś jeszcze są)
Cena: 4,99 zł / 2 sztuki


Znacie je? Używacie gąbeczek do demakijażu twarzy? 

niedziela, 29 lipca 2012

Pierre Rene: Color Balm, pomadka do ust ( kolor 28 i 29)

Pomadki z serii Color Balm to nowość w ofercie marki Pierre Rene. Bardzo ucieszyłam się na propozycję ich przetestowania, bo lubię kolorowe kosmetyki do ust. Trochę obawiałam się, że moje usta nie będą jeszcze gotowe do fotografowania, ale z dnia na dzień jest coraz lepiej. Trochę suche są od razu po przebudzeniu, w ciągu dnia wciąż używam pomadki nawilżającej, ale w porównaniu do czasu podczas kuracji, teraz sięgam po nią bardzo sporadycznie. :-)


Color Balm to połączenie lipglossa i balsamu do ust z lekko koloryzującym efektem.

Pierre Rene: Color Balm pomadka do ust 




Pomadka dostępna jest w 30 różnych odcieniach, niektóre zawierają drobinki, inne nie. Opakowanie tego produktu to małych rozmiarów tubka z zatyczką. Nie ma prostej podstawy, dlatego nie postawimy jej pionowo. Przy lekko śliskich dłoniach dość ciężko jest je otworzyć, chodzi dość opornie. Pomadki mają przyjemny, lekki zapach i miękką konsystencję.
Każda pomadka zawiera 2 g kosmetyku i jest ważna 12 mc od daty otwarcia.


No 29 Extreme Nude

Uwielbiam wszelkie nudziaki, więc i ten bardzo przypadł mi do gustu. Kolor wygląda bardzo naturalnie i ładnie prezentuje się na ustach. Nie ma żadnych drobinek. Konsystencja pomadki jest dość miękka, łatwo rozprowadza się na ustach, jednak przy aplikacji należy uważać aby nie przedobrzyć. Zbyt duża ilość nałożonych warstw, powoduje, że pomadka uwidacznia każde załamanie. Z daleka tego oczywiście nie widać. Jeśli chodzi o trwałość to jest zadowalająca. Pomadka nie skleja ust, ani ich nie wysusza.
Lubię siebie w tym kolorze. :-)






No 28 Glicine

Kiedy zobaczyłam tę pomadkę po raz pierwszy, jeszcze w opakowaniu, to powiem szczerze - kolor mnie przeraził. :-) Mocno cukierkowo landrynkowy róż z mnóstwem drobinek. Już pierwsza aplikacja zweryfikowała kolor pomadki i uspokoiła mnie. Kolor który nadaje ustom jest delikatny, dzięki niej ładnie błyszczą. Drobinki fakt - widoczne, ale są bardzo drobne, subtelne i niewyczuwalne. Nie przepadam za drobinkami w kosmetykach do ust, ale te spokojnie mogę zaakceptować. Pomadka podobnie jak ta w odcieniu nude, ma miękką konsystencję, łatwo się ją nakłada. Nie wchodzi w załamania jak poprzednik. Podobnie jak przy wcześniejszej pomadce - trwałość zadowalająca, nie skleja ust, nie wysusza ich.




 Plusy:
+ duży wybór kolorów
+ łatwość aplikacji
+ ładny, delikatny efekt
+ można stopniować efekt poprzez dodanie kolejnych warstw
+ nie skleja ust
+ trwałość
+ nie wysusza
+ cena

Minusy:
- brak podanego składu na opakowaniu
-  trudno otwierające się opakowanie


Dostępność: drogerie: Jasmin Stars, kosmetyki tej marki widuję także w Naturze i osiedlowych drogeriach
Cena: 9,99 zł / 2 g

* Pomadki otrzymałam nieodpłatnie od Pierre Rene


Co uważacie o efekcie jakie dają te pomadki? Używałyście ich? Skusicie się na któryś z 30 kolorów? :-)

piątek, 27 lipca 2012

SLEEK Make Up: I-Divine, paleta 12 cieni STORM (dużo zdjęć)

Paletki Sleek to moje odkrycie zeszłego roku. Opisywałam na blogu już Oh So Special, Bad Girl, Chaos i The Original. Dzisiaj recenzji doczekała się bardzo udana paletka Storm. :-)






Opis producenta:

Każda z palet i-Divine zawiera 12 kolorów, dzięki którym podkreślimy swój wygląd. Cienie są trwałe, aksamitne, posiadają miękką konsystencję i długo utrzymują się na powiekach. Niektóre cienie są matowe, inne perłowe, co pozwala na stworzenie własnych, nawet najbardziej wymyślnych kombinacji kolorystycznych.


Plastikowa, ale solidna, czarna paletka kryje w sobie 12 cieni głównie perłowych, ale są również maty. Na każdym cieniu widać typowe dla marki Sleek tłoczenie. Cienie mają bardzo dobrą pigmentację, są aksamitne.
Opakowanie zawiera duże lusterko i podwójny aplikator.


Paletka bardzo w moim guście. :-) Znajdujące się tutaj kolory posłużą nam do stworzenia  makijaży zarówno dziennych jak i wieczorowych. Podobnie jak w pozostałych paletkach (mam tutaj na myśli posiadane przeze mnie OSS, Original i Bad Girl) cienie są bardzo dobrze napigmentowane (w zasadzie wyjątkiem jest tylko górny brąz). Cienie ładnie rozprowadzają się na powiece, bez problemu można je rozetrzeć i stworzyć efekt przydymionego oka. Dobrze trzymają się na powiece, nawet bez bazy. Do minusów zaliczam to, że trochę się osypują.

Jestem fanką paletek Sleeka. :-) Storm mnie nie rozczarowała. Uważam, że to fajny zestaw dobrych jakościowo cieni w rozsądnej cenie.

Plusy:
+ świetne połączenie kolorów
+ jakość
+ trwałość
+ pigmentacja
+ lusterko  i aplikator w zestawie
+  łatwość aplikacji
+ aksamitna konsystencja
+ cena

Minusy:
- cienie trochę osypują się



(cienie nałożone na sucho, bez bazy)

w domu bez słońca:


na dworze w słońcu:






Dostępność: np. Alledrogeria
Cena: 27,90 zł / paletka


To kolejna bardzo udana paletka Sleeka, jestem z niej zadowolona. :-) Górnymi cieniami ciężko zrobić sobie krzywdę, mimo, że są dobrze napigmentowane, to ich jasne kolory są odpowiednie nawet do nauki makijażu. Dolne kolory - ciemniejsze, są ładnym dopełnieniem całości.


*Paletkę otrzymałam nieodpłatnie od sklepu Alledrogeria


Macie paletkę Storm? Posiadacie w swojej kolekcji paletki Sleeka? Z której jesteście najbardziej zadowolone?

czwartek, 26 lipca 2012

Wibo: Express Growth, lakier multiwitaminowy nr 395

Dawno nie pojawił się na blogu lakier do paznokci, więc dzisiaj spieszę to nadrobić. :-) Niełatwo uchwycić go idealnie na zdjęciach, ale kolor poniżej dość dobrze oddaje rzeczywisty odcień.





Lakier w typowej dla tej serii buteleczce, mieszczącej 8,5 ml produktu. Pędzelek wygodny. Emalia dobrze kryje płytkę, dwie warstwy w zupełności wystarczą (tyle właśnie widać na załączonym zdjęciu). Nie ma mowy o zaciekach czy smugach. Szybko schnie i jest trwały - inne kolory z tej serii, które posiadam w swojej kolekcji, zachowują się dokładnie tak samo, dlatego uważam że to na prawdę udane produkty.
I na koniec cena. :-) Udało mi się go kupić za 2,99 zł (!) i jestem bardzo niepocieszona, że trafiłam na ostatnią sztukę, ponieważ cała półka z przecenionymi lakierami była już wyczyszczona. Jeśli chodzi o powód tak niskiej ceny - było to z okazji otwarcia nowego Rossmanna.

Na opakowaniu widnieje napis, że lakier zawiera proteiny soi, wapń i witaminy A,C,E.


Plusy:
+ różnorodność kolorów
+ trwałość
+ krycie
+ wygodny pędzelek
+ pojemność
+cena

Minusy:
- brak

Dostępność: Rossmann
Cena: Ok. 5 zł / 8,5 ml


Podoba Wam się taki kolor?

środa, 25 lipca 2012

Zakupy kosmetyczne. :-)

Post z serii zakupowych. Wczoraj dotarło do mnie zamówienie ze sklepu Paatal, poniżej kosmetyki, które znalazły się w paczce. :-) Za całość zapłaciłam niecałe 50 zł.




I krótki opis poszczególnych kosmetyków:

- Manhattan, Duo Eyeshadows Sexy Plexi nr 51d Bling Pink - cienie do powiek (3,85 zł)
- Rimmel, Colour Musse Cień w musie 004 tester (2,61 zł)
- Sally Hansen, morelowy krem do skórek (8,50 zł)
- Sally Hansen, Emery Boards - dwustronne pilniczki do paznokci 12 sztuk (4,60 zł)
- Dabur, Red Rose Water - Woda różana 250 ml, (11,00 zł)
- Henna Treatment Wax, odżywcza maseczka do włosów, Natural Classic 480g (11,82 zł)
- Biosilk, Thermal Shield Spray do ochrony przed temperaturą 50 ml (7,50 zł)

A to dostałam jako gratis:
CCUK, Puder prasowany 13 Tea Rose
- L'ambre, super action, tusz do rzęs, czarn


I na koniec coś na osłodę, smaczne bananowe ciacha z Biedronki. :-)




Znacie któryś z tych kosmetyków? :-) O czym chciałybyście poczytać w pierwszej kolejności? :-)

poniedziałek, 23 lipca 2012

OEPAROL: Balance, pomadka ochronna do ust (malina)

Kolejna zużyta przeze mnie pomadka ochronna. Jak widzicie tego rodzaju kosmetyki schodzą u mnie w ekspresowym tempie. Na szczęście moje usta dochodzą już do formy i wyglądu sprzed kuracji, więc lada moment będę mogła wyswobodzić się z tego ciągłego nawilżania suchej skóry. :-)


OEPAROL, pomadka ochronna do ust w wersji malinowej




Opis producenta:


Oeparol Balance pomadka ochronna do ust zawierająca wysokiej jakości naturalne składniki, w tym "tłoczony na zimno" olej z nasion wiesiołka.
 Preparat przeznaczony jest do codziennej, systematycznej pielęgnacji ust. Natłuszcza je i zabezpiecza przed pękaniem i wysychaniem oraz chroni przed negatywnym wpływem promieniowania słonecznego.


Białe, plastikowe opakowanie pomadkę zapakowano dodatkowo w kartonik. Kosmetyk to lekko żółtawy sztyft, półtwardy. Posiada sztuczny zapach. Delikatnie nabłyszcza usta. Opakowanie zawiera 3,6 g kosmetyku.




              Plastikowe opakowanie wygląda mniej solidnie aniżeli w przypadku pomadki np. Neutrogeny, ale przetrwało czas użytkowania, więc nie mam zastrzeżeń. Sztyft jest krótki, zawiera tylko 3,6 g kosmetyku, zużyłam go w ekspresowym tempie - dlatego wydaje się być mało wydajny (bierzcie jednak pod uwagę to, że moje usta na prawdę wymagały solidnego, niemal ciągłego nawilżania). W tym miejscu muszę dodać, że pomadki, których używałam do tej pory zawierały o 1/4 kosmetyku więcej czyli 4,8 g dlatego uważam, że Oeparol na ich tle wypada słabiej.
              Pomadka jest półtwarda, dobrze rozsmarowuje się na ustach, pozostawia je lekko nabłyszczone. Jeśli chodzi o malinę - nie wyczuwam jej w ogóle, a szkoda, bo to właśnie jej zawartość nakręciła mnie mocno do testowania. Zapach jest bardzo sztuczny, nie wiem do czego go przyrównać, mimo to, przyznaję, że nie przeszkadzał mi w użytkowaniu. Nałożony na usta sztyft, dość długo utrzymuje się na skórze, aplikowałam go nieco rzadziej niż Neutrogenę. Nie pozostawia białych śladów, ściera się (a może raczej - wsiąka?) równomiernie. Ładnie natłuszcza usta, sprawia, że wyglądają lepiej, jednak nawilżenie w moim przypadku okazało się być raczej krótkotrwałe, szkoda. 


Poniżej porównanie nowych, nieużywanych jeszcze pomadek. 
Ta krótka to Oeparol, ta dłuższa Neutrogena.





Skład: Petrolatum, Paraffinum Liquidum, Ricinus Communis Oil, Cera Alba, Cera Microcristallina, Lanolin, Paraffin, Oenothera Paradoxa Oil, Isopropyl Myristate, Parfum, Theobroma Cacao Butter, Tocopheryl Acetate, Propylparaben, BHA


Plusy:
+ nawilża, natłuszcza, wygładza
+ dość długo utrzymuje się na ustach
+ dobra konsystencja
+ tłoczony na zimno wiesiołek
+ dostępność
+ cena

Minusy:
- chemiczny zapach
- słabe nawilżenie
- zawartość parafiny i parabenu w składzie
- mała pojemność
- niewydajna

Dostępność: Apteki, Drogerie np. Superpharm
Cena: ok. 7 zł / 3.6 g


Znacie pomadki Oeparol? :-)

sobota, 21 lipca 2012

FARMONA: Sweet Secret, Kokosowy sorbet do mycia ciała (Słodki kokos i banany)

Dzisiaj mowa o sorbecie do mycia ciała z serii 'Sweet Secret - egzotyczny deser' marki Farmona. Produkty tej firmy znam i lubię, zaskakują nietypowymi zapachami. :-)


Kokosowy sorbet do mycia ciała o zapachu - słodki kokos i banany





Opis producenta:

Wyjątkowy kosmetyk o delikatnej, jedwabistej konsystencji i urzekającym, egzotycznym zapachu 
dojrzałych kokosów i bananów został stworzony do codziennej pielęgnacji i mycia ciała, dla osób, które cenią produkty naturalne i lubią pozwalać sobie na chwile przyjemności.
Specjalnie opracowana, bogata receptura doskonale myje oraz natłuszcza i wygładza skórę, poprawiając jej kondycję i wygląd. Regularne stosowanie kokosowego sorbetu pod prysznic nie wysusza skóry, doskonale ją nawilża i odżywia, a także na długo pozostawia
uczucie świeżości oraz apetycznie słodki, egzotyczny zapach i jedwabiście gładką skórę. 


Opakowanie to stojąca, solidna tubka zawierająca dozownik, mieszcząca 225 ml kosmetyku. Konsystencja nieco rozwodniona, w której zatopiono niemałą ilość drobinek. Kolor delikatnie różowy.


Sorbet pachnie słodko, bez problemu wyczuwam w nim zarówno kokos jak i banany. Zapach podoba mi się, choć dla niektórych może być nieco duszący. Testowałam go zarówno pod prysznicem jako żel myjący, jak i wannie jako płyn do kąpieli. Produkt mimo zawartości SLS w składzie, w ogóle się nie pieni. W wannie nie sprawdził się - jedyne co zrobił to sprawił, że woda była pachnąca, natomiast z butelki ubyło sporo kosmetyku. Pod prysznicem sprawa ma się lepiej, ale nadal brak piany daje się we znaki. Sorbet dobrze myje ciało, jednak zauważalne nawilżenie nie nastąpiło, wyglądu i kondycji skóry nie poprawił. 
Skóra stała się umyta, nieco gładsza i pachnąca. Drobinki znajdujące się w produkcie delikatnie masują ciało. Sorbet pozostawia w łazience przyjemny, egzotyczny zapach. :-)
Produkt nie podrażnił ani nie wysuszył mojej skóry. 


Plusy:
+ właściwości myjące
+ zapach
+ wygładza
+ solidne opakowanie z dozownikiem
+ nietestowany na zwierzętach
+ dostępność

Minusy:
- nie nawilża (a producent obiecuje to w opisie produktu)
- mało wydajny
- cena


Skład:



Myślę, że to fajny gadżet, o ciekawym zapachu. Seria idealna na prezent, opakowania cieszą oko, zapachy pozytywnie wabią nos. :-) To, że produkt jest mało wydajny i nie należy do najtańszych sprawia, że nie każdy pozwoli sobie na jego regularne użytkowanie.


Dostępność: Sklep Farmona klik! drogerie np. Rossmann, Natura
Cena: ok. 12 zł / 225 ml.


                        * Sorbet otrzymałam w ramach współpracy z Agencją PR Werner i Wspólnicy, jednak nie wpłynęło to na jego ocenę.


Znacie ten produkt? :-)

czwartek, 19 lipca 2012

Lipcowe rozdanie u One_LoVe (ZAMKNIĘTE)

Tak jak wczoraj wspomniałam - ogłaszam rozdanie. :-) Jako, że nagroda jest dość mała, zdecydowałam, że czas trwania zabawy będzie krótki: bawimy się od dzisiaj czyli 19 lipca 2012 do 02 sierpnia 2012 - czyli pełne dwa tygodnie.
Dodam jeszcze, że 31 lipca ogłoszę nieco większe rozdanie na moim blogu, w którym będą do wygrania produkty do włosów. :-)


Wiele z Was chciało wypróbować produkty z limitki różanej, ale nie wszędzie można ją dostać. Ostatnio będąc w Rossmannie trafiłam na trzy ostatnie kosmetyki więc wzięłam je, z myślą o Was. :-)


Nagroda wygląda tak:


W jej skład wchodzą, produkty nowe, nieużywane:


- MERINO, Ochronny sztyft do ust z lanoliną, SPF30+  (jedna sztuka)
- Cień potrójny WIBO, kolekcja różana, odcienie niebieskiego (jedna sztuka)
- Cień potrójny WIBO, kolekcja różana, odcienie zielonego (jedna sztuka)
- RIMMEL, lakier pękający do paznokci, 020 silver clash (jedna sztuka)
- Błyszczyk WIBO, kolekcja różana, kolor 05 (jedna sztuka)
- RIVAL de Loop, maska peelingująca z ekstraktem aloesu i rumianku, 2x8 ml.


ZASADY ROZDANIA!

Aby wziąć udział w zabawie:

Musisz:
- być publicznym obserwatorem mojego bloga,
- podać swój adres mejlowy
- odpowiedz na pytanie: 
Czego nie może zabraknąć latem w Twojej kosmetyczce?


Możesz:
- dodać mnie do blogrolla 
- dodać informację o moim rozdaniu (notka na blogu, podlinkowane zdjęcie nagrody w pasku bocznym, bądź info na facebooku)
- polubić mój blog na facebooku klik!


Wzór:

Obserwuję jako:
E-mail:
Odpowiedź na pytanie:
Blogroll: TAK/NIE (jeśli tak, podaj adres bloga)
Info o rozdaniu: TAK/NIE (jeśli tak, napisz gdzie dodałaś informację i podaj bezpośredni link)
Lubię na facebooku jako: (wystarczy imię i pierwsze dwie litery nazwiska)



Regulamin:
1. Organizatorem konkursu jak również sponsorem nagrody jestem ja, One_LoVe, właścicielka bloga: http://my-love-cosmetics.blogspot.com/
2. Czas trwania konkursu: 19.07-02.08.2012 (dwa tygodnie)
3. Aby wziąć udział w rozdaniu musisz być osobą pełnoletnią lub uzyskać zgodę rodziców.
4. Zasady konkursu: 
Aby wziąć udział w konkursie należy:
- publicznie obserwować mojego bloga
- podać swój adres mejl (do weryfikacji przy kontakcie w sprawie nagrody)
- odpowiedzieć na pytanie konkursowe: Czego nie może zabraknąć latem, w Twojej kosmetyczce?
Aby zwiększyć swoje szanse należy:
- dodać mój blog do blogrolla
- umieścić informację o moim rozdaniu (obojętnie gdzie: facebook, notka na blogu, pasek boczny z rozdaniami) i podać link.
- polubić mój blog na facebooku
5. Zwycięzcę wybiorę samodzielnie, w terminie 3 dni od zakończenia konkursu. Na mejla z danymi adresowym zwycięzcy czekam 7 dni, jeśli nie zgłosi się – wybiorę kolejną osobę.
5 a. Wysyłka nagrody nastąpi do 3 dni roboczych od otrzymania mejla z danymi do wysyłki.
6. Nagroda zawiera:
- MERINO, Ochronny sztyft do ust z lanoliną, SPF30+  (jedna sztuka)
- Cień potrójny WIBO, kolekcja różana, odcienie niebieskiego (jedna sztuka)
- Cień potrójny WIBO, kolekcja różana, odcienie zielonego (jedna sztuka)
- RIMMEL, lakier pękający do paznokci, 020 silver clash (jedna sztuka)
- Błyszczyk WIBO, kolekcja różana, kolor 05 (jedna sztuka)
- RIVAL de Loop, maska peelingująca z ekstraktem aloesu i rumianku, 2x8 ml.

6 a. Produkty są nowe, nieużywane.
7. Biorąc udział w konkursie akceptujesz warunki Regulaminu i wyrażasz zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych zgodnie z ustawą o Ochronie Danych Osobowych ( Dz.U.Nr.133 pozycja 883 z późn.zm.) Wyrażasz również zgodę na publikację na blogu http://my-love-cosmetics.blogspot.com/ swojego nicku.

8. Wszelkie pytania proszę kierować na mejla: 34onelove@gmail.com



Zapraszam do zabawy! :-)

środa, 18 lipca 2012

Moja wygrana w konkursie + zapowiedź jutrzejszego rozdania

Niedawno odwiedził mnie listonosz i przyniósł paczuszkę, w której znalazłam kosmetyki wygrane w konkursie u Kinii z bloga ania-recenzuje. Konkurs polegał na odpowiedzi na pytanie "z czym kojarzą Ci się wakacje?". Do zgarnięcia były dwa bony na zakupy w sklepie aanatural.pl: jeden o wartości 150 zł (pierwsze miejsce) a drugi to równowartość 100 zł. Miałam to szczęście że zajęłam drugie miejsce w konkursie. :-)

Kosmetyki, które znajdziecie w tym sklepie są produkowane w Nowej Zelandii na Wyspie nazywanej Rajem Południowego Pacyfiku. :-) Brzmi fajnie. :-) Po więcej informacji zapraszam na stronę sklepu.

Ja wybrałam dla siebie:





  • MERINO Krem nawilżający lanolinowy 50 g (obecnie 29zł/sztuka)
  • MERINO Ochronny sztyft do ust z lanoliną, SPF30+ (obecnie 18 zł/sztuka)

Jak widać na załączonym obrazku wybrałam dla siebie aż trzy pomadki. Pisałam Wam już kilka razy, że moje usta w trakcie i obecnie chwilę po kuracji przeciw trądzikowi potrzebują silnego nawilżenia, a te produkty bardzo mnie zaciekawiły. Po pierwsze filtr +30 - wow! :-) Taka ochrona SPF na moich ustach jeszcze nigdy nie gościła. Po drugie w składzie znajdziemy: Wosk pszczeli, Lanolinę, Aloes, Witaminę E oraz olej Jojoba. Na pewno dam znać jak się u mnie spisują (kremik również), póki co jestem w trakcie zużywania drugiej sztuki posiadanej przeze mnie Neutrogeny (na swoje nieszczęście miałam dwa egzemplarze i chcę je najpierw wykończyć).


I na koniec informacja o rozdaniu! :-) Jutro na moim blogu pojawi się regulamin zabawy i zdjęcie nagrody. Już dzisiaj zapraszam Was do wzięcia udziału. Uchylając rąbka tajemnicy dodam, że nagroda będzie zawiera m.in. jedną z pomadek Merino, o której była mowa powyżej. :-)


Znacie produkty Merino?

wtorek, 17 lipca 2012

PILOMAX: Express Wax, maska do włosów zniszczonych

Ta maska, to jeden z czterech kosmetyków, który wygrałam w konkursie "Blogerze, znasz Wax?" organizowanym w kwietniu na stronie Pilomax. Produkt, o którym dzisiaj mowa to: szybko działająca maska do włosów zniszczonych (łamliwych, szorstkich, matowych) oraz do stosowania przy wypadaniu włosów. Jest to nowość w ofercie tej marki.


Express Wax, maska do włosów zniszczonych


Opis producenta:

Innowacyjna maska stworzona by naprawić i dogłębnie wzmocnić suche, zniszczone i łamliwe włosy w zaledwie 3 minuty.
Keratyna wzmacnia i regeneruje uszkodzone włosy, nadaje im połysk. Tworząc film chroni włosy przed szkodliwym działaniem środków farbujących i utleniających. Korzystnie wpływa na skórę łagodząc podrażnienia.
Ekstrakt ze skrzypu polnegoregeneruje oraz zapobiega łamliwości i rozdwajaniu się włosa.
Pantenol silnie nawilża i pogrubia włosy, przyspiesza gojenie naskórka oraz łagodzi uczucie swędzenia.
Gliceryna nawilża i poprawia elastyczność włosów oraz skóry głowy.

Maska znajduje się w podłużnej, miękkiej tubie, która posiada dozownik. Opakowanie bez problemu może stać na zakrętce. Kosmetyk koloru kremowego, jakby perłowy. Konsystencja tłustawa, gęstawa - jak to w przypadku masek. Przyjemny zapach. Opakowanie zawiera 250 ml produktu. Produkt ważny 12 mc od dnia otwarcia.



Nie mam jakiegoś szczególnego problemu z włosami i nie nazwałabym ich zniszczonymi. Są grube, gęste, przy końcówkach troszkę suche, raczej pozbawione blasku. Chętnie używam masek, nawet sięgam po nie chętniej aniżeli po olejki, bo z nimi jest jednak trochę więcej zachodu.
Express Wax ma fajną konsystencję, która niewątpliwie ułatwia aplikację. Jest gęsta, ale nietępa dlatego dobrze rozprowadza się na kosmykach. Producent zaleca nakładać jednorazowo 10-20 ml produktu na włosy, pamiętając o masażu skóry głowy i końcówkach. Czas na efekty. Po zmyciu maski, włosy rozczesują się wzorowo, nie ma mowy o splątanych kosmykach. Włosy stają się gładkie, miłe w dotyku i pachnące, bo zapach nie ulatnia się wraz z usunięciem produktu. Nawilża włosy na całej długości łącznie z końcówkami i jest to zauważalne, nie są szorstkie czy odstające, nie rozdwajają się. Włosy przy regularnym używaniu tej maski nabierają delikatnego połysku. Co jeszcze. Nie obciążyła mi włosów, nie podrażniła skóry głowy. Jak mam czas, nakładam ją pod czepek i zostawiam na trochę dłużej niż 3 minuty, moim zdaniem wtedy lepiej działa.


 Jestem zadowolona z jej działania. Może nie widać na moich włosach jakiejś spektakularnej zmiany, bo dbam  o nie i nie są w złym stanie, ale maska wzmacnia i nawilża włosy, są bardziej miękkie. Szybkie działanie zdecydowanie przemawia na jej korzyść. Do minusów zaliczam cenę. Choć produkt jest wydajny to cena 32.90 zł za 250 ml jest moim zdaniem zbyt wysoka. 



Jeszcze skład. Produkt nie zawiera SLS, SLES i parabenów. Przyznam, że jeśli chodzi o produkty do włosów, to nie jestem na tyle wtajemniczona aby móc powiedzieć czy jest on dobry czy zły, dlatego pozostawiam to Waszej ocenie. 
SKŁAD: Aqua (Water), Cetearyl Alcohol, Phenoxyethanol, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Cetrimonium Chloride, DMDM Hydantoin, Hydrolyzed Keratin, Equisetum Arvense (Horsetail) Leaf Extract, Parfum (Fragrance), Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Glycerin, Panthenol (Provitamin B5), Ethylhexylglycerin, CI 19140

Dostępność: Sklep WAX a także apteki stacjonarne i internetowe
Cena: ok. 30 zł / 250 ml




Znacie ten produkt? Używacie tego typu wzmacniających i regenerujących kosmetyków o szybkim działaniu? Jakie są Wasze ulubione?

sobota, 14 lipca 2012

Wibo: Nail Polish Remover (różany zmywacz do paznokci w płatkach)

Jak pewnie większość z Was wie, Rossmann od jakiegoś czasu wyprzedaje limitkę różaną. Nie jestem zwolenniczką tej serii, właściwie to ona mi się w ogóle nie podoba (jedynie eyelinerów jestem jeszcze ciekawa, ale domyślam się, że również nie warto kupować). Miałam dwa lakiery, błyszczyk i trio cieni - jakość kiepska, a i kolory "nie moje". Moja siostra przy okazji zakupów kosmetycznych, natknęła się na poniższy zmywacz do paznokci. Kupiła, użyła i już po pierwszych testach chciała je wyrzucić. Spróbowałam ja - i co? To samo - użyłam i wyrzuciłam.


Różany zmywacz do paznokci w płatkach 





Opakowanie to plastikowe, różowe, zakręcane pudełko. W środku znajdują się 32 płatki o gramaturze 15g.  Płatki cieniutkie, koloru białego. Jeśli chodzi o zapach to jest charakterystyczny dla całej serii, jakby różany.




Magda kupując ten produkt jakieś 2 tygodnie temu, nie zauważyła, że data przydatności płatków kończy się wraz z końcówką sierpnia, co prawda nie są suche, ale nie wiem czy działają tak samo, jak tuż po wyprodukowaniu.

Recenzja będzie krótka - te płatki to bubel, niedziałający należycie gadżet. Niby fajnie, bo można zabrać do torebki czy na wyjazd, ale co z tego skoro one nie radzą sobie nawet ze zmyciem odżywki? Kolorowy lakier rozmazuje, jego całkowite usunięcie z płytki paznokcia graniczy z cudem. Zapach płatków utrzymuje się jeszcze trochę na palcach po ich użyciu. Pozostawiają po sobie lekką, tłustą powłoczkę.
Ich cena standardowa wynosiła ok. 6 zł, teraz w wyprzedaży można je nabyć za 1,29 zł.
Nie polecam, nawet w tak niskiej cenie.


Dostępność: Rossmann
Cena: 1,29 zł (trwająca obecnie wyprzedaż)



Używałyście kiedykolwiek zmywacza do paznokci w formie płatków? Sprawdził się u Was? Jeśli tak to który?

piątek, 13 lipca 2012

Fennel: jogurt do ciała o zapachu lodów truskawkowych

Już w pierwszej chwili, kiedy zdarłam sreberko z opakowania tego jogurtu, zakochałam się w jego zapachu. UWIELBIAM kosmetyki pielęgnacyjne, które tak smakowicie pachną! :-) Mmmm, cudo! :-)




Opis producenta: 

Świeżość truskawek i jedwabiście gładka skóra.

Świeży, lekki, pachnący latem i szybko wchłaniający się balsam do ciała. Intensywnie nawilża i ujędrnia, przywraca skórze elastyczność, pomaga
utrzymać właściwy poziom nawilżenia. Delikatna formuła nadaje skórze jedwabistą gładkość
Nie pozostawia tłustych śladów, odpowiedni
dla każdego rodzaju skóry.



Opakowanie z dużym otworem mieści 300 ml kosmetyku. Posiada zabezpieczające sreberko. Kosmetyk w wersji truskawkowej ma delikatny różowy odcień. Konsystencja lekka, nieco żelowa, ale raczej gęsta. Pachnie świeżo,  trochę jak serek homogenizowany, przyjemnie, nie jest to zapach chemiczny.
Kosmetyk wyprodukowano w Tajlandii.


Obłędny, czarujący, świeży, beztroski, przywołujący miłe skojarzenia - tak właśnie nazwałabym ten zapach. Jest fenomenalny, uwielbiam jak kosmetyk do pielęgnacji ciała pachnie tak oryginalnie. :-) Za każdym razem kiedy go używam, mam chęć spróbować jak smakuje. :-)

Jogurt (fajna nazwa, nie?) ma przyjemną, lekką, delikatną, ale zarazem gęstą, odrobinę żelową i zwartą konsystencję. Przypomina mi postać zimnego budyniu. Kosmetyk na skórze rozprowadza się w mgnieniu oka. Co ciekawe niewielka ilość wystarczy aby wysmarować większą powierzchnię ciała. Myślałam, że ze względu na gęstą konsystencję będzie mało wydajny, jednak jest całkiem odwrotnie, za to ogromny plus. Balsam szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej czy śliskiej otoczki na skórze. W składzie nie znajdziemy zdradzieckiej parafiny, oleju mineralnego czy parabenów. Skóra po użyciu jogurtu jest miła w dotyku, zapach jest wciąż wyczuwalny, ale staje się delikatny, subtelny. Faktycznie nawilża skórę, dla mnie odpowiednio. O podrażnieniach czy wysuszeniu w ogóle nie ma mowy.

Zastanawiałam się nad minusami tego produktu, ale nie znalazłam ani jednego. No, może dostępność, bo nie spotkałam go w żadnym z dotychczas odwiedzanym przeze mnie sklepie.





Używałam dwóch masełek z The Body Shop i moim zdaniem, jogurt z Fennel w niczym im nie ustępuje, a trzeba przyznać jest tańszy i większy. Fajnie pielęgnuje i nawilża skórę. Po użyciu tego produktu skóra jest gładka, a zapach niesamowicie rozpieszcza. Szczerze? Wersja lody truskawkowe tak bardzo mnie oczarowała, że zastanawiam się nad zakupem kolejnego wariantu. :-)


Poza truskawką mamy do wyboru następujące jogurty:


Ciasteczka z Czekoladą




Obie wersje brzmią kusząco. :-) Wracając do jogurtu truskawkowego - polecam, jestem oczarowana! :-)


Dostępność: ja stacjonarnie nie spotkałam się jeszcze z tymi produktami, ale producent na swojej stronie internetowej podaje: "produkty Fennel można kupić w drogeriach oraz salonach kosmetycznych na terenie całego kraju oraz w partnerskich sklepach  internetowych" klik!
Cena: ok. 30 zł / 300 ml




Dziękuję firmie Fennel za przesłanie produktu do testów, fakt, iż otrzymałam ten produkt za darmo
nie wpłynął na jego ocenę.



Znacie produkty marki Fennel? Macie w swojej pielęgnacji kosmetyki, które oczarowały Was zapachem? Lubicie takie smakowite, apetycznie pachnące kosmetyki? :-) 

środa, 11 lipca 2012

Zrób to sam: przepis na dwufazowy płyn do demakijażu

Ten przepis znalazłam u Natalii. :-) Przypadek sprawił, że Natalia dodała notkę akurat w momencie, kiedy skończył mi się drogeryjny specyfik do usuwania makijażu oczu. Bardzo lubię naturalne produkty, jeśli nie są trudne w wykonaniu, chętnie tworzę je samodzielnie. Wszystkie składniki miałam w domu, poleciałam do sklepu jedynie po buteleczkę i po powrocie usiadłam do kręcenia kosmetyku. :-)

Jeżeli macie chęć stworzyć kosmetyk niskim kosztem, który bardzo dobrze będzie usuwał nawet wodoodporny makijaż, a do tego będzie naturalny - prześledźcie opis przygotowania, który zamieszczam poniżej. :-)




Jak działa?

Fajnie zmywa makijaż, nawet wodoodporny, szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że sprawdzi się tak dobrze. Ja używam go jedynie do zmywania makijażu oczu, moja buzia jest na tyle wybredna, że teraz kiedy jest w idealnym stanie, stawiam na sprawdzone kosmetyki i póki co nie próbuję niczego innego. Tusz, cienie, kredkę czy eyeliner zmywa bardzo dobrze i dodatkowo - nie podrażnia oczu. Nieduża ilość olejku rycynowego i odżywki sprawia, że płyn nie powoduje uczucia widzenia przez mgłę, a także nie pozostawia po sobie tłustej otoczki (jest delikatna, łatwo ją usunąć). Nie podrażnia, nie wysusza.

Co należy przygotować?

- opakowanie, w którym sporządzimy i przechowywać będziemy kosmetyk (ja poszłam za radą Natalii i kupiłam plastikową buteleczkę o pojemności 100 ml w Rossmannie, wybrałam tę z dozownikiem, cena 1,99zł),
- oliwę z oliwek bądź delikatną o przyjaznym składzie oliwkę dla dzieci,
- hydrolat (czyli woda kwiatowa) - obojętnie jaki,
- odżywka keratynowa, czyli słynne rybki GAL (nie są konieczne, ale są fajnym dodatkiem)
- pomocna będzie strzykawka bądź pipetka.


Sporządzenie tego płynu do demakijażu jest bardzo proste i szybkie. Zaczynamy od oliwy z oliwek - wlewamy ją do naszego pojemniczka. Jako, że wszystko odmierzałam na oko zapełniłam nią prawie połowę opakowania, czyli prawie 50 ml. Teraz należy dodać taką samą ilość hydrolatu (ja użyłam oczarowego).



Natychmiast widzimy jak hydrolat opada na dół, a oliwka unosi się do góry.




Czas na olejek rycynowy. Jak wiemy ma zbawienny wpływ na rzęsy (przyciemnia je, zagęszcza, sprawia, że są mocniejsze, pobudza je do wzrostu) - wystarczy kilka kropel. Natalia wspomniała o 6-7. Ja na oko wlałam odrobinę, jako, że olejek jest pół gęsty nie było z tym żadnego problemu, krople niemal same zaczęły spływać z otworu buteleczki. 




Natalia napisała że rybki (odżywka keratynowa) są opcjonalne. Mam je w domu, więc postanowiłam dodać. Jako, że wcześniej, solo, trochę mnie do siebie zraziły (spływają do oka, tworząc uczucie widzenia przez mgłę) początkowo wycisnęłam do buteleczki zawartość tylko jednej rybki. Później po pierwszych testach zauważyłam, że w przypadku połączenia odżywki z innymi składnikami, takiego uczucia nie ma, wtedy postanowiłam dodać jeszcze jedną. :-)



Jeżeli dodałyśmy już wszystkie składniki, zakręcamy buteleczkę i wstrząsamy nią kilkukrotnie aby połączyć ze sobą wszystkie składniki. Pamiętajmy, że to płyn dwufazowy więc przed każdym użyciem należy go wstrząsnąć.



PO LEWEJ: zaraz po wymieszaniu                
PO PRAWEJ: chwilę później, widać jak oddzielają się od siebie dwie warstwy       



Myślę, że bez problemu można dodać do tego płynu inne składniki - wg uznania, przykładowo ulubiony olejek czy inną odżywkę. Można kombinować, aby w miarę upływu czasu stworzyć dla siebie produkt idealny. :-)

Podobnie jak większość z Was - jakiś czas temu porzuciłam dwufazowce na rzecz miceli, ale teraz, kiedy odkryłam ten tani i naturalny sposób na zmywanie makijażu (w moim przypadku tylko oczu) - jestem skłonna pozostać przy nim na dłużej. :-)



Macie swój ulubiony płyn do usuwania makijażu? Zdarzyło się Wam stworzyć samodzielnie tego typu kosmetyk? :-)

poniedziałek, 9 lipca 2012

Inglot: Freedom Sytem Pro-5 Double Sparkling, cienie do powiek 467 i 501

Zielone cienie z Inglota pokazywałam Wam tutaj klik! Dzisiaj przychodzę ze swatchami i opisem dwóch kolejnych, na prawdę pięknych kolorów - niestety jakościowo wypadają nieco słabiej niż wspomniane poprzedniki.


Cienie o których mowa prezentują się tak:



Po lewej stronie, odcień szary numerek 501
Po prawej stronie, odcień brzoskwiniowy, cielisty, numerek 467


Oba cienie kolorystycznie bardzo w moim guście, dodatkowo nadają się do nałożenia na całą ruchomą powiekę. Cienie dobrze rozprowadzają się na skórze, jednak bez bazy wypadają średnio (od kosmetyków Inglot zawsze dużo wymagam, tak już jakoś mam). :-) Solo ścierają się dość szybko, na szczęście baza z Hean rozwiązuje ten problem, przedłuża ich żywotność a na dodatek sprawia, że są wyraźniejsze. Oba cienie są matowe, ale zawierają sporo maleńkich, srebrnych drobinek (na oku mało widocznych), świetnie nadają się do rozświetlenia spojrzenia, można je z powodzeniem nałożyć tylko w kącikach oczu. Jak widać na zdjęciach cienie są dość jasne, ale nadają się do wielu makijaży. Pigmentacja zadowalająca, z resztą - oceńcie same. :-)





Na zdjęciach poniżej, cienie zostały nałożone palcem, na sucho.

bez bazy:



z bazą Hean:





Oba cienie pod względem kolorystycznym bardzo polubiłam, niestety bez bazy mają średnią trwałość. Pójdę nawet o krok dalej i powiem - wydaje mi się, że osoby z tłustymi powiekami nie byłyby z nich zadowolone jeżeli używałyby ich solo, na gołą skórę. Prawdopodobnie spłynęłyby im z oka.


Dostępność: Inglot
Cena: ok 10 zł / sztuka




Znacie je? Używacie takich kolorów w swoich makijażach? :-)

sobota, 7 lipca 2012

Dr Irena Eris: UNDER TWENTY, ANTI!ACNE, 3w1 żel myjący+peeling złuszczający+maska regulująca

Ten produkt jakiś czas temu wygrałam w konkursie u Basi. O przetestowanie poprosiłam siostrę jako, że obecnie nie mogę używać peelingów, moja skóra jest wysuszona, podatna na uszkodzenia.





Opis producenta:

Preparat aktywnie i głęboko oczyszcza skórę, eliminuje zaskórniki i niedoskonałości skóry, redukuje trądzik.


Zależnie od zastosowania, daje efekt:

  • żelu myjącego: dla głębokiego oczyszczenia 
  • . peelingu złuszczającego: dla skutecznego odblokowania porów, złuszczania martwego naskórka
  •  maseczki: długotrwałe matowanie, regulacja przetłuszczania skóry

Zawiera składniki aktywne: ACNEcleansersA + glinka matująca + drobinki peelingujące.






Recenzja gościnna - Magda (lat 21)

"Moja cera: nigdy nie miałam jakiś szczególnych problemów z cerą, w obecnym momencie również niespodzianki zdarzają się bardzo sporadycznie. Moja cera jest normalna, w ciągu dnia przetłuszcza się, mam lekko rozszerzone pory. Zaskórników brak.

Opakowanie: jest poręczne i nie wyślizguje się z ręki. Jest to miękka tubka, która bez problemu może stać "na głowie". Zawiera dozownik.

Zapach, konsystencja, kolor, aplikacja: bardzo ładnie pachnie. Jest białego koloru, z którym zatopiono dość dużo niebieskich drobinek, które odpowiedzialne są za ścierania naskórka. Konsystencja gęsta, dlatego trzeba troszkę siły aby wydobyć kosmetyk z tubki. Na mokrej skórze dobrze się rozsmarowuje.

Działanie: kojarzę tego typu produkty ze sklepowych półek, ale tak na prawdę nigdy ich nie używałam. Bardzo lubię używać maseczek, sporadycznie stosuję peeling. Taki produkt 3in1 to fajne rozwiązanie, ekonomiczne, jeden kosmetyk do różnych zadań.

Żel myjący: kiedy używałam tego produktu w formie żelu oczyszczającego co wieczór, czułam, że skóra robi się trochę przesuszona i ściągnięta. Dopiero później przeczytałam zalecenia producenta aby używać go 2-3 razy w tygodniu, wtedy było lepiej. Mimo to, mam cerę normalną i wydaje mi się, że ten kosmetyk jest dla mnie zbyt silny. Na co dzień wybieram delikatne żele lub mleczka oczyszczające. Myślę, że ten kosmetyk sprawdzi się najlepiej u mieszanej i tłustej cerze.

Peeling złuszczający: skóra po peelingu jest gładziutka i miła w dotyku. Peeling nakładam na mokrą skórę. Dobrze złuszcza, nie raniąc przy tym skóry. Drobinek jest sporo, fajnie ścierają. Nie jest to bardzo ostry zdzierak, ale miejmy na uwadze to, że jest do twarzy, z którą należałoby obchodzić się ostrożnie. Peeling odpowiednio wykonuje swoje działanie.

Maseczka: tutaj muszę się zgodzić z tym, że maseczka wspomaga regulację przetłuszczania się skóry. Mam cerę normalną, ale w ciągu dnia widać, że zaczyna się błyszczeć, nie obejdzie się wtedy bez pudru matującego. W tak ciepłe dni jak obecnie wolałabym jednak nakładać na buźkę niezbędne minimum. Używanie maseczki 2-3 razy w tygodniu jak zaleca producent jest dla mnie zbyt częste gdyż powoduje przesuszenie skóry. Mi wystarczy używanie raz na tydzień, rozsmarowuję maskę na twarzy i zostawiam na około 5 minut. 

Czy polecam? Kosmetyk jest ogromnie wydajny, używam już od dłuższego czasu a w opakowaniu jest go wciąż mnóstwo. Jako żel nie polubiliśmy się ponieważ okazał się dla mnie zbyt silny, wysuszał. Na co dzień wybieram delikatne mleczka bądź żele, które również dobrze oczyszczają moją skórę z zanieczyszczeń. Jako peeling i maseczka - sprawdziły się. Produkt dobrze złuszcza naskórek, wygładza, a także sprawia, że skóra pozostaje matowa. Jednak używanie go 2-3 dni w tygodniu okazało się dla mnie zbyt częste. Raz na tydzień peeling, raz na tydzień maseczka - to mi wystarcza. Uważam, że ten produkt najlepiej sprawdzi się u cery tłustej, ew. mieszanej. Czy redukuje trądzik nie mogę stwierdzić, bo nie mam z nim problemu."



Skład:



Ja od siebie dodam, że używałam go 3 razy jako peeling do nóg i stóp. Okrężnymi ruchami masowałam zmoczoną wcześniej skórę - robiłam to delikatnie i ostrożnie. Peeling spowodował, że skóra fajnie się wygładziła. Dobrze złuszczył przez aplikacją balsamu brązującego dlatego polecam spróbować nie tylko do twarzy, ale także do ciała. :-)


Dostępność: markety, drogerie
Cena: ok. 12 zł / 150 ml.




Używacie tego typu produktów? :-) 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...